Grażyna Starzak

Laleczka Momo i Ognista Wróżka, czyli mroczne oblicze internetu

Laleczka Momo i Ognista Wróżka, czyli mroczne oblicze internetu Fot. Youtube/Apex Pix
Grażyna Starzak

Emilka spędzała całe dnie przy komputerze. Pewnej nocy powiesiła się na skakance, na strychu swojego domu. Jak się później okazało zaplanowała swoją śmierć. Stworzyła wirtualny grób z datą narodzin i zgonu. Niebezpieczne gry, odrażające w swojej wymowie zdjęcia , wiara w czary czy odurzanie się przed komputerową kamerą lekami to obecnie popularne wśród części nastolatków sposoby spędzania wolnego czasu.

Liczenie „lajków” pod wpisami w internecie, komentarze przyjaciół, które dla młodych ludzi są jak wyrocznia, powodują, że nastolatki prześcigają się w wymyślaniu coraz bardziej niedorzecznych, często szkodzących ich zdrowiu pomysłów. Kończy się to nie tylko rozmaitymi uzależnieniami, ale nawet śmiercią.

Dziwne, często groźne dla zdrowia i życia zachowania młodych ludzi są upowszechniane na portalach społecznościowych. Ostatnio młodzi ludzie chwalą się w internecie jedzeniem... kapsułek ze środkami do prania. Co ich do tego skłania? Przecież każdy wie, do czego one służą i że składają się wyłącznie z trujących środków chemicznych. „Tide Pot Challenge” - bo tak nazywa się ta niebezpieczna moda, polega na nagrywaniu domową kamerką momentu zjadania kapsułek, zamieszczaniu filmiku w sieci i czekaniu na „efekty”, które również bywają filmowane. Ofiary tej „mody” niejednokrotnie trafiają do szpitala na płukanie żołądka.

Filmiki pokazujące zjadaczy kapsułek pojawiają się głównie na stronach Facebooka i YouTube. Na szczęście te medialne potęgi walczą z nową modą wśród młodzieży i zaraz po zgłoszeniu, że taki filmik się pojawił, usuwają go ze swych stron. „Tide Pot Challenge” to nie jedyny przykład szybko rozprzestrzeniających się za pomocą mediów społecznościowych niebezpiecznych trendów, popularnych zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży.

Choć dorosłym może się to wydawać całkowicie niedorzeczne, to jednak nastolatkowie dają się wciągać w zabawy tak przerażająco głupie, że aż trudno sobie to wyobrazić. Do takich z pewnością należy „Hot Water Challenge”, który polega na polewaniu wrzątkiem niczego nieświadomych kolegów i koleżanek. Z takiego oblewania gorącą wodą robią dokumentację w postaci nagranego smartfonem filmiku. Ta „zabawa” ma jeszcze groźniejszą wersję, w której rówieśnicy namawiają się do wypicia wrzątku, co kończy się groźnymi obrażeniami wewnętrznymi.

Ognista wróżka z gazem

Na naiwności dzieci i ich fascynacji rzucającymi zaklęcia postaciami z filmów i kreskówek bazuje „Ognista wróżka” - kolejna, niebezpieczna „zabawa”. Jej twórcy obiecują dzieciom, że po wykonaniu jednego zadania zyskają szczególną moc. Tak jak bohaterki postaci z cyklu filmów „Szkoła czarownic”. To zadanie polega np. na odkręceniu na noc wszystkich kurków w kuchence gazowej, wypowiedzeniu odpowiedniej formułki i pójściu spać. Rano, po przebudzeniu należy jeszcze podziękować wróżkom. Dramat polega na tym, że nie wszystkim udaje się doczekać poranka.

Popularne obecnie „wyzwanie” stawiane nastolatkom przez ich rówieśników to „Ultimate selfie”. „Zabawa” polega na tym, że jej uczestnicy robią sobie zdjęcia. Ale nie są to zwyczajne selfie, ale fotografie wykonywane w skrajnie niebezpiecznych miejscach, takich jak dachy wieżowców czy tory kolejowe tuż przed nadjeżdżającym pociągiem. By zaliczyć to wyzwanie, trzeba przeżyć, co nie zawsze jest łatwe, biorąc pod uwagę, jak blisko krawędzi trzeba się znaleźć, by zaimponować rówieśnikom. W sieci jest mnóstwo „dokumentacji” z tego typu ekstremalnych wyzwań, a moda na nie przyszła do nas z Rosji, gdzie podobnymi wyczynami chwalą się też ludzie dorośli.

