Tomasz Kubaszewski

Księża z regionu otrzymywali od SB prezenty

Teczki „Nerona” i „Pośrednika” są już zdigitalizowane. Znajdują się w białostockim oddziale IPN. Fot. Archiwum Teczki „Nerona” i „Pośrednika” są już zdigitalizowane. Znajdują się w białostockim oddziale IPN.
Tomasz Kubaszewski

Esbecy pytali o suwalskich księży Jerzego Zawadzkiego i Kazimierza Hamerszmita

Na każdych imieninach funkcjonariusze SB pojawiali się z prezentami. U księdza D. byli kilka razy, u B. - raz. Temu ostatniemu wręczyli paczkę delikatesową pełną rzadkich w grudniu 1980 r. towarów. Kosztowało to 1940 zł, czyli jedną trzecią przeciętnego w tamtym czasie wynagrodzenia.

Ks. D. prezenty miał otrzymać 6 razy w latach 1985-1988. Nie tylko z okazji imienin. Dostał m.in. medal z wizerunkiem Jana Pawła II za 3050 zł, „Teologię Starego Testamentu” za 2200 zł, album fotograficzny w skórzanej oprawie za 4200 zł oraz owocarkę kryształową za 7000 zł. Trzeba jednak pamiętać, że były to czasy coraz wyższej inflacji. SB na prezenty wydawała w tym przypadku po kilkanaście procent przeciętnego wynagrodzenia.

Obaj księża nie wiedzieli najprawdopodobniej, że traktowani są jako tajni współpracownicy. Żeby ich nie odstraszyć, esbecy nie podsunęli do podpisania zobowiązania do współpracy, nie chcieli także pokwitowań za prezenty. Każdemu nadali za to kryptonimy. D. został „Pośrednikiem”, B. - „Neronem”.

Zerwał dopiero po wyborach

Ten pierwszy przez wiele lat był proboszczem jednej z parafii na Sejneńszczyźnie. SB próbowała go najpierw rozpracowywać, podejrzewając o działania nacjonalistyczne i intensywne kontakty z Litwinami mieszkającymi zarówno w zachodniej Europie, jak i w Stanach Zjednoczonych. Ostateczne uznano jednak, że te relacje mają wyłącznie towarzyski charakter.

„Wyraził zgodę na stały kontakt z funkcjonariuszami SB” - można przeczytać w notatce pochodzącej z 9 sierpnia 1983 r.

Esbecy odwiedzali księdza w jego plebanii. Do czerwca 1989 r. - aż 66 razy. Raz spotkania te odbywały się w przyjaznej atmosferze, a proboszcz częstował kawą i koniakiem. Ale zdarzyły się też wizyty mniej sympatyczne.

- Rozmawiał niechętnie, na następne spotkanie zgodził się bez entuzjazmu - odnotował jeden z funkcjonariuszy.

Czego te rozmowy dotyczyły? Ksiądz opowiadał np. o pobycie kopii obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej w Sejnach. Albo - o konflikcie wokół mszy świętych w języku litewskim, które miałyby być odprawiane w sejneńskiej bazylice. Z akt TW „Pośrednik” nie wynika, by na kogoś donosił. Esbecy pisali jednak, że te informacji przydawały się im w prowadzonych przez nich sprawach. Album fotograficzny miał być wynagrodzeniem za takie właśnie informacje.

Funkcjonariusze uzgodnili też z proboszczem hasła, gdyby potrzebowali pilnego kontaktu. Mieli telefonować na plebanię i mówić, że „istnieje możliwość kupna akumulatora do malucha”. Albo: „załatwiłem nowe wydanie, kiedy mam przywieźć?”

Czasami prośby do esbeków miał sam ksiądz, np. o pomoc w zorganizowaniu pielgrzymki do Wilna. W lutym 1989 r. poskarżył się z kolei na artykuł, jaki ukazał się o nim w partyjnym tygodniku „Krajobrazy”. Czy liczył na jakąś interwencję, nie wiadomo.

Ostatnie spotkanie odbyło się 17 czerwca tego samego roku, a więc już po pierwszych częściowo wolnych wyborach, która komuniści przegrali. Ksiądz powiedział stanowczo, by więcej już do niego nie przychodzić. Pół roku później SB przestała istnieć.

D. od wielu lat już nie żyje.

Bał się dekonspiracji

Kontakty z TW „Neron” trwały znacznie krócej. Ksiądz pracował wówczas w Suwałkach. Jako współpracownik został zarejestrowany 3 października 1980 r.

- Chętnie zgodził się na prowadzenie z nim systematycznych rozmów w jego miejscu zamieszkania, prosząc, aby o każdorazowej wizycie powiadamiać go korespondencyjnie. Bo na wszystkich wikarych jest jeden numer telefonu i mogłoby to prowadzić do dekonspiracji - napisał jeden z esbeków.

Ale spotkań odbyło się jedynie pięć. Z akt wynika, że SB dopytywała m.in. o tworzony przez ks. Jerzego Zawadzkiego Instytut Wyższej Kultury Religijnej, o ruch oazowy czy też inwestycję prowadzoną przez ówczesnego proboszcza Kazimierza Hamerszmita. Chciał on przechytrzyć komunistyczne władze i na podstawie pozwolenia na drobny remont drewnianego budynku znajdującego się w parafialnym ogrodzie, stworzyć tam sale katechetyczne z prawdziwego zdarzenia.

Na ile informacje przekazywane przez „Nerona” były wartościowe, nie wiadomo. W swoich aktach esbecy takiej oceny nie dokonali. Napisali natomiast, że we wrześniu 1982 r. ksiądz odmówił stanowczo dalszych spotkań.

Dzisiaj jest już w podeszłym wieku. Przebywa na emeryturze.

Tomasz Kubaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.