Dzielny Aleks przeszedł piekło. A mimo to ciągnie go do ludzi

Czytaj dalej
Fot. Joanna Bajkiewicz
Joanna Bajkiewicz

Dzielny Aleks przeszedł piekło. A mimo to ciągnie go do ludzi

Joanna Bajkiewicz

Elwira Jakubiak z Łomży ratuje życie zwierzętom, dając im schronienie na 24-hektarowej posiadłości za miastem. Ma 10 koni, 6 psów i kozę. Niedawno ocaliła przed śmiercią owczarka niemieckiego - Aleksa. Teraz walczy w sądzie, by jego oprawcę spotkała kara.

Pani Elwira kocha wszystkie zwierzaki. Widać to już od progu jej domu. Zdjęcia koni zajmują niemal każdą ścianę salonu, a na szafkach i stolikach stoją porcelanowe i mosiężne figurki zwierząt. I choć łomżanka mieszka z dala od ludzi, nie czuje się samotna, bo otacza ją mnóstwo koni i psów. Ma też kozę i króliki oraz dwa duże akwaria.

- Większość moich zwierzaków to porzucone przez ludzi znajdy - opowiada. - Ale niektóre trzeba było odebrać właścicielom. Ot, chociażby ostatnio trafił do mnie, z tzw. interwencji, owczarek niemiecki Aleks.

Historia Aleksa jest tak przerażająca, że aż ciężko uwierzyć w jej autentyczność. Kiedy jednak spojrzy się na dane z raportu „Jak Polacy znęcają się nad zwierzętami? (przygotowany przez Fundację Czarna Owca Pana Kota i Stowarzyszenia Ochrony Zwierząt Ekostraż), okazuje się, że ten pies miał bardzo dużo szczęścia. Spotkał bowiem na swej drodze panią Elwirę, założycielkę Stowarzyszenia Wszystkie Zwierzęta Małe i Duże. Gdyby został w rękach oprawcy, już pewnie by nie żył.

Dramat bezpańskich psów

W ubiegłym roku pani Elwira poznała Ewę Łukawską. Kobiety od razu połączyła przyjaźń i wspólny cel - opieka nad bezdomnymi zwierzętami. Założyły fundację i razem zaczęły zajmować się dokarmianiem psów, woziły je do weterynarzy.

Dzielny Aleks przeszedł piekło. A mimo to ciągnie go do ludzi

Dokładnie rok temu, 5 czerwca, pani Ewa pojechała do gminy Jedwabne, aby zawieźć karmę dla pewnego psa... O jego dramatycznym losie poinformowała ją 14-letnia dziewczynka. Zadzwoniła, że na posesji we wsi Janczewko przetrzymywany jest owczarek niemiecki. Mówiła, że pies jest głodny, brudny i zaniedbany.

Dwa miesiące wcześniej owczarek ten błąkał się po parku razem z kilkoma innymi psami.

- A jako że były to psy rasowe, ludzie zaczęli zabierać je na swoje posesje. Czternastoletnia Martyna, ta, która później do mnie dzwoniła, również jednego sobie wzięła - naszego Aleksa właśnie. Niestety, na swej drodze spotkała pana B., który próbował odebrać jej tego psa - opowiada Elwira.

Ponieważ mężczyzna był wulgarny, przestraszona dziewczynka szukała pomocy na posterunku policji. Jako że nie posiadała dowodów na szczepienia psa, policjanci rozłożyli ręce stwierdzając, że pies może należeć do każdego... Czternastolatka postanowiła więc zaopiekować się znajdą.

- Jednak pan B. czekał na nią przed posterunkiem. Podszedł do niej, zapiął psu na szyi pasek od spodni i odebrał zwierzę - mówi Elwira.

Martyna jednak się nie poddała i dowiedziała się, gdzie mieszka mężczyzna. Kiedy zobaczyła, w jakich warunkach przetrzymuje on Aleksa oraz inne zwierzęta, zawiadomiła stowarzyszenie.

- Ewa tam pojechała, a gdy dotarła na miejsce, zadzwoniła przerażona opowiadając o dramacie przetrzymywanych psów - wspomina Elwira. - Zwierzęta były uwiązane na krótkich łańcuchach, wycieńczone, jeden konający...

