Ewa Bochenko

Andrzej Ziniewicz kulę ziemską obiegł już dwa razy i nie zamierza się zatrzymać

Andrzej Ziniewicz kulę ziemską obiegł już dwa razy i nie zamierza się zatrzymać Fot. Archiwum
Ewa Bochenko

Sport, seks i seta to sekrety mojej kondycji - śmieje się 66-letni Andrzej Ziniewicz z Białegostoku, który ma na swoim koncie prawie 900 startów w biegach długodystansowych. Każdy swój bieg ukończył, nigdy nie miał żadnej kontuzji. I... biegnie dalej.

O, znowu biegnie ten starszy, chudy facet, nie wiadomo po co i na co - tak pewnie o mnie myślą ci, którzy mnie widzą na trasach maratonów - zaczyna ze śmiechem Andrzej Ziniewicz, 66-letni białostoczanin, który jest - jak sam o sobie mówi - biegowym weteranem. Jest też jednym z najbardziej rozpoznawalnych zawodnikiem w naszym regionie. I to wcale nie przez swój charakterystyczny wygląd. Na swoim koncie ma blisko 900 startów w imprezach biegowych na rozmaitych dystansach, głównie na Podlasiu. W wielu z nich startuje co roku, tak jak np. w Półmaratonie Mlecznym Korycin - Janów - Korycin czy Crossie Trzeźwości w Suchowoli. Na punktach wodnych na trasach tych biegów kibice już wołają go po imieniu i zawsze gorąco dopingują. A on myśli, że ludzie - widząc go - dziwią się, że jeszcze żyje i jest stanie biec... Tymczasem kibice czekają na niego, wypatrują wśród innych biegaczy, a potem liczą, jako który dotrze do mety. Klaszczą na jego widok i krzyczą, próbując dodać mu otuchy. Widziałam to na własne oczy podczas ostatniego korycińskiego biegu, w którym nasz bohater tradycyjnie wziął udział.

Pan Andrzej jest bardzo skromnym człowiekiem i podkreśla, że nie jest żadnym bohaterem. Zdziwiony jest też tym, że chcę o nim napisać. Ale przyznaje, że jest mu bardzo miło, gdy organizatorzy zawodów witają go jako gościa specjalnego.

Kiedy trawa kusi człowieka...

Andrzej Ziniewicz biega już od 33 lat. W sumie przebiegł 90 tysięcy kilometrów, czyli ponad dwa razy więcej niż ma obwód kuli ziemskiej na wysokości równika.

Nigdy nie miał większej kontuzji. Każdy rozpoczęty bieg ukończył, choć - jak przyznaje - po kilku maratonach potrzebował medycznego wsparcia. No raz co prawda było tak, że myślał, że jednego biegu nie skończy...

- To było w Warszawie - wspomina. - Kiedy traci się siły, przez minutę trzeba biec, a potem minutę się idzie. I tak na zmianę. Pamiętam, że tak przetruchtałem około 5 km, a energia wcale mi nie wracała. Gdzieś z boku widziałem pobocze z trawą i myślałem już tylko o tym, by się na niej położyć. Na szczęście obeszło się bez tego i jakoś ten bieg ukończyłem.

Pan Andrzej przygodę z bieganiem zaczął przypadkiem, choć podkreśla, że aktywny sportowo był przez całe życie. Któregoś lata pojechał z rodziną na wczasy na Mazurach. W pobliżu był stadion. Wpadł na pomysł, żeby przebiec jedno kółko. Chciał zobaczyć, czy mu się uda. Potem codziennie dokładał dodatkowe okrążenia. I tak mu się to spodobało, że po powrocie z urlopu postanowił kontynuować swoją przygodę z bieganiem. Podkreśla, że wtedy, a było to w latach 80-tych, ten sport nie był jeszcze modny. Biegnący po chodniku człowiek wzbudzał niemałe zdziwienie. Jednak nie zrażało go to. Lubił wiatr, świeże powietrze i... przyjemne zmęczenie. Tak właśnie określa swój stan po biegu czy treningu.