Wrzucanie do sieci różnego rodzaju zdjęć, by się pochwalić swoim „wyczynem” czy „oryginalnym”- wedle autora fotki - wyglądem, to nic nowego. Jednak to, co można zobaczyć jako „ostatnią modę” na jednym z popularnych serwisów społecznościowych, jest co najmniej niepokojące. Oto dwie dziewczynki, wyglądające na uczennice ostatnich klas szkoły podstawowej, dumnie prężą przed kamerą wystające brzuszki. Obok zdjęcie ciężarnej nastolatki zrobione w łazience. Na innej stronie - dziewczynka w ciąży wchodzi do basenu. Czternasto, piętnasto i szesnastolatki coraz częściej chwalą się na Instagramie wczesnymi ciążami. Ich zdjęcia zyskują kolejne „serduszka”, a obserwatorzy sypią komplementami, twierdząc, że przyszłe mamy, które jeszcze same są dziećmi, wyglądają „cudownie i sexy”.

Równie zaskakujące są posty pod zdjęciami. Okazuje się, że epatowanie nastoletnią ciążą, która, jak piszą młodzi jest „cool”, to nowy trend wśród nastolatków. Psychologowie uważają, że promowanie tego typu trendów jest niebezpieczne.

Demoniczna laleczka

Internet w rękach dziecka może być groźny również w sensie dosłownym. Przekonała się o tym 12-latka, która próbowała popełnić samobójstwo po tym, jak otrzymała wiadomość od demonicznej lalki „Momo” - o wyłupiastych oczach, nienaturalnie szerokim uśmiechu i z kurzymi pazurami. „Momo” „posiada” swoje konto w jednym z najpopularniejszych komunikatorów internetowych, jakim jest WhatsApp. Poprzez niego rozsyłane są młodym użytkownikom wiadomości w stylu: „Chcesz się pobawić?” Jeśli dziecko połknie haczyk, zostanie wciągnięte w konwersację, z początku miłą i niewinną. Z czasem wiadomości stają się coraz dziwniejsze. Ich ton robi się coraz bardziej agresywny.

Aż wreszcie pojawiają się takie wpisy jak: „Nie zasługiwałaś, by się urodzić”, „Zginiesz” itp. Towarzyszą temu filmiki z przemocą lub obsceniczne. Jeśli młoda osoba próbuje zerwać kontakt, jest agresywnie nagabywana i szantażowana. „Momo” próbuje też zachęcać swoją ofiarę do wykonywania groźnych dla zdrowia, niebezpiecznych wyzwań, a ostatecznie ma skłaniać do samobójstwa.

Śmierć na skakance

Pod koniec sierpnia tego roku tragedią zakończył się udział 13-letniej Emilki z Lipnicy Dolnej w znanej milionom internautów komputerowej grze Minecraft. Emilka spędzała całe dnie przy komputerze. Pewnej nocy powiesiła się na skakance, na strychu swojego domu. Jak się później okazało, zaplanowała swoją śmierć! Stworzyła wirtualny grób z datą narodzin i zgonu. Zostawiła listy pożegnalne. Wirtualną mogiłę odkryli jej przyjaciele z gry. Pomyśleli, że to żart. Tymczasem Emilka naprawdę popełniła samobójstwo. Rodzice dziewczynki przyczyny tragedii widzą w komputerowej grze. Podejrzewają, że ktoś mógł nią manipulować.

Kilka miesięcy temu, w Szczecinie, wydarzyła się inna tragedia. W tamtejszym szpitalu zmarła 15-latka, która wraz ze znajomymi odurzała się odświeżaczem powietrza. Nie jest to pierwszy przypadek zatruwania się tymi środkami przez młodzież. W odświeżaczach powietrza, w dezodorantach, znajdują się substancje wywołujące m.in. zaburzenia koncentracji, oddychania, uszkodzenia mózgu, płuc. Lekarze twierdzą, że nastolatkowie odurzają się tymi świństwami na potęgę.

