Lecznicza marihuana. Prof. Iwona Wawer: Marihuana działa uspokajająco na układ nerwowy

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Agata Sawczenko

Lecznicza marihuana. Prof. Iwona Wawer: Marihuana działa uspokajająco na układ nerwowy

Agata Sawczenko

Wiem, że lekarze eksperymentują z podawaniem marihuany chorym na padaczkę - i to z bardzo dobrym skutkiem. Marihuana działa uspokajająco na układ nerwowy, a więc oczywiście łagodzi te ataki epilepsji - twierdzi prof. dr. hab. Iwona Wawer z Wydziału Farmaceutycznego Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Nie każde konopie to marihuana?

No właśnie - nie każde. Są przynajmniej dwa rodzaje konopi. Jedne są nazywane konopiami włóknistymi albo oleistymi. Znamy je w zasadzie od stuleci. Moja babcia, która mieszkała w Karpatach, miała zagon lnu, i zagon konopi. Te konopie były jej potrzebne do robienia tkanin, sznurów. A olej konopny - do kraszenia ziemniaków, kaszy. To było coś, z czym ludzie byli absolutnie oswojeni. W tej chwili już oczywiście nikt nie uprawia konopi na niewielkich polach, wyręcza nas w tym przemysł. Ale bardzo bym chciała, żeby uprawa tej rośliny powróciła. Bo ona naprawdę ma fantastyczne właściwości. Bo ich łodygi są wspaniałym źródłem produktu do wytwarzania papieru. Zamiast wycinać lasy, możemy mieć co roku odnawialne, wysoko rosnące konopie. Ale tak naprawdę w tej chwili furorę robi dodatek tych posiekanych łodyg do betonu. Otrzymuje się materiał o bardzo wysokim współczynniku termoizolacyjności. Budowane z tego domy są subsydiowane przez UE, bo to jest materiał bio.

Ale to również produkt spożywczy...

Jeśli pozwoli się dojrzeć roślinie, to wytworzą się nasiona, które są bogatym źródłem oleju - bardzo cennego dla człowieka. To olej o bardzo wysokiej zawartości kwasów nienasyconych, o optymalnym stosunku kwasów omega 6 do omega 3. Nasiona są również źródłem białka.

Ale w Polsce znów przecież hoduje się konopie.

I tu bym chciała podkreślić zasługi Instytutu Włókien Naturalnych z Poznania, gdzie wyhodowano kilka odmian konopi, które doskonale sprawdzają się w polskim klimacie. Rosną wysoko, są plenne, dają bardzo dużo nasion. A instytut sprzedaje nasiona. Problem jest taki, że taką plantację trzeba zarejestrować, aby nikt jej nie wziął za plantację marihuany. Bo jeśli siejemy ją z nasion z instytutu, to mamy gwarancję, że w roślinach jest tam niska, czyli poniżej 0,3 proc., zawartość tetrahynokabinolu, czyli THC. A to gwarantuje, że jest to odmiana legalna, promowana w Unii, dotowana w Unii.

Ale marihuana też była znana od setek albo i tysięcy lat. Jednak nie można jej wszędzie uprawiać?

Właściwie to istnieje takie łagodne przejście od tych, które mają bardzo mało THC do tych, które mają go bardzo dużo. To jest oczywiście trochę regulowane przez genetykę i przez różne odmiany roślin. Ale przede wszystkim - przez warunki klimatyczne. Więc nie ma na co liczyć, że będzie się uprawiało konopie siewne włókniste i przez doświetlenie one będą miały wysokie THC. Nie. Nawet jeśli będziemy hodować konopie indyjskie, po prostu tak na polu, to one też nie wytworzą tego THC w wystarczającej ilości, żeby się nimi odurzyć. Po prostu dlatego, że przekształcenie kwasów kanabinolowych w końcowe THC następuje pod wpływem wysokiej temperatury i światła. Marihuanę trzeba doświetlić, dogrzać. W naszym klimacie ona się nie uda.

Ale co chwilę przecież słyszy się, że policja zlikwidowała nielegalną plantację.

Ale nie uprawę na polu, tylko w doniczkach, w szklarniach, piwnicach. I jak policja je wykrywa? Przede wszystkim kontrolując zużycie prądu. I dokładnie w ten sposób może ją hodować Instytut Włókien Naturalnych z Poznania - jest przystosowany technologicznie, organizacyjnie przystosowany do tego, żeby tę marihuanę wyprodukować, żeby ją wyhodować w szklarniach.

Po co?

Ażeby odpowiedzieć na potrzeby lecznictwa. I ja bardzo bym chciała, aby doprowadzić do tego, że pacjenci, którzy potrzebują preparatów z THC, mogli je otrzymywać legalnie.

Czy medyczną marihuaną jest tylko ta, która ma działanie psychoaktywne? Bo w samym Białymstoku znalazłam dwa sklepy, które twierdzą, że oferują medyczną marihuanę. Ale jednocześnie zastrzegają, że THC w niej jest poniżej 0,2 proc. Więc co one sprzedają? Medyczną marihuanę?

A skąd! To jest marketing i wzbudzenie sensacji. Nie ma możliwości, żeby preparaty mające poniżej 0,2 proc. THC działały euforyzująco. Przy tak niskim stężeniu nie ma żadnego efektu narkotycznego.

