Herbata - czy wiesz, jak powstaje? Zobacz pola herbaty w Malezji i sposoby przygotowywania jednego z najstarszych napojów świata

Czytaj dalej
Fot. Gabriela Jelonek
Gabriela Jelonek

Herbata - czy wiesz, jak powstaje? Zobacz pola herbaty w Malezji i sposoby przygotowywania jednego z najstarszych napojów świata

Gabriela Jelonek

Anglicy nie wyobrażają sobie bez niej popołudnia, w Polsce babcie podają ją do śniadania czy kolacji, a w Bawarii pije się ją z mlekiem. Skąd właściwie pochodzi susz herbaciany, który zalewamy w swoich kubkach? Jak uprawia się herbatę, a następnie zbiera i przetwarza? Ile właściwie warta jest herbata, za którą często płacimy krocie? Odwiedziliśmy pola i wytwórnie herbaty. Zapraszam w podróż po malezyjskich górach.

Miejscowość Cameron Highlands w Malezji to właściwie resort leczniczy, który chętnie wybierają nie tylko zagraniczni turyści, ale i Malezyjczycy. Nic w tym dziwnego, bo to idealne miejsce, aby odetchnąć od upałów, które panują w pozostałej części kraju. Np.: we wrześniu temperatury w Kuala Lumpur dochodzą do 37 stopni Celsjusza. Tymczasem w Cameron Highlands jest około 13-15 stopni. Do kurortów łatwo dojechać zarówno samochodem, jak i autobusem.

Najbardziej popularną miejscowością w tym rejonie jest Tanah Rata, położona prawie 1500 m n.p.m. Tuż obok niej znajdują się dwie najbardziej popularne plantacje herbaty – Cameron Valley i BOH Tea. Nietrudno zauważyć tu wpływy angielskie - Malezja była kiedyś kolonią Wielkiej Brytanii. Naturalnie w tych rejonach wcale nie rosła herbata, lecz dżungla, a pierwsze sadzonki przywieźli tu właśnie Anglicy. Do dzisiaj właścicielami plantacji BOH są Szkoci. Można odnieść wrażenie, że nowoczesność i marketing XXI wieku wciąż miesza się tu z czasami kolonialnymi.

Z krzewu do filiżanki

Zanim herbata trafi do naszych filiżanek, musi przebyć całkiem długą drogę. Ta najbardziej wykwintna pochodzi z Cejlonu, bo tylko tam wciąż liście herbaty zrywane są ręcznie. Najważniejsze jest, aby zerwać tylko trzy górne, młode listki z krzewu. Najmniejszy, najmłodszy listek jest najbardziej cenny i subtelny w smaku. Z nich robi się np.: białą herbatę.

Sama produkcja herbaty ma kilka etapów. Po zbiorach liście zostawia się do zwiędnięcia, czekając do momentu, aż same zaczną się skręcać. Co ciekawe – z liści tego samego krzewu uzyskuje się herbaty: białą, zieloną, czerwoną i czarną. Liście na białe i zielone herbaty od razu się suszy, a na czerwone i czarne najpierw poddaje się procesom fermentacji, a dopiero później suszy. Różnica między nimi polega także na sposobie suszenia, bo np.: w najwyższej temperaturze suszy się zieloną herbatę.

Następnie liście są przesiewane przez mechaniczne sita. Najładniejsze trafiają do sprzedaży jako susz, te pokruszone pakuje się w torebki, a miał najniższej jakości miażdży się i sprasowuje, aby sprzedać go jako herbatę granulowaną, która jest też najtańsza.

Praca za kilkadziesiąt groszy

Dawniej w ten sposób zrywano i produkowano herbatę także w Malezji. Jednak praca na polu jest trudna i słabo opłacalna. Gdy Malezyjczycy przestali chcieć pracować na plantacjach, zaczęto ściągać do pracy kobiety i całe rodziny z Indii czy Chin (podobno panie zbierają herbatę delikatniej, nie miażdżąc liści).

Dzisiaj, gdy Hindusi i Chińczycy przestali godzić się na skrajne niskie pensje, zmieniono sposób zbierania herbaty i zatrudniania pracowników. Obecnie co trzy tygodnie ścina się krzewy sekatorami. Robią to tylko mężczyźni, głównie młodzi imigranci z Birmy lub innego, biedniejszego azjatyckiego kraju. Firmy ściągają na swoje plantacje setki pracowników, którzy śpią na polach w sypiących się barakach, z pewnością pamiętających czasy kolonializmu. Przyjęto politykę niezatrudniania kobiet, zakładając, że mężczyźni z pracą w trudnych warunkach poradzą sobie szybciej. Za kilogram zebranych liści każdy pracownik otrzymuje równowartość… około 20 groszy. Jest to tym bardziej szokujące, jeśli porówna się horrendalnie wysokie ceny suszu herbacianego z Malezji. Jego cena dochodzi do 70 zł za 100g. Dawniej biznes herbaciany nazywano krwawym, ze względu na niewolniczą pracę. Dziś jest inaczej?