Sekret kondycji? 3 razy S!

Pierwszy maraton przebiegł po roku treningów. Mówi, że do tego po prostu trzeba przygotować organizm, a nie da się tego zrobić w 2-3 miesiące, chociaż są i tacy śmiałkowie na startach maratonów.

Ziniewicz w sumie przebiegł około 60 maratonów. Do biegów ultra go nie ciągnie. Nie ma też popularnej w ostatnich latach tzw. Korony Maratonów. Nigdy mu na niej nie zależało, bo sport uprawia dla siebie, a nie dla medali i pucharów. Przyznaje jednak, że ma ich w domu bardzo dużo. Nie tylko za biegi. Pan Andrzej uprawia też kolarstwo przełajowe, gra w koszykówkę, startuje w maratonach kresowych, triatlonach i duatlonach. Podkreśla z uśmiechem, że w koszykówkę gra ze... studentami. I jeszcze daje im radę!

- Ktoś mnie kiedyś zapytał, jaki jest sekret tej mojej kondycji. Odpowiedziałem bez większego namysłu, że trzy razy S. Czyli sport, seks i seta - śmieje się.

Dodaje, że prowadzenie sportowego trybu życia tak naprawdę umożliwia mu żona, która wykazuje wielką cierpliwość do jego pasji. Pan Andrzej bardzo ją za to ceni i podziwia, bo przecież nie raz się zdarza, że całymi dniami albo i weekendami nie ma go w domu, co dla żony - szczególnie gdy dzieci były małe - musiało być uciążliwe. Do dziś zresztą potrafi biegać na długich dystansach dzień po dniu.

- Dużo jest imprez biegowych, w których od zawsze startuję, a czasami jest tak, że jedna jest w sobotę, a druga w niedzielę. Nie mogę więc odmówić sobie w nich udziału i biegnę... - tłumaczy. Podkreśla, że przez tyle lat swojej kariery wytrenował... zmęczenie. I że nie było momentów, w których chciał rzucić ten sport. W ogóle bieganie od zawsze kojarzy mu się z czymś dobrym. To właśnie podczas treningów wpadają mu do głowy najlepsze pomysły i rozwiązania.

- Dotleniony mózg lepiej pracuje - wyjaśnia. Czy podczas biegania może go jeszcze cokolwiek zaskoczyć? - A i owszem - śmieje się. - Nie mogłem wyjść ze zdumienia podczas maratonu Kuźnica- Grodno. Zawsze bowiem przy trasach biegów są tzw. punkty odżywcze, a na nich: woda, napoje izotoniczne, cukier. Na Białorusi zaś zastaliśmy stoły zastawione... kotletami, kiełbasą, żytnim chlebem i ogórkami...

Start w cylindrze i muszce

Pan Andrzej jest inicjatorem jednego z najbardziej rozpoznawalnych biegów na Podlasiu - Biegu Sylwestrowego w Białymstoku. Przyczynił się nie tyle do powstania tej imprezy, co do... stylu strojów, w jakich się podczas niej startuje. Kiedyś bowiem wystartował w białej koszuli, muszce i eleganckim cylindrze na głowie. Za nim podążyli inni. I od tej pory, co roku w grudniu, na miejskim stadionie biegają elfy, księżniczki i wróżki...

Co się zmieniło w bieganiu przez ostatnie 3 dekady?

- Przede wszystkim mentalność społeczeństwa - podkreśla. - Ten sport stał się modny, biegaczy jest coraz więcej, więc i nikogo już nie dziwią trenujący na ulicach. I to jak ubrani! Każdy z szykiem. Kiedyś był problem z kupieniem zwykłego dresu, a teraz w sklepach można przebierać i wybierać.

Andrzej Ziniewicz ma 66 lat i przebiegł już 90 tysięcy kilometrów. Uprawia też kolarstwo przełajowe i gra w koszykówkę. Kocha sport i jak sam mówi, „przyjemnie jest się zmęczyć.

Przez 33 lat wziął udział w około 900 biegach.

Ewa Bochenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.