Katarzyna Łuszyńska

Anouar Abou-Hilal 12 lat mieszkał w Białymstoku. Stworzył teledysk o tolerancji

Anouar Abou-Hilal 12 lat mieszkał w Białymstoku. Stworzył teledysk o tolerancji Fot. Archiwum prywatne
Katarzyna Łuszyńska

Przeciętny Polak ma takie same marzenia i aspiracje, jak przeciętny Arab - przekonuje Anouar Abou-Hilal, który 12 lat mieszkał w Białymstoku. Teraz stworzył teledysk o tolerancji.

- Zrobiłeś teledysk o tolerancji. Czy ty, jako pół-Marokańczyk mieszkający przez wiele lat w Polsce, sam miałeś okazję doświadczyć u nas jakichś przejawów nietolerancji?

- W podstawówce i gimnazjum w Białymstoku spotykałem się jedynie z zaciekawieniem niektórych dzieci, bo mam ciemniejszą karnację. Jednak nikt mi wówczas nie dokuczał z powodu pochodzenia.

- Żadnych zaczepek na ulicach, hejtu w internecie?

- Były później jakieś incydenty, ostatni w Warszawie, gdzie w ciągu dnia dwóch podpitych gości zaczepiało mnie w autobusie. Wyzywali mnie od ciapatych. Nic poza tym się nie stało. Słowo ciapaty już wcześniej słyszałem od Polaków mieszkających w Anglii i nie było jakoś specjalnie negatywnie nacechowane, po prostu tak mówili na Hindusów i Pakistańczyków, z którymi często prowadzili sklepy i inne interesy. Teraz to słowo jest obelgą.

- Dlaczego dwa lata temu zdecydowałeś się wrócić do Maroka?

- Chciałem lepiej poznać swoją ojczyznę, dalszą rodzinę, kulturę. Nie miałem wcześniej takiej okazji, a warto znać swoje korzenie. Na studiach często podróżowałem do Maroka z moją dziewczyną. Nasze wypady były coraz dłuższe, odkrywaliśmy Marakesz, Casablankę, Tanger, El-Jadide... W końcu postanowiliśmy tam wyjechać, spakowaliśmy się w dwie walizki i polecieliśmy. Jestem zwolennikiem idei slow-life, a Maroko to świetne miejsce, by trochę zwolnić, żyć zdrowo, mieć kontakt z naturą, morzem, zielenią... Maroko jest też dla mnie bardzo inspirujące artystycznie. Choć może za kilka lat też mi spowszednieje i pojedziemy gdzieś dalej... Nie przywiązuję się mocno do miejsc, lubię być w ruchu i lubię duże miasta.

- Aktualnie mieszkasz w Casablance, ale ciągle świetnie mówisz po polsku. Tego się nie zapomina?

- Moja mama jest Polką, tato - Marokańczykiem. Urodziłem się w Maroku, a kiedy miałem 7 lat przeprowadziliśmy się do Polski, do Białegostoku. Od dziecka mówiłem w domu po polsku i właściwie słabo znam język arabski. Jednak w Casablance można bez problemu żyć posługując się jedynie językiem francuskim i angielskim. Mój nauczyciel francuskiego i coach odradził mi naukę arabskiego i francuskiego jednocześnie. Narzekał na to, że Marokańczycy mieszają te dwa języki i przez to mówią jakimś nieistniejącym językiem. Ta teoria sprawdza się w mojej pracy w agencji PR-owej, gdzie przygotowuję różne materiały wideo. Tu większość osób mówi po francusku.

- Jak wspominasz dzieciństwo spędzone w Białymstoku?

- To miasto, w którym dorastałem. W Białymstoku skończyłem I Liceum Ogólnokształcące, działałem w akcji Filmowe Podlasie Atakuje! Białystok wspominam jako wesołe miasto, w którym spędziłem świetny czas. Nie odczułem tam żadnej nieżyczliwości ani tym bardziej nienawiści. Dlatego tym bardziej przeraża mnie to, co teraz czytam w internecie. A informacje o stosunku Polaków do Arabów nieustannie - wraz z moją dziewczyną - śledzimy w sieci, rozmawiamy o tym ze znajomymi i rodziną. I mamy potrzebę reagowania na to, co się dzieje. Nie zgadzamy się z polityką straszenia ludzi obcymi kulturami i chcemy tym teledyskiem pokazać, że wszyscy - chrześcijanie i muzułmanie, Polacy i Arabowie - jesteśmy tacy sami, bez względu na kolor skóry i wyznanie.

- Dlaczego, twoim zdaniem, staliśmy się mniej tolerancyjni?

- Kiedyś strach Polaków przed Arabami był marginalny. Dzisiaj zaś ilość i poziom wypowiedzi w internecie pokazuje, że ten strach jest coraz większy. Ludzie nagle wygwizdują Mameda Khalidova po wygranej walce, a znani i lubiani raperzy oraz kulturyści nawołują do przemocy. To znak, że coś się popsuło.

W Dzień Dziecka oglądałem materiał z polskiego sejmu z wypowiedzią chłopca w muszce. Używał sformułowań takich jak: „lewacka hołota”, darł flagę Unii Europejskiej, krytykował chęć przyjmowania uchodźców przez kraje europejskie. Jeżeli już nawet dzieci wykorzystuje się do polityki i straszenia obcą kulturą, to jest bardzo źle. A my, z Moniką Wyłogą i Anną Patrini, która obserwuje te wiadomości z Barcelony, postanowiliśmy zareagować i zrobić teledysk. Czuliśmy, że musimy zareagować i dlatego powstał klip „Zaświaty”.

