Leszek Milanowski: moja mieszkająca na Ukrainie rodzina jest już przygotowana do wyjazdu

Czytaj dalej
Fot. archiwum prywatne
Martyna Tochwin

Leszek Milanowski: moja mieszkająca na Ukrainie rodzina jest już przygotowana do wyjazdu

Martyna Tochwin

Na Ukrainie jest straszna bieda. Obawiam się więc, że wielu Ukraińców może patrzeć na wojnę z nadzieją, że wreszcie wróci Mateczka Rosja i znów będzie wszystkim dobrze się żyło. Nie można bowiem zapominać, że ludzie patrzą na wiele rzeczy przez pryzmat swojej porcji obiadowej - mówi Leszek Milanowski, przedsiębiorca z Augustowa, który od lat prowadzi działalność zawodową na Ukrainie i w Rosji, przywożąc tamtejszych mieszkańców do pracy w Polsce.

Ma pan sporą wiedzę na temat możliwości armii ukraińskiej, dzięki swoim szerokim znajomościom w tym kraju. Czy, według pana, Ukraina obroni się przed agresją Putina?

Uważam, że tak, zważywszy na to, ile ostatnio tirów z bronią poszło na Ukrainę - pocisków, zestawów przeciwpancernych, przeciwlotniczych. To wszystko jest dość proste w obsłudze, do tego nie trzeba jakiegoś specjalnego przeszkolenia. Musimy ich jeszcze bardziej doposażać, bo, moim zdaniem, zachodnia Ukraina będzie się bronić. A jeśli Ukraina zdoła obronić się przez tydzień, dwa, to ten konflikt wygaśnie i Rosja zostanie z wielkim problemem.

Poznał pan wielu Rosjan. Czy powiedzenie, że Rosja to stan umysłu, jest prawdziwe?

Przytoczę taką sytuację: wiem o organizowanych wycieczkach do Rosji, za które trzeba było zapłacić 10 tysięcy dolarów. Polegały one na tym, że każdy, kto zapłacił, mógł sobie postrzelać z armaty lub z czołgu do... cywili. Taka forma rozrywki. Zdaję sobie sprawę, że to są rzeczy, w które trudno uwierzyć, ale ja to widziałem na własne oczy. Naród rosyjski to naprawdę stan umysłu. Jeżeli jest gdzieś popijawa, a w tym czasie w telewizji zaczyna się przemówienie Putina, to Rosjanie przestają nagle pić i słuchają z uwagą. Matuszka Rosja to jest stan umysłu. Inną rzeczą jest to, że Rosjanin nie ma takiej mentalności, jak Polak czy Niemiec. On przyzwyczajony jest do głodu, chłodu. Poświęci wszystko, aby Rosja znów była wielka. W Rosji są tylko dwa bogate miejsca: Petersburg oraz Moskwa, ale tylko w centrum. Pozostała część Rosji żyje biednie. Do tego stopnia, że zachowują się, jakby jeszcze car nie umarł, bo do dziś modlą się do cara Mikołaja. Opowiadanie, że współczesna Rosja się ucywilizowała, to stek bzdur. Tam jest taka bieda, że długopis, którym pani pisze, dla większości mieszkańców tamtych ziem to jest cudo. Z ich perspektywy żołnierz nie musi być wygolony jak u nas. Wystarczy, żeby miał wódkę i kałacha. Tam czas naprawdę zatrzymał się w miejscu.

A jak na tym tle wypadają Ukraińcy?

To bardzo skorumpowany kraj. Tam za 500 dolarów można zdobyć prawo jazdy na wszystkie kategorie bez jeżdżenia i nawet bez siedzenia nawet przez chwilę za kierownicą samochodu. Właśnie z tego powodu nigdy nie przywoziłem do pracy w Polsce tamtejszych kierowców ciężarówek. Tam bez problemu można kupić dyplom magistra czy doktora uniwersytetu w Kijowie. To jest mentalna Rosja. Poza tym, na Ukrainie też jest straszna bieda. I obawiam się, że wielu Ukraińców może patrzeć na konflikt wojenny w taki sposób, że wreszcie wróci Mateczka Rosja i znów będzie dobrze się żyło. Nie można bowiem zapominać, że ludzie na wiele rzeczy patrzą przez pryzmat swojej porcji obiadowej. Bo jeżeli przeciętny Ukrainiec za gaz musi zapłacić tyle, ile zarabia, to z czego ma żyć? Oni mają swoje działeczki, rodziców na wsi. Stamtąd biorą pół świniaka, ziemniaki, marchewkę i potem gotują coś do jedzenia. Ubierają się w szmateksach, nie kupują sobie nic ekstra. To nie jest takie życie jak u nas, czy w innych krajach zachodniej Europy. Na Ukrainie ludzie żyją tak, jak my za okupacji, za Niemca. Istotne jest też to, że większość Ukraińców mówi po rosyjsku, a nie po ukraińsku. Język ukraiński, jako taki, dopiero niedawno wszedł do obiegu. Większość mieszkańców tych ziem mówi i myśli po rosyjsku...

