Już wiem, że kocham tylko rocka [zdjęcia]

Czytaj dalej
Fot. Piotr Smolinski
Paweł Gzyl

Już wiem, że kocham tylko rocka [zdjęcia]

Paweł Gzyl

Doda, czyli Dorota Rabczewska, nie śpiewa już popu, wraca do rocka, prezentując ze swą dawną grupą Virgin nową płytę - „Choni”. Rozmawiamy z najseksowniejszą polską wokalistką o jej karierze, fascynacjach, miłości i samotności.

Znów nagrywasz z zespołem Virgin, wróciłaś do rocka. Ta estetyka jest ci bliższa niż pop?
Zawsze tak było. Wszystkie eksperymenty z popem wychodziły ze strony wytwórni, która na podstawie rzekomych badań twierdziła, że teraz ludzie słuchają tylko popu i tylko pop się sprzedaje. Kiedy zaśpiewałam ze Slashem, zrozumiałam, że nie wrócę do popu.

Twój występ z byłym gitarzystą Guns N’Roses w łódzkiej Atlas Arenie był aż tak ważny?
To było najważniejsze wydarzenie w moim życiu. Bo stanęłam na scenie z moim największym idolem. A nie mam ich zbyt wielu, bo przecież zawsze stawiam siebie na piedestale i uważam, że to ja jestem najwspanialsza (śmiech). Kiedy stanęłam ze Slashem na jednej scenie przed 20-tysięczną publicznością, a on spojrzał na mnie spod swego cylindra, stwierdziłam, że już nigdy więcej nie sprzedam swego talentu i swej duszy za hajs. Nie będę już robić muzyki dla pieniędzy, tylko z miłości - a ja kocham tylko rocka.

Guns N’Roses to chyba ostatni zespół rockowy, który szokował opinię publiczną. Teraz większe skandale wywołują gwiazdy popu, jak Madonna czy Lady Gaga. Rockmani stracili ikrę?
Może jedzą za dużo wieprzowiny? Tam jest pełno damskich hormonów (śmiech). Tak na serio: kiedyś była inna publiczność i inne media. Dawniej sprzedawało się najlepiej to, co było butne, na przekór i wbrew wszystkiemu. Popatrz na Janis Joplin, Jima Morrisona, Kurta Cobaina. Nagle ta zbuntowana postawa, która odróżnia artystów od innych zawodów, została stępiona. To wina mediów - bo tak nastawiliście publiczność. Zamiast podkręcać nasz indywidualizm i ekscentryczność, kazaliście nam współpracować ze sobą, jak zwykłym rzemieślnikom. Dlatego boimy się mówić to, co naprawdę myślimy.

Jesteś jedyną gwiazdą na polskiej scenie muzycznej, która nie boi się prowokować. To naturalna skłonność czy efekt przemyślanej strategii?
I to, i to. Jestem od dziecka odważna. Już w liceum wyróżniałam się sposobem zachowania, mówienia i ubierania. I tak mi zostało. Niedawno siedziałam z Tomkiem (Tomasz Lubert, założyciel grupy Virgin - red.) na kawie i on pyta: „Jak tam twoja sprawa z Agnieszką Szulim?”, odpowiadam mu: „No wiesz: będę miała jakieś roboty społeczne”. Na co on wybucha mi śmiechem w twarz. „Tomek, to wcale nie jest śmieszne, bo będę miała wyrok” - odparłam. Po czym on pyta: „A w piątek masz czas, bo zapraszają nas na wywiad”. „Ciężko będzie, bo rano mam sprawę o pobicie policjanta” - ja mu na to. I oboje zaczęliśmy się śmiać. Oczywiście żartowałam - ale tak właśnie powinien wyglądać rock’n’roll!

Są granice, których nie przekroczysz?
Staram się nie mieszać w politykę. Nie czepiam się chorób i nie rozmawiam o rodzicach osób, które są moimi wrogami. Uważam, że są to tematy tabu: śmierć, choroby, rodzina.

Media lubią również prowokować ciebie. Choćby przez to, że co jakiś czas ogłaszają „koniec Dody”. To bolesne?
Przypuśćmy, że ptak narobił ci na kurtkę. Za pierwszym razem wkurzasz się. Jeśli jednak powtarza się to za każdym razem, kiedy wychodzisz z domu, przyzwyczajasz się. Mało tego: z czasem zaczyna cię to bawić i masz ze sobą parasolkę, żeby uniknąć tego kłopotu. Czasem nawet potrafisz to przekuć na swój sukces. Bo mówisz do swojej dziewczyny: „Jeśli znowu się to wydarzy, to kupujesz mi krawat”. I za chwilę jesteś bogatszy o ten element garderoby. Reasumując: nikt mi nic nie dał, więc mi nikt nic nie zabierze. Wszystko zawdzięczam sobie - no i Tomkowi, który dawno temu wybrał mnie w castingu na wokalistkę Virgin.

