Bardziej opłaca się żyć z zasiłku, niż iść do pracy

Czytaj dalej
Fot. pixabay
Katarzyna Paszkowska

Bardziej opłaca się żyć z zasiłku, niż iść do pracy

Katarzyna Paszkowska

W naszym powiecie z pomocy finansowej MOSPu i GOPSów żyje kilkaset rodzin. Dla części z nich to sposób na łatwe życie. Rekordziści pobierają nawet kilka tys. złotych.

Szlag mnie trafia jak pomyślę, że część biednych ludzi, aby zarobić uczciwie na chleb musi harować jak woły, a inni pokombinują, popłaczą i dostają wszystko z opieki - żali się pani Marzena z Grajewa.

Kobieta ma 36 lat, męża i dwoje dzieci. Życie jej nie oszczędzało. W wieku 16 lat straciła matkę, dwa lata później wyprowadziła się z rodzinnego domu.

- Ojciec był alkoholikiem. W domu wiecznie przesiadywali jego znajomi. Ja byłam tam potrzebna tylko po to, aby zrobić zakupy, ugotować obiad i posprzątać syf, który zostawili jego koledzy od kieliszka. Dzień wyprowadzki był jednym z najszczęśliwszych w moim życiu - wspomina kobieta.

Niestety życie na własną rękę nie było tak proste, jak to sobie wyobrażała. W wieku 24 lat Marzena wyszła za mąż. Jak podkreśla jej mąż to dobry człowiek, ale nie ma szczęścia w życiu. Od wielu lat małżeństwo wspólnie z dwójką dzieci mieszka w bloku.

- Mąż dostał je po zmarłej babci. Mieszkanie nie jest duże, ale bez problemu się wszyscy mieścimy. I co najważniejsze jest nasze - mówi z lekkim uśmiechem 36-latka.

Czasem pracuję za 5 zł za godzinę

Jak przyznaje kobieta, do pełni szczęścia brakuje im stabilności finansowej. Obecnie stałą pracę ma tylko jej mąż. Marzena dorywczo opiekuje się dziećmi i starszymi. Zdarza się, że musi pracować za 5 złotych za godzinę. Wszystko to po to, aby móc wykarmić rodzinę i zapewnić jej przyzwoity byt.

- Korzystamy z pomocy finansowej z państwa. Łącznie z pensją męża mamy około 2,5 tysiąca złotych miesięcznie. Nie ukrywam, że oszczędzamy na wszystkim czym się da. Ubieramy się w sklepach z używaną odzieżą, ograniczamy zużycie wody i prądu do minimum. Na obiad nie jadamy wymyślnych dań. Jak nie ma za co to gotuję zupę „na gwoździu” - wylicza kobieta.

Choć życie nie oszczędza rodziny Marzeny, ani ona, ani jej mąż nie tracą nadziei na lepszą przyszłość.

- Miewam oczywiście chwile załamania, narzekam jakie życie jest niesprawiedliwe. Nie chodzi o to, że są biedni i bogaci. Ja razem z mężem jeśli własnymi rękoma nie zarobimy to nie mamy, a inni żyją wyłącznie na koszt państwa. Z opieki dostaną zasiłki, pieniądze na opał, jedzenie, a jak weszło 500+ to już w ogóle opływają w luksusach. Ja nikomu nie zazdroszczę, ale krew mnie zalewa jak widzę jak te baby pod MOPSem stoją z papierosami w buzi, modnymi komórkami w rękach i czekają na wypłatę kolejnych zasiłków. Bo po co mają iść do pracy jak im to wszystko się należy - mówi rozżalona Marzena.

Jak zaznacza kobieta rozumie osoby, które faktycznie nie są w stanie pracować bądź, tak jak ona, korzysta tylko z symbolicznej pomocy finansowej.

- Nie chcę nikogo urazić, bo wiem, że każdy orze jak może. Jednak nie rozumiem, dlaczego państwo utrzymuje darmozjadów, który są w pełni sił do pracy - dodaje Marzena.

Bo mi się należy...

Określenia typu „darmozjad” czy „nierób” nie robią wrażenia na kolejnej naszej bohaterce, której jedynym dochodem są różnego rodzaju zapomogi.

- Jestem samotną matką przed 40-stką, mam czworo dzieci. Dzięki pieniądzom, które dostaję z ośrodka pomocy jestem w stanie opłacić rachunki i przeżyć bez problemu cały miesiąc. Zawsze też zostaje na drobne przyjemności dla mnie i dzieci - wylicza mieszkanka naszego powiatu.

Jak zaznacza taki styl życia jej bardzo odpowiada.

- Wszyscy pracują, płacą podatki i co z tego mają? Nic. Mi pensję na życie płaci państwo. Skoro mi się to należy to dlaczego mam nie korzystać? Dzięki temu nie muszę martwić się o nic. Żyję spokojnie, bez nerwów i stresu. Siedzę w domu razem z dziećmi i tak jest dobrze - przyznaje.

Kobieta nie ukrywa, że korzysta z każdego możliwego wsparcia finansowego jakie oferują ośrodki pomocy społecznej.

- Śledzę na bieżąco kiedy i na co można się starać. Czasem znajomi coś podpowiedzą. Kiedyś szukałam pracy, ale odpuściłam. Nie skończyłam żadnej szkoły i ciężko coś przyzwoitego znaleźć. Sprzątać nie pójdę, bo mam problemy z kręgosłupem. Za 1,5 tysiąca złotych miesięcznie harować też nie będę. Poza tym bardziej opłaca mi się pobierać zasiłek niż iść do pracy - mówi stanowczo.

Miesięcznie dostają nawet 7 tys. zł

Na terenie powiatu grajewskiego z różnego rodzaju form wsparcia finansowego z Ośrodków Pomocy Społecznej korzysta kilkaset rodzin. W zależności od sytuacji rodziny OPS oferuje pomoc finansową w ramach między innymi świadczeń wychowawczych i rodzinnych, zasiłku stałego, okresowego, celowego oraz specjalnego zasiłku celowego. Niejednokrotnie suma miesięcznie pobieranych świadczeń przekracza nawet kilka tysięcy złotych.

- Najwyższa, łączna kwota przyznanych świadczeń dla jednej osoby wynosi 7 090,44 złotych - informuje Weronika Szymanowska, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Grajewie.

Urzędnicy przyznają, że są świadomi, iż niektórzy ich podopieczni kombinują jak mogą, aby dostać pieniądze. Jednak jeśli spełniają wszystkie wymogi formalne nikt im nic nie może zarzucić.

- Wszystko reguluje prawo i musimy się do tego dostosować- mówi jeden z pracowników Ośrodka Pomocy Społecznej.

Tym, którzy żyją na koszt państwa od chwili wejścia w życie programu 500+ żyje się jeszcze lepiej.

- Te pieniądze to dla mojej rodziny dodatkowy zastrzyk gotówki. Oczywiście, że korzystają z nich dzieci, ale nie ukrywam - teraz to ja mam raj. Dopóki dzieci nie będą pełnoletnie nie zamierzam nic zmieniać w swoim życiu - dodaje mieszkanka naszego powiatu.

Katarzyna Paszkowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.