Tomasz Kubaszewski

Artur Urbanowicz: Zawsze lubiłem pobujać sobie w obłokach

Artur Urbanowicz: Zawsze lubiłem pobujać sobie w obłokach Fot. Archiwum prywatne
Tomasz Kubaszewski

W nowej książce ma być straszniej niż w „Gałęzistym”. A tam ciarki po plecach przechodziły człowiekowi co kilka stron. Suwalczanin Artur Urbanowicz napisał kolejną powieść. Nosi tytuł „Grzesznik”.

Mój bohater spada w pewnym momencie ze schodów - opowiada autor. - Kiedy budzi się po tygodniowej śpiączce, odkrywa w sobie nowe zdolności. Zaczyna widzieć to, czego inni nie widzą - duchy, ukryte w ludzkim ciele demony oraz tajemnicze cienie. A wszystko to dzieje się w Suwałkach.

Za swoją pierwszą powieść „Gałęziste” został uhonorowany „Złotym Kościejem”. To prestiżowa nagroda przyznawana przez czytelników portalu Kostnica, poświęconego książkom grozy, kryminałom i fantastyce. Z kolei na „Grzesznika” otrzymał specjalne stypendium od prezydenta Suwałk. Dlatego, że jest suwalczaninem, a akcja dzieje się w tym mieście.

Zarabia na... rozwiązywaniu problemów informatycznych

Pisał niemal od dziecka.

Przenosił to na papier i... chował do szuflady. Tak stało się z pierwszą powieścią, którą stworzył w wieku 14 lat. O czym była, nie wiadomo.

Maturę zdawał w I Liceum Ogólnokształcącym im. Marii Konopnickiej w Suwałkach. Ale był uczniem nie, jakby się mogło zdawać, klasy humanistycznej, lecz matematycznej. Jak wspomina, miłością do tej dziedziny wiedzy zaraził go nauczyciel Janusz Żukowski.

Na studia wybrał się do Gdańska, na tamtejszy uniwersytet. Skończył matematykę ekonomiczną oraz finansową. Był jednym z najlepszych studentów. Postanowił zostać w Trójmieście. Dzisiaj pracuje jako informatyk w międzynarodowej firmie. Rozwiązuje problemy klientów z całego świata związane z aplikacjami finansowymi.

- To zajęcie może kojarzyć się z pracą detektywa - mówi. - Cierpliwie szukamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego coś nie działa tak, jak powinno.

Jest także wykładowcą na Uniwersytecie Gdańskim.

- Ale więzów z rodzinnymi Suwałkami nie zrywam - zastrzega. - Bardzo lubię te okolice. Jestem tu tak często, jak tylko się da. I nie wykluczam, że kiedyś wrócę na Suwalszczyznę na stałe.

Po tej lekturze niektórzy boją się wejść do lasu

„Opowieść, która Cię zaintryguje, zaskoczy i przerazi do szpiku kości” - napisał wydawca na okładce „Gałęzistego”. A także: „Jest taki dom, w którym nie chciałbyś spędzić nocy. Z jakiegoś powodu ciemność w nim jest inna. Jeszcze bardziej złowroga niż gdzie indziej... . Jest takie jezioro, w którym mieszkają nieumarli. Las, w którym nie chciałbyś się zgubić”.

Debiutancka powieść Urbanowicza ukazała się w ubiegłym roku.

Akcja tej książki również rozgrywa się na Suwalszczyźnie. Wszystkie opisywane miejsca istnieją naprawdę - cmentarz Jaćwingów, lasy, drogi, polana z domem, w którym główni bohaterowie wynajmują kwaterę oraz tytułowe jezioro Gałęziste. To niewielki akwen, otoczony wysokimi drzewami. Urbanowicz ma rację, że coś niezwykłego i tajemniczego w powietrzu się tutaj unosi. Z jego książką można właściwie zwiedzać Suwalszczyznę. Wszystko się tutaj zgadza.

„Gałęziste” to nie tylko powieść grozy, czy jak określa sam autor, thriller paranormalny. Główni bohaterowie - para młodych warszawian przyjeżdża na wielkanocny weekend na Suwalszczyznę. Taki, jaki właśnie mamy! Nie zdają sobie sprawy, bo niby skąd mają wiedzieć, że dla potomków Jaćwingów to szczególny czas - złożenie ofiary swoim bóstwom.

Jednak głowy zaprząta im co innego. Chcą ratować swój rozpadający się związek. Urbanowicz znakomicie radzi sobie z opisywaniem skomplikowanych relacji między dwojgiem młodych ludzi. Wprowadza ich też w bardzo różne światy, np. poważnych rozważań na temat życia oraz religii.

Grubą, bo liczącą 450 stron powieść czyta się jednym tchem. Największe zaskoczenie czeka jednak czytelnika na końcu. Wydaje się, że wszystko zmierza do pozytywnego finału - główni bohaterowie wydostali się z opresji, wrócili do spokojnego życia w Warszawie... Takim happy endem kończyłoby się pewnie dziewięć na dziesięć podobnych książek. Ale na tym polega też siła i magia „Gałęzistego”, że wyobraźnia autora buzuje od pierwszej do ostatniej strony.

- W sumie jestem zadowolony z tego, jak ta książka się sprzedała - mówi. - Osiągnąłem założony cel. Choć była to bardzo pouczając przygoda. Cały ciężar promocji spadł bowiem na moje barki.

Jak twierdzi, przeczytał chyba wszystkie recenzje, jakie się ukazały. Większość była pozytywna. Pojawiały się opinie, że to najlepszy debiut w polskiej literaturze grozy 2016 roku, a nawet thriller roku.

