Katarzyna Sztop-Rutkowska: W demokracji na szczęście tak jest, że nasz głos liczy się nie tylko w czasie wyborów

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Marta Gawina

Katarzyna Sztop-Rutkowska: W demokracji na szczęście tak jest, że nasz głos liczy się nie tylko w czasie wyborów

Marta Gawina

Aktywności mieszkańców nie musimy kojarzyć wyłącznie z formalnie działającymi organizacjami. Czasami wystarczy grupa młodzieży, która chce na przykład zrobić fajny mural w swojej szkole lub grupa aktywnych parafianek, która chce zorganizować cykliczne akcje charytatywne dla najbiedniejszych mieszkańców swojej wsi - mówi dr Katarzyna Sztop-Rutkowska.

Czy zwykły mieszkaniec danej gminy, powiatu może mieć wpływ na to, co się dzieje w jego najbliższym otoczeniu? Czy to jednak przywilej władzy?
Katarzyna Sztop-Rutkowska, koordynatorka akcji Masz Głos w województwie podlaskim: Jak najbardziej. Co ciekawe w badaniach społecznych 60% Polaków deklaruje, że ma poczucie wpływu na wspólne sprawy na poziomie lokalnym. W województwie podlaskim od 2006 roku 85 grup mieszkańców wzięło sprawy w swoje ręce i zrobiło coś dla swojej wsi czy miasteczka w ramach akcji Masz Głos. Do tych działań zachęcają władze lokalne, bo ta współpraca mieszkańcy – władza lokalna jest tutaj konieczna. Ale inicjatywa leży po stronie mieszkańców, którzy widząc jakiś lokalny problem, chcą go rozwiązać.

Pozostało jeszcze 82% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marta Gawina

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

misiekle

A ja bym chciał coś zrobić (w końcu skutecznie) dla swego osiedla, ale dotychczasowe działania nie przynoszą kompletnie żadnego efektu. Chodzi o osiedle Pietrasze i naszą osiedlową szkołę podstawową. Rodzice masowo dowożąc i odbierając dzieci zatrzymują się i parkują dosłownie wszędzie gdzie popadnie, gdzie jeszcze jest choć kawałek miejsca długości samochodu, kompletnie nie zwracając uwagi na jakiekolwiek przepisy ruchu drogowego oraz znaki, tak jakby w ogóle nie istniały. Codziennie (oczywiście wyłącznie w czasie roku szkolnego) widzę : parkowanie na zakręcie, na zakazie postoju i zatrzymywania się, na chodniku bez pozostawienia 1,5 m dla pieszych oraz za zakazem ruchu wszelkich pojazdów, że o zatrzymywaniu się dokładnie na środku drogi przed samym wejściem do szkoły nie wspomnę. Co ciekawe, to nie są małe dzieci z klas na przykład 1 - 4, które trzeba za rączkę wprowadzić do budynku. Ja rozumiem problem z brakiem miejsca, ale to co się dzieje u nas od wielu lat to już dawno jest niezłe przegięcie i co najgorsze pogarsza się z roku na rok wraz z przybywaniem samochodów oraz zmianą podejścia. A przecież są darmowe przejazdy komunikacją miejską. Ja przez 18 lat jeździłem w mojej firmie jako zaopatrzeniowiec i przez ten czas TYLKO RAZ "udało mi się" zaparkować w tak niefortunny sposób, że sąsiadujący samochód musiał uważnie wyjechać (z braku innego miejsca w okolicy stanąłem trochę za blisko), ale żadnego przepisu NIGDY nie złamałem. Zgłaszanie do straży miejskiej i na policję oraz rozmowy z kierowcami nic nie dają, ponieważ jak podejrzewam istnieje "cicha zmowa" i znając problem nie reagują na takie zgłoszenia. Dziwi mnie tylko to, że na przekład na ulicy Kościelnej przy Zespole Szkół Katolickich straż miejska sama, z własnej inicjatywy, bez wzywania i zgłaszania CODZIENNIE kilka razy dziennie jeździ i fotografuje zaparkowane na zakazie samochody wystawiając później mandaty. Ciekaw jestem dlaczego tak uparcie i świadomie ignorują taką samą sytuację przy naszej szkole, i to przy licznych i wielokrotnych zgłoszeniach ?

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.