Czyli do działania medycznego jest potrzebny efekt narkotyczny?

To zależy do jakiego działania. Jeśli mamy na celu poprawienie nastroju, to potrzebne jest do tego THC. Natomiast jeśli chcemy osiągać działanie uspokajające, przeciwdepresyjne, przeciwdrgawkowe, przeciwzapalne - to do tego potrzebne są inne kanabinoidy, m.in. kanapinodiol, którego jest bardzo dużo w konopiach.

Tych medycznych?

Każdych. Jeśli w medycznej marihuanie zbierzemy części kwitnące, to otrzymujemy produkt do palenia skrętów. A ta lepka, żywicowata wydzielina jest znana jako haszysz - on też ma bardzo wysokie THC. Ale to są wszystko rośliny, które można określić jako dostarczające THC, czyli narkotyków.

A w sklepach nie sprzedają konopi, które mają działanie euforyzujące, narkotyczne. Bo to jest nielegalne.

Powinno się to zmienić?

Bardzo bym chciała, ażeby dostęp do tych preparatów z dużą zawartością THC mieli chorzy - np. osoby w terminalnej fazie raka. Jeśli ten preparat może poprawić komuś nastrój, ma również działanie przeciwbólowe - to można ulżyć chorym w cierpieniu. Bo w końcu niczym nie ryzykujemy. Ci ludzie i tak odejdą, nie uzależnią się. Jest to tani sposób, a naprawdę można obserwować cuda - mimo że to efekt medyczny. Ale jeśli widzę moją koleżankę, która się zwija z bólu mimo stosowania dużych dawek morfiny, a później dostała lek zawierający właśnie THC, czyli tzw. medyczną marihuanę, i mogła ostatni miesiąc przeżyć godne jak człowiek, czyli siedzieć na łóżku, czytać gazetę albo rozmawiać z nami - to ja myślę, że to jest warte. Dlaczego nie mielibyśmy ulżyć ludziom w cierpieniu?

Marihuana powinna być dostępna?

Ja nie jestem za tym, żeby nagle THC było dostępne dla wszystkich. Ale zróbmy pierwszy krok - żeby do tego mieli dostęp chorzy. Farmaceuci zajęliby się dystrybucją tego preparatu. Oni i tak przecież dystrybuują morfinę i inne silniejsze narkotyki.

Pani mówi, że marihuana pomaga w uśmierzaniu bólu. Ale podobno może też leczyć niektóre choroby.

Wiem, że lekarze eksperymentują z podawaniem marihuany chorym na padaczkę - i to z bardzo dobrym skutkiem. Marihuana działa uspokajająco na układ nerwowy, a więc oczywiście łagodzi te ataki epilepsji. Ale oczywiście nie można tego jeszcze oficjalnie wprowadzić do terapii.

Dlaczego?

Bo potrzebne są badania kliniczne.

Po co? Nie wystarczy susz?

Coraz mniej ludzi pali papierosy. I nie umieją się zaciągnąć tym dymem. Dlatego należy im podawać THC i inne kanabinoidy w innej formie. Jak powiedziałam, dobrym nośnikiem jest olej. Ale można również wykorzystać syrop, cukierki, jakieś preparaty do inhalacji, w spray`u. To znacznie poprawia komfort używania. Bo trudno człowiekowi, który ma raka płuc, powiedzieć: zapal skręta.

Podsumowując - uważam, że państwo powinno zadbać o to, żeby te preparaty były dostępne legalnie, w aptekach, żeby były standaryzowane. Jeśli służą do niesienia ulgi w cierpieniu osobom terminalnie chorym, a nawet jeśli by służyły lekarzom do prowadzenia badań klinicznych.

Podobno nawet Patryk Jaki przez chwilę był zwolennikiem medycznej marihuany...

Podobno też cała partia Kukiz’15 była bardzo za wprowadzeniem tych regulacji. Ale przecież konopie nie są polityczne. Bo jaki może być podział polityczny w sprawie stosowanie konopi. Po prostu - albo współczujemy tym ludziom i chcemy wykorzystać tę wspaniałą roślinę, albo jesteśmy strasznymi dogmatykami i mówimy: to jest może kara za grzechy i masz umierać w cierpieniu. Ale to wszystko jest teorią do czasu, dopóki nie zachoruje ktoś z bliskich. Ja też kiedyś myślałam: może lepiej nie dawajmy, bo młodzież będzie stosowała, nadużywała. Ale jak pani zobaczy cierpiącego człowieka, spotka się z kimś bliskim, kto się zwija z bólu, to w tym momencie odchodzą wszystkie skrupuły i myślimy: nieba bym ci przychyliła, żebyś tylko nie cierpiała. Dlaczego ten człowiek nie może odejść z godnością, w spokoju?

Poza tym jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałam poruszyć. Bo nawet jeśli już boimy się, że młodzi ludzie zaczną nadużywać i palą tego skręta, to też uważam, że nie powinno się ich za to karać. I chciałam oznajmić, że jestem za depenalizacją. I w bardzo wielu krajach świata nie jest to karane - po prostu. U nas, niestety, policja poprawia sobie wykrywalność.

Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.