Twoje koncerty z Virgin nie będą tak efektowne, jak solowe występy w ramach „Riotka Tour”. Nie będzie ci brakowało spektakularnego show?
Kiedy co tydzień mam na estradzie szesnaście tancerek, przebieranki, pirotechnikę i do tego jeszcze jakieś zapadnie, to z czasem mam ochotę po prostu wyjść na scenę i dać czadu tylko do gitarowych riffów.

„Riotka Tour” to pierwsza próbą zrobienia nad Wisłą show, jak zachodnie gwiazdy. Da się w Polsce stworzyć tak spektakularne widowisko?
Już kiedy zaczynałam karierę w wieku 17 lat, wolałam inwestować w swoje show niż we własny majątek. Wielokrotnie rezygnowałam z gaży, żeby opłacić tancerzy czy pirotechnikę. I dorobiłam się opinii gwiazdy, która zaskakuje na koncertach. Zaczynałam w Teatrze Buffo, uczyłam się od najlepszych. Jestem reżyserką i producentką wszystkich swoich koncertowych DVD.

A zawsze w mediach mówiło się, że to wszystko opracowuje twój sztab ludzi.
Wszystko to są moje pomysły, ale realizuje je oczywiście sztab zaufanych ludzi. Pracuję z nimi od lat - i jestem pewna, że dokładnie zrealizują wszystko to, co sobie wymyślę.

Masz przyjaciół w show-biznesie?
Nie mam i nie będę mieć. Jedynym wyjątkiem jest Tomek. Ale to co innego, bo zaczynaliśmy i poznawaliśmy wszystko wspólnie. Mam kilku przyjaciół spoza branży - bo wyznaję zasadę Platona, głoszącą, iż kto ma wielu przyjaciół, tak naprawdę nie ma żadnego. Ja bardzo się angażuję w przyjaźnie i staram się robić wszystko, by fajnie spędzać czas.

Na kogo możesz liczyć w trudnych chwilach?
Na rodziców. To mój filar bezpieczeństwa. Oni zbudowali mi dosyć mocny kręgosłup moralny. Dlatego są dla mnie najważniejsi i o nich przede wszystkim dbam.

A mężczyźni?
Na nich nie zwracam już uwagi, bo zmieniam ich częściej niż rękawiczki.

Trudno spotkać szczerego mężczyznę, któremu można zaufać?
Jest mi tak samo trudno jak innym. Z każdym swoim narzeczonym funkcjonowałam na zasadzie swego rodzaju symbiozy. Jedyną moją udręką jest to, że wszystkich facetów mierzę swoją miarą. Tego, co wymagam od siebie, wymagam też od innych. A ja jestem dosyć wszechstronna, ciężko mi więc znaleźć odpowiedniego mężczyznę. Niech jednak ktoś nie pomyśli, że kogoś teraz desperacko szukam.

Masz dosyć związków?
Nie szukam i nie chcę teraz żadnego faceta! Tyle przez nich wycierpiałam, że wystarczy.

Nie czujesz się czasem samotna?
Najgorsza jest samotność z drugą osobą. Kiedy długo przebywam w towarzystwie ludzi, szybko się męczę. Mam grono osób, w towarzystwie których odpoczywam. Najbardziej cenię moment, kiedy wracam sama do domu, kładę się w łóżku i włączam telewizor na kanał, który chcę. Dla innych to oznaka bycia samotnym - a dla mnie to luksus.

Podpisałaś kontrakt z wytwórnią w wieku 17 lat. Zmieniłaś się?
Zawsze doskonale wiedziałam, czego chcę. Zmieniło się tylko to, iż mam dzisiaj większą świadomość, że jeśli szukam kogoś, kto pomoże mi coś zmienić w życiu, to muszę spojrzeć w lustro. Nauczyłam się też dużej pokory, empatii i cierpliwości do ułomności innych ludzi. Częściej zdarza mi się teraz machnąć ręką, jeśli ktoś nawala. Nie jestem też taka mściwa jak kiedyś.

Był moment, kiedy woda sodowa uderzyła ci do głowy?
Oczywiście. Wydawałam wielkie pieniądze na ciuchy. Potrafiłam wynająć prywatny odrzutowiec, lecieć do Mediolanu, wrócić z torbami do domu i zobaczyć, że dokładnie takie same rzeczy kupiłam tydzień temu. Musiałam jednak przez to przejść, bo to był syndrom osoby pochodzącej z małego miasta, która nagle dorobiła się i zachłysnęła bogactwem.

Co sprawiło, że otrzeźwiałaś?
Debet na koncie (śmiech). Inni artyści wydają wszystko na alkohol, dragi. Popadają w nałogi - bo to jest od nich silniejsze. Ja szybko zrozumiałam, że to tylko szmaty i nigdy nie poprawią mojej wartości. Uspokoiłam się - i zaczęłam inwestować pieniądze.



Autor: Paweł Gzyl

Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.