- Nie obrażałem się też na nieprzychylne recenzje - zapewnia Urbanowicz. - Poddawałem je głębokiej analizie. Za każdym razem zastanawiałem się, czy autor nie ma racji i co mogę z tego wyciągnąć dla siebie, żeby pisać lepsze książki. Uważam też, że taki zimny prysznic przydaje się każdemu. Po to, aby nie obrosnąć w piórka.

„Gałęziste” wciąż w naszych księgarniach można kupić. Wśród tych, którzy tę książkę czytali, pojawiają się opinie, że jej prawdziwy czas jeszcze nadejdzie i ludzie do niej wrócą. I wtedy zniknie z półek błyskawicznie.

Nie można też wykluczyć, że przeczyta ją jakiś zdolny reżyser z wyobraźnią. A „Gałęziste” jest niemal gotowym scenariuszem filmowym.

Zainspirowały go opowieści usłyszane na lekcji religii

„Grzesznik” to połączenie horroru z powieścią gangsterską.

- Opowiadam o szefie suwalskiego półświatka - zdradza Urbanowicz. - Kieruje on dużą grupą przestępczą. Zajmują się przemytami, haraczami, rozprowadzaniem narkotyków. To może jeszcze nie gang pruszkowski, ale działają na naprawdę dużą skalę. Bossowi wydaje się, że jest wszechpotężny. Trwa to jednak tylko do chwili, gdy więzienie opuszcza gangster rządzący miastem w latach dziewięćdziesiątych i chce odzyskać dawne wpływy. Dochodzi do konfrontacji. Kończy się to dla naszego bossa tragiczne. Spada ze schodów, doznaje silnego wstrząsu mózgu i zapada w tygodniową śpiączkę. A jak się budzi, zaczyna widzieć rzeczy, których inni nie widzą. Każdy taki stan poprzedza silny ból głowy. To dla niego ostrzeżenie.

Urbanowicz zastrzega, że książka jest wyłącznie wytworem jego wyobraźni. Owszem, przeczytał niemal wszystko, co było do przeczytania na temat mafii pruszko-wskiej, tworzenia się tego typu grup, czy powstawania w nich konfliktów, ale na żadnej konkretnej historii się nie wzorował. Także na tym, co działo się w Suwałkach w latach dziewięćdziesiątych, gdy istniały tu zalążki prawdziwej mafii - gangsterzy mieli powiązania z przedstawicielami władzy i organów ścigania. W mieście był też konflikt między dwoma rywalizującymi ze sobą gangami, zakończony podłożeniem bomby w samochodzie jednego z bandziorów. Skąd on zresztą ma to wiedzieć, kiedy był wtedy dzieckiem.

- Moja książka jest raczej z gatunku „co by było, gdyby” - dodaje. - Pamiętajmy też o tym, że wprowadzam w niej rozwinięte wątki paranormalne. A zresztą, inspiracją stały się dwa opowiadania, które kiedyś usłyszałem na lekcji... religii. Nie mogę powiedzieć, o co tu dokładnie chodzi, gdyż zdradziłbym zakończenie. Powiem co najwyżej, że były to opowiadania z przesłaniem, iż zło nie popłaca.

A czemu akcja dzieje się akurat w Suwałkach? Bo, jak tłumaczy, to jedyne w Polsce miasto takiej wielkości, które leży w pobliżu aż trzech państw, czyli Rosji, Litwy i Białorusi - wręcz idealne miejsce dla gangstera z wielkimi ambicjami, takimi, by kontrolować aż cztery kraje, w tym także Polskę.

Znajomi twierdzili, że takiego zakończenia nie przewidzieli

Podobnie, jak w „Gałęzistym”, tak i w nowej powieści Urbanowicza, pojawia się cała mozaika różnego rodzaju charakterów. W większości to gangsterzy: od takich z lekkim upośledzeniem po całkiem rezolutnych. Urbanowicz bawi się opisywaniem relacji między nimi a bossem. Tego ostatniego nazwał Markiem Suchockim, pseudonim Suchy.

- Myślę, że będzie się z czego pośmiać - dodaje. - Podobnie, jak z relacji między głównym bohaterem, a jego matką, mającą chorobę Parkinsona. Kobieta jest przez to nieznośna. Ale gangster nie ma wyjścia i musi się z nią liczyć.

Czytając „Grzesznika” można więc nie tylko mocno się przestraszyć, ale i uśmiechnąć.

- Choć to dosyć specyficzny humor - dodaje autor. - Taki bardziej męski, typowy dla klasycznych filmów gangsterskich.

Ci, którzy są już po lekturze książki twierdzą, że stanowi ona nowatorskie wręcz połączenie horroru i właśnie opowieści gangsterskiej, utrzymanej w klimacie znakomitego dzieła Martina Scorsese „Chłopcy z ferajny”.

A co czeka czytelnika na koniec? Czy podobnie jak w „Gałęzistym” kompletne zaskoczenie?

- Obiecałem sobie, że każda moja książka będzie tak się kończyć - odpowiada Urbanowicz. - Choć w przypadku „Grzesznika” miałem pewne wątpliwości. Obawiałem się, czy to, co wymyśliłem jest wystarczająco zaskakujące. Wtedy dałem książkę do przeczytania paru znajomym. Zgodnie stwierdzili, że takiego zakończenia nie przewidzieli. Proszę spodziewać się więc wielu zaskakujących zwrotów akcji. A to przecież powieść wielowątkowa...

Tomasz Kubaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.