Jarosław Żaborowski przygotowuje rodzinę do tego, że znowu go zwolnią

Czytaj dalej
Fot. T. Kubaszewski
Tomasz Kubaszewski

Jarosław Żaborowski przygotowuje rodzinę do tego, że znowu go zwolnią

Tomasz Kubaszewski

Dwa razy wyrzucano go z pracy, dyscyplinarnie. Przez półtora roku był bezrobotny i nie miał nawet prawa do zasiłku. Ale działalności związkowej Jarosław Żaborowski z suwalskiego PKS-u nie ma dość. - Nie mogę zawieść ludzi, którzy mi zaufali - tłumaczy.

Dzisiaj mówi o nim pół województwa. Bo to on pierwszy sprzeciwił się połączeniu PKS-ów działających w naszym regionie. I zapowiedział strajk okupacyjny, jeśli do tego połączenia dojdzie. 1 stycznia z Suwałk może nie wyjechać ani jeden autobus. - Mam nadzieję, że tego strajku uda się uniknąć - mówi Żaborowski.

Do zmiany stanowiska próbowało go przekonać wielu zwolenników pomysłu lansowanego przez marszałka województwa. Poseł PSL Mieczysław Baszko wsiadł w samochód i nawet specjalnie do Suwałk przyjechał. Ale ani on, ani nikt inny niczego nie wskórał. - Tu nie chodzi o moje ambicje, ale o miejsca pracy i o majątek suwalskiej firmy - tłumaczy związkowiec.

Jarosław Żaborowski przygotowuje rodzinę do tego, że znowu go zwolnią
T. Kubaszewski Szefem związku Żaborowski jest od 2008 r. Na obecną kadencję wybrano go jednogłośnie.

Pracownicy PKS-u Suwałki mówią o Żaborowskim, że to jakiś fenomen. Dzisiaj pracodawcy traktują związki zawodowe jak kulę u nogi. Robią wszystko, co możliwe, by w ogóle nie powstawały. A jak już powstaną, to starają się albo maksymalnie utrudnić im życie, albo podkupić najaktywniejszych działaczy. Intratne posadki zwykle skutecznie zamykają usta.

Ale Żaborowskiego podkupić się po prostu nie da. W swojej kilkuletniej karierze związkowej przegrywał wprawdzie pojedyncze bitwy, ale ze wszystkich wojen wychodził zwycięsko.

Ledwo wiązali koniec z końcem

Jest rodowitym suwalczaninem. Ma 43 lata. Skończył studia administracyjne. W PKS Suwałki zatrudnił się w 1996 roku. Pracował na wielu stanowiskach: od dyżurnego ruchu po dyspozytora towarowego i osobowego, rewizora, specjalistę w dziale przewozów aż do kierownika placówki terenowej w Augustowie. Obecnie jest kierownikiem działu technicznego.

- Cały ten PKS znam jak swoją kieszeń - mówi.

W 2008 roku został przewodniczącym Samorządnego Niezależnego Związku Zawodowego Pracowników PKS w Suwałkach. Ten związek nie należy do żadnej centrali - ani do OPZZ, ani do Solidarności. Trudno mu więc przypiąć jakąkolwiek łatkę polityczną.

- Ludzie mnie wybrali, bo zauważyli, że nie przymykam oczu na różne złe rzeczy, której dzieją się w firmie i nie boję się wypowiadać własnego zdania - mówi.

W tamtym czasie właścicielem suwalskiego PKS był Skarb Państwa. Decyzja o tym, kto będzie prezesem zapadała więc w Warszawie. W 2008 roku padło na Stanisława B. oraz Henryka G. Wielokrotnie byli potem skazywani przez sądy. Ten pierwszy był dobrym znajomym Cezarego Cieślukowskiego, czołowego w tamtym czasie polityka PO, pochodzącego z Suwałk. Media pisały wówczas, że to właśnie on wychodził w Warszawie nominację dla Stanisława B.

Nowi prezesi zaczęli wprowadzać w firmie swoje porządki.

- Stosunkowo szybko okazało się, że za wielkiego pojęcia o tym, czym się zajmują nie mają - wspomina Żaborowski.

Dodaje jednak, że choć - jako przewodniczący największego związku, skupiającego jedną trzecią załogi - zwracał prezesom uwagę na niektóre kwestie, czynił to bardzo delikatnie. Prezesi postanowili jednak Żaborowskiego się pozbyć. I odwołali go ze stanowiska kierownika oddziału w Augustowie. Związkowiec nigdy nie dowiedział się, z jakiego powodu.