- Jak to zobaczyłam, to słów mi zabrakło - potwierdza Elwira. - Byłam wściekła, że można tak traktować zwierzęta. Ta posesja to był jeden wielki śmietnik. Wszystko zakrzaczone, wysoka trawa, brud i smród. W kilku miejscach leżało martwe ptactwo, więc swąd był niesamowity - Elwira denerwuje się na samo wspomnienie.

Na działce pana B. było 5 psów. Wszystkie uwiązane na bardzo krótkich łańcuchach.

- I gdyby chociaż były przywiązane do drzew, to miałyby cień, ale one były przymocowane do pni po ściętych drzewach! - mówi załamana kobieta. - Jeden z psów był przyczepiony do kontenera. Zamiast obroży miał... łańcuch od roweru, który został dwa razy okręcony wokół jego szyi. I do tego wystawały z niego śruby...

Inne psy były przymocowane do drzew za pomocą linek holowniczych albo bardzo ciężkich, krowich łańcuchów, w większości bardzo krótkich, bo mających zaledwie 40 centymetrów.

- W najgorszym stanie był Aleks. Leżał na ziemi, wychudzony, nawet łba nie dał rady podnieść - opowiada kobieta.

Szyje wszystkich psów były poranione aż do krwi.

Sąsiedzi ostrzegali kobietę przed kontaktem z właścicielem posesji. Mówili, że już niejednego z widłami po wsi ganiał. Wielu bowiem wiedziało, że mężczyzna przetrzymuje psy i nimi handluje.

- Chciałyśmy odebrać te psy, bo były w potwornym stanie - tłumaczy Jakubiak. - Od razu więc wezwałyśmy policję, by spisała protokół. Nie chciałyśmy, żeby wyszło, że wtargnęłyśmy na cudzą ziemię i ukradłyśmy zwierzęta.

Z pomocą policji

Kobiety w asyście policji zabrały z posesji wszystkie psy. Do północy zwoziły je do lecznicy w Łomży, by udzielić im pierwszej pomocy. Zwierzęta zostały odrobaczone, nakarmione i trafiły do schroniska Sonieczkowo, z którym gmina Jedwabne ma podpisaną umowę.

- Ale z owczarkiem Aleksem były ogromne problemy, więc powiedziałam, że nie oddamy go do schroniska, tylko same się nim zajmiemy - wspomina Elwira.

O życie Aleksa walczyła nie tylko ona, ale wszyscy pracownicy lecznicy. Przez dwa tygodnie nie było wiadomo, czy zwierzę przeżyje. Pies był tak wykończony, że nie dał rady się podnieść.

- Na biodrach miał rany odleżynowe, a z ran wyłaziły mu robaki, jak lawa z wulkanu! Były ich miliony, kilka wielkich garści się z niego wywaliło - wspomina kobieta.

Lekarz weterynarii stwierdził zanik tkanki mięśniowej. Nie funkcjonowała prawidłowo wątroba ani nerki.

- Lekarz dawał mu zaledwie 20 proc. szans na przeżycie. Ciągle powtarzał, że tak wycieńczonego, wychudzonego psa to przez tyle lat pracy w zawodzie jeszcze nie widział. To był dosłownie szkielet obciągnięty skórą - opowiada Jakubiak.

Aleks ważył zaledwie 19 kg. Po tygodniu pobytu w lecznicy Oaza w Łomży przyszedł kryzys. Opadł z sił, bo wątroba przestawała funkcjonować. Wtedy przetoczono mu krew.

- Zrobiliśmy transfuzję krwi od naszej suczki Lucy. Potem było już tylko lepiej. Małymi kroczkami dochodził do siebie. Gotowałyśmy mu rosołki, codziennie świeże, mieszałyśmy ze specjalną karmą, karmiłyśmy łyżeczką i wyprowadzałyśmy na ręczniku - mówi pani Elwira.

Finał w sądzie

Dziś Aleks mieszka z Elwirą i ma się dobrze. Waży 42 kg i - wbrew temu co go spotkało - ciągnie do ludzi.

Elwira zaś skierowała sprawę do sądu. Panu B. z Janczewka postawiono zarzuty znęcania się nad pięcioma zwierzętami.

Joanna Bajkiewicz

Dziennikarstwo to coś więcej niż zawód, to sposób patrzenia na świat.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.