A także klejem, grzybami, dopalaczami - po czym niektóre z tych wyczynów filmują. W całej Polsce rośnie też liczba zatruć lekami, np. paracetamolem, którymi próbują odurzać się młodzi ludzie. Naczelna Izba Aptekarska cały czas apeluje więc o większą kontrolę leków sprzedawanych poza aptekami, np. na stacjach benzynowych. Pewne ograniczenia już wprowadzono cztery lata temu. Chodzi o popularny lek na kaszel, którym nastolatkowie nagminnie się odurzali. Po apelach lekarzy i farmaceutów Ministerstwo Zdrowia zdecydowało, że medykament dostępny jest teraz tylko w aptekach. Dodatkowo farmaceuci sami kontrolują, komu i ile go sprzedają. Problem zatruć tym lekiem w zasadzie zniknął.

Moda na e-narkotyki

Eksperci alarmują, że polscy uczniowie eksperymentują też z nowym, wirtualnym rodzajem „odurzenia”. To e-narkotyki, czyli odurzenie dźwiękiem. - Jest równie groźne jak dopalacze czy inne substancje odurzające - mówi Jagoda Władoń z Monaru, specjalistka terapii uzależnień. - E-narkotyki to pakiety skonfigurowanych dźwięków, które powodują reakcję taką, jak po pewnych grupach narkotyków, np. amfetaminie - wyjaśnia Jagoda Władoń, dodając, że rodzice powinni w takich przypadkach zwracać uwagę na zmiany w zachowaniu dziecka. - Jeżeli nagle po seansie ze słuchawkami dziecko jest wyjątkowo pobudzone, oblizuje usta albo odwrotnie - jest wycofane, apatyczne - możemy przypuszczać, że może to być konsekwencja e-narkotyków - mówi Jagoda Władoń.

Marta Grabek-Niekraszewicz z Okręgowego Ośrodka Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwami w Krakowie, zdaje sobie sprawę, że nie uchronimy dziecka przed złem i głupotą całego świata. - Możemy je jednak nauczyć samodzielnie myśleć i krytycznie oceniać to, co podpatrzy u rówieśników lub przeczyta w sieci. Nic nie zastąpi mądrej rozmowy i cierpliwego tłumaczenia, które w tym wypadku może ratować naszym dzieciom życie - mówi Marta Grabek-Niekraszewicz.

Przemoc w sieci

Dzieci, które padły ofiarą przemocy rówieśniczej poprzez Internet to kolejna, rosnąca w coraz szybszym tempie grupa „klientów” Ośrodka. Zgłaszają się tam np. ojcowie lub matki nastoletnich dziewczyn, które np. zerwały z chłopakiem, a ten mści się, publikując roznegliżowane zdjęcia byłej sympatii w internecie. Marta Grabek twierdzi, że przemoc rówieśnicza z użyciem komputerów to dzisiaj ogromny problem i nowa kategoria przestępstw.

Coraz częściej, w jej opinii, zdarza się też, zwłaszcza w czasie wakacji, że nastolatki pozostawione same sobie, z nudów zawierają rozmaite znajomości w sieci. Umawiają się przez internet na spotkanie, sądząc, że rozmawiają z rówieśnikiem. Potem okazuje się, że „rówieśnik” ma 50 lat i jest pedofilem. - Coraz częściej przychodzi nam zajmować się takimi sprawami - przyznaje Marta Grabek-Niekraszewicz z Okręgowego Ośrodka Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwami w Krakowie.

„Sexting” - bo tak nazwano to zjawisko - przybiera na sile. W 2014 r. w badaniach w ramach kampanii „Nie zgub dziecka w sieci”, na pytanie skierowane do nastoletnich dziewcząt, „czy zdarzyło ci się wysłać swoje intymne zdjęcie osobom poznanym w internecie?” - twierdząco odpowiedziało 4, 5 proc. ankietowanych. Dwa lata później odpowiedzi pozytywnych było już dwa razy więcej...

Grażyna Starzak

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

zibi.sas

Brak czasu dla dzieci

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.