Kiedy jednak informacja dotarła do pracowników augustowskiego oddziału, natychmiast rozpoczęli strajk. Żaden autobus w trasę nie wyjechał.

Prezesi doszli do wniosku, że stał za tym sam Żaborowski i zwolnili go dyscyplinarnie z pracy.

Żaborowski jednak się nie zmienił.

- Nie mogłem pozostawać obojętny na to, co dzieje się w firmie - wspomina. - Dziwne decyzje, zatrudnianie znajomych za duże pieniądze, brak jakiegokolwiek pomysłu na przyszłość. Jestem przekonany, że gdyby ten zarząd przetrwał dłużej, to dzisiaj PKS w Suwałkach już by nie istniał.

W 2010 Żaborowski powiedział to głośno w telewizji. I wtedy dostał kolejną „dyscyplinarkę”. Powód? Działanie na niekorzyść spółki.

Znowu odwołał się do sądu. Tym razem o żadnej ugodzie nie mogło być mowy. Sąd uznał zwolnienie chronionego prawem działacza związkowego za ewidentnie bezpodstawne. - Jednak prawie rok byłem bez pracy i bez zasiłku - wspomina Żaborowski. - W domu ledwo wiązaliśmy koniec z końcem.

Kierownictwo PKS zwalniało wszystkich niepokornych. Sypały się dyscyplinarki. A to w autobusie prowadzonym przez kierowcę-związkowca znaleziono kanister z rzekomo ukradzionym paliwem, a to kolejny nie zatrzymał się do kontroli, którą przeprowadzała wynajęta przez dyrekcją firma detektywistyczna. W obawie o utratę pracy ludzie bali się nawet odezwać.

- Ale związki zawodowe bać się nie mogą - mówi Jarosław Żaborowski. - Taka działalność nie jest zresztą dla ludzi tchórzliwych.

Zarządowi spółki związkowcy się nie dawali. Zgłaszali różne sprawy do prokuratury, pisali sądowe pozwy. Wszystko wygrywali. Szefowie PKS-u byli skazywani m.in. za utrudnianie działalności związkowej, bezprawne zwolnienia czy naruszenie funduszu socjalnego.

- Naczytałem się książek prawniczych, więc adwokata nie musieliśmy już wynajmować - opowiada Żaborowski. - W większości spraw występowałem na sali sądowej sam. A zarząd ściągał prawników nawet z Warszawy. Przyjeżdżali i zacierali ręce, że z takim amatorem poradzą sobie bez problemu. No i się nie udawało.

Dziwi się marszałkowi

Sytuacja zmieniła się w połowie 2011 roku, kiedy to PKS-y przejął od państwa Urząd Marszałkowski w Białymstoku. Związkowcy oczekiwali, że w ślad za tym pójdą dymisje prezesów. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Żaborowski wziął więc sprawy w swoje ręce. Pojechał do wpływowego posła PO Roberta Tyszkiewicza i ze szczegółami opowiedział, co się w firmie dzieje. Niedługo potem prezesi zostali odwołani. Nowym szefem PKS Suwałki został były poseł PO i były burmistrz Augustowa Leszek Cieślik. - Taką firmą, jak nasza powinien kierować menager z prawdziwego zdarzenia, a nie polityk - uważa Żaborowski.

Dzisiaj Żaborowski nie ma żadnych wątpliwości, że lansowany przez marszałka województwa projekt połączenia PKS-ów Suwałkom niczego dobrego nie przyniesie. I dziwi się, iż marszałek ani tych argumentów, ani groźby strajku jakby nie przyjmował do wiadomości.

Suwalski związkowiec liczy na wojewodę podlaskiego. - Przesłanek przemawiających za unieważnieniem uchwały zarządu województwa podlaskiego w sprawie tej inkorporacji jest mnóstwo - dodaje.

Swoimi wątpliwościami dzieli się tym razem z politykami partii rządzącej, czyli PiS. Rozmawiał m.in. z jej wojewódzkim szefem Krzysztofem Jurgielem.

- Ale, generalnie, liczę się z kolejnym zwolnieniem dyscyplinarnym - dodaje. - Zacząłem już do tego przygotowywać psychicznie moją rodzinę.

Tomasz Kubaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.