Co u nas zmieniły fundusze europejskie i jaka jest ich przyszłość?

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Maryla Pawlak-Żalikowska

Co u nas zmieniły fundusze europejskie i jaka jest ich przyszłość?

Maryla Pawlak-Żalikowska

Debata w Białostockim Parku Naukowo-Technologicznym. Koniec roku to czas podsumowań i określania perspektyw. Przyjrzeliśmy się naszej rzeczywistości gospodarczej od strony wykorzystywanych w regionie funduszy europejskich.

Debatę w gronie tych, co dzielą i tych, co korzystają z funduszy europejskich zaczęliśmy od... odwrócenia kota ogonem i zapytania przedstawicieli dwóch innowacyjnych firm, lokatorów BPN-T: Jak sądzą, na jakim etapie byłyby ich firmy, gdyby nie było wsparcia pieniędzmi, które płyną od podatników z Unii Europejskiej.

Lodowisko bez ścian

- Korzystaliśmy z takiego programu, gdzie firmy, na zasadzi funduszy inwestycyjnych, inwestowały środki unijne w rozwój spółek takich jak my. Zdaje sobie sprawę, że gdyby ci inwestorzy mili ryzykować własnym kapitałem, to tego dofinansowania byśmy pewnie nie mieli. Może robilibyśmy to samo, a może ta firma w ogóle by nie powstała - stwierdził Marek Antoniuk, założyciel firmy RiftCat, która w tym roku zdobyła tytuł TOP Startup Polski Wschodniej. Tworzy oprogramowanie umożliwiające korzystanie z gier komputerowych i ma już 250 tys. odbiorców na świecie.

- Myślę, że bez funduszy unijnych nie byłoby ani naszego robota, ani koncepcji rolnictwa 4.0 w regionie - oceniał z kolei Adam Ławicki, prezes WhiteHill, przedsiębiorstwa, które pracuje nad innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi do obsługi np. upraw szklarniowych. Buduje potężny ośrodek naukowo-badawczy z wykorzystaniem funduszy europejskich, współpracuje z politechniką i uniwersytetem w Białymstoku i SGGW. - Pewnie zajmowalibyśmy się tym samym, ale z mniejszym rozmachem.

Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku, członek Europejskiego Komitetu Regionów ocenił, że gdyby budżet Białegostoku nie miał takiego dopływu funduszy europejskich jak ma, to wyglądałby dziś mniej więcej jak w 2006 roku. - Wynosił ok. 700 mln przy poziomie inwestycji na wysokości 70 mln zł, co daje tylko moc odtworzeniową i to nie do końca. Wybudowane w Białymstoku lodowisko przez trzy lata nie miało dwóch ścian. Bo z kolejnych budżetów trzeba było wycinać ich dobudowanie. Ulice wyglądały jak szwajcarski ser, a komunikacja mogła robić na poligonach za zadymianie. Teraz na kolejny rok mamy w budżecie ponad 2 mld zł., poziom wydatków majątkowych to 806 mln zł, a inwestycji ponad 600 mln.

Prezydent przyznał, że fundusze dają odwagę, żeby pożyczać na środki własne i inwestować w rozwój miasta. - To jest szansa, która trzeba wykorzystywać, bo ona kiedyś ucieknie - podkreślał prezydent.

Wiolettę Dąbrowską, dyrektor Departamentu Rozwoju Regionalnego i Andrzeja Parafiniuka, prezesa Podlaskiej Fundacji Rozwoju Regionalnego spytaliśmy o efekty, jakie przyniosły miliony euro wsparcia, jakie obie te instytucje wpuściły już przez lata w podlaski rynek. Bo przecież ich nadrzędnym celem jest poprawa jakości życia mieszkających tu ludzi.

Jak mówiła dyrektor Dąbrowska, z analiz przeprowadzonych w UMWP wynika, że tylko w roku 2015, dzięki pieniądzom z regionalnej puli, powstało w województwie ok. 6000 miejsc pracy. - A mamy tu także inne źródła wsparcia, choćby z Programu Polski Wschodniej, z którego korzystają samorządy, przedsiębiorcy, uczelnie. Także BPN-T. Analiza pokazała też, że fundusze te wpłynęły na redukcję stopy bezrobocia o ok. 1,5 proc.

- Ważne jest także to, że przedsiębiorcy uczą się korzystać z dostępnych środków. Choć muszę przyznać nie jest to łatwe mimo naszych zabiegów, żeby upraszczać te procedury - dodała dyrektor Dąbrowska.

- Przy pomocy fundacji zostało zainwestowanych w regionie ponad 2 mld zł - zauważył z kolei Andrzej Parafiniuk, prezes PFRR. - Wpływ funduszy musiał więc być ewidentny, zwłaszcza w regionie tak słabym kapitałowo, a w dodatku mającym awersję do podejmowania ryzyka na dużo wyższym poziomie niż inne regiony kraju. Z czego też wynika niska popularność długowaflowego inwestowania, taka jak np. w White Hill czy na skalę taką jak Malow lub Samasz.

Prezes PFRR, nawiązując do stopnia zbiurokratyzowania procedur ubiegania się o fundusze unijne, zwrócił uwagę, że jego organizacja potrafiła się z tym uporać. Wprowadzając program Bon na innowacje doprowadzili do sytuacji, że przedsiębiorca czeka na dotację zaledwie 10 dni. A wniosek składa się tylko z pięciu stron.