Czytaj też: Pakszyn: Uprawy lawendy są coraz bardziej popularne, a susza im sprzyja. Odwiedziliśmy Lawendowe Zdroje, wielkopolską Prowansję [ZDJĘCIA]

Herbaciane pola pełne… truskawek

Góry w regionie Selangor ze względu na panujące tam warunki klimatyczne w sporej części pokrywa tropikalna dżungla. Pomiędzy lasem ukryte są jednak pola, gdzie uprawia się… dosłownie wszystko. Od kwiatów – które głównie trafiają do hinduskich świątyń, przez ogórki, pomidory, aż do truskawek, które dla samych Malezyjczyków są egzotycznym owocem. Dlatego w Cameron Highlands można znaleźć chyba wszystkie możliwe gadżety z truskawkami: czapki, skarpetki, piżamy, kapcie, maskotki, breloczki, kubki i co tylko dusza zapragnie. A gdzie w tym wszystkim herbata? Sęk w tym, że dla Azjatów to nic nadzwyczajnego i herbacianych pamiątek można szukać ze świecą. Chyba, że pojedziemy na jedną z plantacji herbacianego suszu.

Gdzie szukać pól herbaty?

Najbliżej Tanah Rata (około 3-4 km) znajduje się plantacja Cameron Valley. Trudną ją przeoczyć, bo nad pięknymi, zielonymi polami herbacianych krzewów góruje wielki napis, na kształt tego z Hollywood. Plantacja ma dwa tzw. domy herbaciane, w których można zarówno usiąść i napić się naparu, zjeść ciasto, jak i zrobić zakupy.

W tym miejscu mogą zaskoczyć Was dwie rzeczy – po pierwsze w herbaciarni podaje się herbatę w… torebkach. Chociaż przez koneserów za najlepszą uznawana jest herbata liściasta, w Malezji właśnie herbata w saszetkach zyskała sławę. Druga rzecz – w Malezji wytwarza się tylko herbatę czarną. Mimo, że w sklepiku przy plantacji dostępna jest też zielona herbata, to tę… sprowadzają z Chin i tylko pakują w Malezji. W samym sklepiku w herbaciarni można kupić wszystko, co przyda się do parzenia herbaty: kubki, termosy, czajniczki, filiżanki, imbryki z podgrzewaczami i całe zastawy – wszystko z logo Cameron Valley. Widać, że jest to już cały przemysł marketingowy. Niemniej przyjemnie jest posiedzieć na tarasie herbaciarni i podziwiać zielone herbaciane wzgórza.

Drugą, największą fabryką herbaty jest BOH Tea. Oddalona o około 15 km od kurortu plantacja znajduje się w sercu całkowicie porośniętego mchem lasu. Raczej trudno dojechać do niej samochodem osobowym, dlatego lepiej zapisać się na wycieczkę samochodem terenowym z którymś z lokalnych przewodników (wycieczka na 4h, podczas której zwiedzamy pola herbaty i dżunglę to koszt ok. 50 zł za osobę).

Na plantacji BOH zdecydowanie widać, że w pewnych miejscach czas się zatrzymał, w innych poszedł z duchem nowoczesności. Taras tuż przy herbaciarni jest większy i bardziej przestronny niż w Cameron Valley, a widoki równie piękne. W tej herbaciarni podawana jest zarówno herbata w torebkach, jak i liściasta. Za darmo można też zwiedzać fabrykę herbaty, gdzie dokładnie można prześledzić proces jej fermentacji, suszenia i pakowania. Tu widać też czasy kolonialne – budynki suszarni są stare, a maszyny do suszenia i segregacji liści z pewnością pamiętają XIX i XX wiek.

Obok tej plantacji również znajduje się sklepik, w którym oprócz herbat można kupić kosmetyki na bazie herbaty. Co ciekawe susz z obu fabryk sprzedawany jest tylko w Malezji i Singapurze. Jeżeli jednak kiedykolwiek zapuścicie się w te rejony Azji – tworząc plan wycieczki nie pomińcie Cameron Highlands!

Jeśli jednak nie wybieracie się tak daleko, pola herbaty znajdziecie także w Europie! Na portugalskich Azorach, dokładnie na wyspie São Miguel, znajdują się dwie plantacje herbaty – Porto Formoso i Cha Gorreana.

Gabriela Jelonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.