Karcze w Racewie? Jeśli tak, to tylko z kartonu i styropianu

Czytaj dalej
Fot. Sławomir Mielnik
Ewa Bochenko

Karcze w Racewie? Jeśli tak, to tylko z kartonu i styropianu

Ewa Bochenko

Mieszkańcy boją się, że w ich miejscowości powstaną drugie Karcze. Tymczasem prywatny przedsiębiorca na swoim terenie przeładowuje niegroźne odpady papierowe.

My nie chcemy tu śmietniska. Nie mamy do kogo zwrócić się o pomoc, bo wójtowi już chyba na nas nie zależy - zwrócił się do nas z prośbą o interwencję Czytelnik z Racewa w gminie Sidra. Chce pozostać anonimowy, ponieważ uważa, że za składowanymi śmieciami w jego wsi stoi... mafia.

Na jednej z działek w Racewie, na której kiedyś istniała betoniarnia, nowy właściciel zaczął składować odpady. W październiku starosta sokólski odmówił firmie wydania zezwolenia na zbieranie odpadów innych niż niebezpieczne, jednak Samorządowe Kolegium Odwoławcze uchyliło tę decyzję. Przez co odpady wciąż znajdują się na terenie posesji. Od jej właściciela dowiedzieliśmy się, że nie są to śmieci, a surowce wtórne. W Racewie przeładowywane są: papier, folia i styropian.

- W związku z tym, że wciąż nie mogę uzyskać pozwolenia na zbiórkę, są one tu tylko prasowane do mniejszych objętości i przeładowywane do dalszego transportu. Zdarza się, że zalegają, ale jest to tylko i wyłącznie spowodowane tym, że nie mogę znaleźć osób chętnych do pracy - mówi właściciel działki.

Dodaje, że wszystko co się tam dzieje, jest legalne. Wątpliwości mają jednak mieszkańcy. Zarzucają palenie odpadów.

- Już dwa razy wzywana była straż pożarna i policja - poinformował nas Czytelnik.

Okazało się, że owszem, policja była wzywana i to dwukrotnie, ale tego samego dnia. To również policjanci poprosili o pomoc straż pożarną, ponieważ rzeczywiście na terenie posesji paliły się odpady.

- Zostały przez kogoś podpalone. Najprawdopodobniej ze złośliwości. Na początku sam opanowałem sytuację, ale podpalona folia ma to do siebie, że długo się tli. Ktoś wezwał policję, a ta nie mogąc mnie znaleźć, wezwała straż pożarną. To wszystko - wyjaśnia przedsiębiorca.

Nie ukrywa, że ma żal do mieszkańców o nagonkę jaką mu urządzają, ponieważ w Racewie chce jedynie składować surowce wtórne. Nic więcej.

- Wszyscy boją się, że u mnie powstaną drugie Karcze. Ale ja nie mogę być winny temu, że ktoś w tamtym miejscu nie zapanował nad sytuacją. Poza tym, śmietnisko w Karczach jest na gminnym terenie. Tu właścicielem jestem ja i za wszystko co się tu dzieje, odpowiadam swoją głową i majątkiem - mówi mężczyzna.

Nie ukrywa, że ma dość, jego zdaniem, bezzasadnych zarzutów sąsiadów oraz kłód pod nogi, jakie rzucają mu miejscowe urzędy przy wydaniu pozwolenia na działalność. Rozważa nawet możliwość wycofania się z inwestowania w Racewie.

O całej sprawie chcieliśmy porozmawiać ze Stanisławem Hrynkiewiczem, wójtem Sidry. Uparcie jednak nie odbiera od nas telefonów. O komentarz poprosiliśmy więc jego urzędników, ale od nich dowiedzieliśmy się niewiele.

- W sprawie działki w Racewie prowadzone jest postępowanie kilkutorowo. Nic więcej nie mogę zdradzić - powiedział nam Lech Nowik.

Do tego tematu jeszcze powrócimy.

Ewa Bochenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.