Pełny zapis debaty

Czas „odkryć” Plan Junckera?

Korzystając z obecności na debacie ekonomisty Tomasza Gibasa, eksperta z Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce, postawiliśmy też pytanie, w którą stronę idą rekomendacje KE dla Polski i naszego regionu. - Możemy zauważyć, że Unia Europejska wyszła już z dużego kryzysu, który przez długi czas definiował jej rzeczywistość gospodarczą - zauważył Tomasz Gibas. - KE dostrzega, że Polska rozwija się szybko i w sposób bardzo zrównoważony. Także polityka budżetowa naszego kraju jest dobrze oceniona. Niemniej, ponieważ aż dziewięć państw UE w przyszłym roku będzie miało nadwyżki budżetowe, jest silna rekomendacja ze strony KE dla rządu, żeby więcej oszczędzał.

- A w długim okresie kluczowe jest, aby polska gospodarka przestawiła się na bardziej innowacyjne produkty i usługi - mówił dalej ekspert Przedstawicielstwa KE w Polsce. - Niby nie jest to nic nowego, ale właśnie nadszedł czas, żeby pod tym względem zrobić duży krok naprzód.

Dyskusja w drugiej części przesunęła się w stronę przyszłorocznego rozdania funduszy unijnych. Wioletta Dąbrowska zwróciła uwagę, ż jest już gotowy harmonogram konkursów, które ruszą tuż po nowym roku. Będą z nich dostępne miliony zł np. na promocję gospodarczą firm w kraju i za granicą poprzez targi i misje, na działanie służące badaniom i rozwojowi, na rozwijanie działalności na terenach objętych Naturą 2000.

Natomiast Podlaska Fundacja Rozwoju Regionalnego nadal proponuje przedsiębiorcom Bon na innowacje: - Umożliwia on zakupy licencji, proste badania rozwojowe. W całej wcześniejszej perspektywie nie mieliśmy tylu wniosków na działania proinnowacyjne złożonych przez mikro- i małe firmy, ile mamy teraz. To uproszczenia, jakie wprowadziliśmy zaprocentowały tymi zgłoszeniami - podkreślał prezes Parafiniuk . - Będziemy występowali do UMWP z prośbą o przeznaczenie kolejnych kwot na ten program, bo widać, jak on jest potrzebny. A na przełomie roku uruchamiamy nowy fundusz na działania termomodernizacyjne. Firmy będą mogły zainwestować np. w instalacje energetyki odnawialnej obniżające koszty ich funkcjonowania.

Prezes nie ukrywał, że fundacja stawia też na finansowe instrumenty zwrotne, które bardziej zmuszają przedsiębiorców do podejmowania własnego ryzyka niż przy korzystaniu z bezzwrotnych dotacji.

Marek Antoniuk, nawiązując do powracającego wątku zbiurokratyzowania procesu ubiegania się o fundusze, zwrócił uwagę, że zawsze trzeba jakoś płacić za dopływ kapitału: za kredyt - odsetkami, za wejście inwestora - udziałami, a za pieniądze unijne - czasem poświęconym formalnościom. I w dużej mierze uznał to za naturalne, bo przypomniał czas, gdy Unia nie była tak rygorystyczna i dochodziło wtedy do wielu nadużyć.

- A moim zdaniem główny problem rozwoju polskiej gospodarki nie leży w tym jak wygląda struktura dotacji unijnych , tylko jak wygląda nasza własną, polska polityka wobec przedsiębiorców - podkreślił Marek Antoniuk.- Nasze podwórko jest trudne i to my musimy tu posprzątać. Brakuje takich debat jak ta, ale o Polsce.

Tomasz Gibas, reprezentując Komisję Europejską w Polsce kilkakrotnie podkreślał, że musi ona z jednej strony dbać o sensowne wydawanie pieniędzy europejskich podatników, a z drugiej potrafi wyciągać wnioski z błędów: - Przykładowo w pierwszej perspektywie finansowej, w jakiej Polska uczestniczyła, pojawiły się pewne nadużycia, np. przy szkoleniach, które czasami mało wnosiły. Teraz już tego nie ma.

A nawiązując do kolejnego rozdania funduszy europejskich po roku 2020 Tomasz Gibas mówił: - Uwzględniając m.in. skutki brexitu wiemy, że budżet będzie wtedy mniejszy i na pewno będzie dużo większy nacisk na instrumenty zwrotne. Przykładem tego rodzaju rozwiązania pilotażowego jest tzw. Plan Junckera rozliczany przez Europejski Bank Inwestycyjny.

Jak wyjaśnił ekonomista, EBI udziela w Polsce kredytów na duże projekty spółek skarbu państwa czy samorządów, ale też na projekty firm z sektora MSP. Właściciel firmy może nawet nie wiedzieć, że to się nazywa Plan Junckera - idzie do swojego banku, z którym EBI ma umowę i ma tam dodatkowy produkt finansowy, którego założeniem jest, że wspiera projekty o większym ryzyku. Bo właśnie taka jest idea: gdyby projekt nie wypalił, co przy innowacjach jest możliwe, wtedy bierze to na siebie EBI.

Projekt realizowany we współpracy z Komisją Europejską

Maryla Pawlak-Żalikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.