- Piosenka „Zaświaty“ została napisana specjalnie na potrzeby teledysku?

- Tak, piosenka powstała na potrzeby klipu. Anna Patrini połączyła tekst utworu „Rozmowa przez Ocean” Maryli Rodowicz z kilkoma innymi tekstami z utworów Lady Pank. Stworzyła świetną, rozrywkową muzykę z wyrazistym przekazem w tekście, który jest jej precyzyjnym kolażem literackim. My, razem z Moniką, zrobiliśmy klip w technice foundfootage z prawdziwych materiałów z Polski i z krajów arabskich, wszystkie znaleźliśmy na YouTube. Nad klipem pracowaliśmy w sumie przez dwa tygodnie.

- Teledysk można zobaczyć na You Tube, ale spróbuj, proszę, streścić przekaz tego klipu.

- Przekaz jest prosty: Polacy i Arabowie są podobni! W klipie skojarzyliśmy ze sobą podobne wizualnie fragmenty z polskiego i arabskiego YouTuba. Mamy więc tam polski i arabski tutorial makijażu, procesje chrześcijańskie i muzułmańskie, scenę z polskiego i marokańskiego serialu, muzułmańskich fanatyków i marsz ONR-u. Montaż tych analogii może wywołać dyskusję, a przecież warto rozmawiać.

- Planujesz kolejne akcje na rzecz tolerancji?

- Jest ona wpisana w mój akt urodzenia. W Maroku osoby takie jak ja, które wróciły do ojczyzny po latach i nie znają arabskiego, nazywane są „zmagri”, czyli obcy. Dla Marokańczyków jestem „zmagri”, bo jestem w połowie Polakiem, ale dla Polaków też jestem trochę „obcy”, bo inaczej się nazywam, nie po polsku, no i nie urodziłem się w Polsce. Ja jednak swoje pochodzenie uważam za przywilej skutkujący zainteresowaniem i przychylnością ludzi i tu, w Maroku, i tam, w Polsce. Dlatego zamierzam nadal działać na rzecz tolerancji. Mam w planie rozwój projektu „Maryla jest znana w Casablance”. Chcę nadać mu kształt interdyscyplinarnej wystawy - wyjść z nim z internetu i szerzyć nasz prosty przekaz: jesteśmy tacy sami.

- Jak Polacy postrzegani są w Maroku?

- W Maroku wszyscy uwielbiają Roberta Lewandowskiego i to głównie z nim młodzi ludzie kojarzą Polskę. Natomiast starsze osoby - z Lechem Wałęsą, którego imię i nazwisko wymawiają tutaj Lesz Waleza. Młodych jest tu jednak więcej, a piłka nożna jest bardzo popularnym tematem.

Jednak warto zaznaczyć, że materiały o ksenofobicznych nastrojach w Polsce, emitowane np. przez brytyjskie stacje są szkodliwe dla odbioru Polski w całym świecie.

- A Polaków odbierasz jako ludzi otwartych czy też jako naród ksenofobiczny?

- Polacy byli zawsze bardzo otwarci na obcokrajowców. W Polsce wykształcił się mój ojciec - Marokańczyk i jego bracia oraz wielu innych Arabów. Przecież to nie wszyscy Polacy, tylko skrajne ugrupowania dzielą ludzi. Polaków łatwo jest straszyć obcą religią, bo - tak jak muzułmanie - są bardzo religijni. Wmawia się im, że cały świat arabski, że wszyscy muzułmanie najchętniej obleliby chrześcijan żrącym kwasem, a tymczasem np. Marokańczycy są w kulturę europejską po prostu zapatrzeni. Młodzi ludzie w Maroku coraz częściej nie chcą nosić tradycyjnych strojów, oglądają w kinach te same amerykańskie filmy, co młodzi europejczycy i mają wspólnych idoli.

- Jak twoim zdaniem można poprawić stosunek Polaków do Arabów?

- Trzeba rozmawiać, edukować, pokazywać ludziom, jak wygląda życie w innych kulturach, uczyć do nich szacunku. Trzeba jawnie wyrażać sprzeciw wobec agresji, jeśli do niej dojdzie. My nie mamy gotowej recepty, a po prostu chcemy, żeby było dobrze. Przeciętny Polak ma takie same marzenia i aspiracje, jak przeciętny Arab. A członkowie radykalnych ugrupowań w Polsce mają podobne poglądy jak radykalni islamiści np. w kwestii mniejszości LGBT czy aborcji. Trzeba sprzeciwiać się wobec nienawiści, zawsze i wszędzie.

Anouar Abou-Hilal urodził się w 1988 r. w Maroku. Jako 7-latek przeprowadził się z rodzicami z Maroka do Polski. W Białymstoku ukończył I Liceum Ogólnokształcące, a potem kształcił się na reżyserii w Warszawskiej Szkole Filmowej. W roku 2015 wrócił do Maroka.

Anouar jest autorem wielu filmów krótkometrażowych i teledysków, a także fotografem. Uwiecznia na zdjęciach codzienne życie Marokańczyków (www.morocco-street-photo.tumblr.com) Pasjonuje go kuchnia marokańska i polska.

Katarzyna Łuszyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.