Twierdzi pan, że Ukraińcy w swojej mentalności niewiele różnią się od Rosjan. Ale chyba nie do końca tak jest.

Istotne jest to, że Rosjanie nie przepadają za Ukraińcami. Głównie z tego powodu, że Ukraińcy byli wielokrotnie używani do tłumienia rozmaitych powstań, np. wielu Ukraińców było w armii w Afganistanie.

Można spodziewać się exodusu Ukraińców, którzy będą chcieli znaleźć schronienie w Polsce?

W Polsce już mamy 3-4 miliony Ukraińców. Ci ludzie znają nasz język, pracują w naszych firmach, wynajmują u nas mieszkania. Myślę, że gdy zaleje nas fala uchodźców, powinniśmy ich rozlokować w różnych miejscach. Tak, żeby nie tworzyć ukraińskich gett. Już widać, że będą do nas uciekać. Zresztą cała moja rodzina, która żyje na Ukrainie, także jest już spakowana i przygotowana, żeby w każdej chwili przyjechać do Polski. Przy okazji chcę jeszcze wspomnieć o pomocy humanitarnej. Moim zdaniem nie ma sensu dostarczać im takowej. Osobiście niosłem taką pomoc, gdy wybuchła wojna w Donbasie. Z kolegami zrzuciliśmy się i dostarczyliśmy do tego miasta podstawowe produkty, takie jak mąka czy olej. Do potrzebujących pojechał cały samochód żywności. I wie pani, co zobaczyliśmy? Z jednej strony pomoc była wyładowywana, a z drugiej strony podjeżdżały busy i to wszystko było sprzedawane. Pieniądze tylko przechodziły z ręki do ręki.

Czy, pana zdaniem, powinniśmy się bać? Czy Rosja stanowi dla nas, Polaków, zagrożenie?

Jeśli chodzi o zasoby militarne Rosji, to nie. Nie bójmy się tego, że tam jest 10 tysięcy czołgów. Ona ma ledwie tysiąc czołgów na chodzie, a pozostałe trzeba remontować. To samo jest w armii ukraińskiej. Stoją tam całe szeregi czołgów, których od upadku układu warszawskiego nikt nawet nie naoliwił. To są po prostu trupy na kołach. Widziałem to na własne oczy w Donbasie, gdy przez gąsienice czołgu przerastały 20-sto i 30-letnie brzózki. Jednak muszę tu jasno podkreślić, że, moim zdaniem, Putin nie zatrzyma się na Ukrainie. Następna będzie Łotwa, a potem Polska. Bo jeżeli Rosja wchłonie Ukrainę, to będzie sytuacja analogiczna jak ta z Czechami, które w 1938 roku anektował Hitler. Na Ukrainie jest broń, 40-milionowa ludność. W Charkowie jest potężna produkcja czołgów, która, gdy trafi w ręce Rosjan, będzie dużym potencjałem militarnym. I - o czym mało się mówi - Ukraina jest też potęgą surowcową, bo są tam bogate rudy żelaza. Dlatego Ukraińcy muszą teraz toczyć walki od wschodu i południa. A że Rosja kiedyś i w nas uderzy, to jest pewne. A lepiej we dwóch bić jednego, niż samemu.

Putin wypowiedział dość groźne słowa: „Ci, którzy będą próbowali nam przeszkodzić, spotkają się z odpowiedzią militarną, która doprowadzi do konsekwencji, z jakimi się nie spotkaliście. Jesteśmy gotowi na wszystko”. Czy pan uważa, że rzeczywiście jest gotowy na wszystko?

Mentalność rosyjska opiera się na dwóch elementach: najpierw straszyć, a potem nieść wyzwolenie. Ale warto zdawać sobie sprawę, że Rosja dzisiaj jest niewiele warta. Cały potencjał gospodarczy Rosji jest tylko trochę większy niż potencjał Polski. Owszem, ten kraj na 120 mln ludzi, ale dziś jest najsłabszy w swojej historii. Co nie zmienia oczywiście faktu, że Rosja ma broń atomową i szaleniec zawsze może jej użyć, ale to zawsze jednak broń ostateczna.

Martyna Tochwin

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.