Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Ola Czarodziejka i jej wcielenia, czyli jak okraść ludzkie serca?

Czytaj dalej
Fot. Aleks Joanna/Facebook
Joanna Labuda

Ola Czarodziejka i jej wcielenia, czyli jak okraść ludzkie serca?

Joanna Labuda

Przez lata zarabiała na udawaniu cierpiącej wojowniczki. Swoją rolę odegrała perfekcyjnie. Ludzie jej wierzyli - przecież rzekomo walczyła o życie. Co kryło się pod maską Aleks Joanny? Narcyzm, psychopatia, a może antyspołeczne zaburzenia osobowości? Według psychologów działała z premedytacją, dopóki miała na to czas.

W jej działaniu nie było przypadku. Aleksandra D. - znana jako Aleks Joanna - przez lata symulowała ciężkie choroby, wyłudzając w ten sposób pieniądze, prezenty i ludzkie współczucie. Według psychologów działała z premedytacją.

- Ciężko dostrzec tu przypadkowość i nieumyślność, wręcz przeciwnie. Aleksandra D. prowadziła kilka blogów opisujących fatalną sytuację socjalno-bytową i zdrowotną swoją lub podpisując się fałszywym imieniem i nazwiskiem. Posługiwała się sfabrykowanymi dokumentami tak długo, dopóki była wiarygodna dla różnych fundacji. Wygląda to na przemyślany plan, który realizowała, wkładając w to sporo czasu i energii

- komentuje Natalia Ligmann, psycholog z Poznania.

W prawdziwym świecie

Aleksandra D. od dwóch lat funkcjonowała pod fałszywą tożsamością jako Aleks Joanna lub Joanna Dawidowicz. Dla wielu była wojowniczką - twierdziła, że żyje z glejakiem, nowotworem mózgu. W listopadzie 2015 roku weszła w szeregi poznańskiej Drużyny Szpiku. Wolontariusze podziwiali ją i otoczyli przyjaźnią. Tym bardziej że rok 2017 miał być rzekomo jej ostatnim.

Jako osobistą porażkę oszustwo Aleks odbiera Dorota Raczkiewicz, szefowa fundacji.

- Gdy okazało się, że jest oszustką, mój świat też się rozsypał. Wydawało mi się, że takie rzeczy dzieją się tylko w filmach, że to jest niemożliwe - mówi poznańska działaczka.

Kobieta przekonała do siebie nie tylko ją, ale także rodziców podopiecznych Drużyny. Jedna z matek przyznaje, że wielokrotnie godzinami rozmawiała z nią po nocach. Aleks wiedziała, że nie śpi, bo czuwa nad chorym dzieckiem i umiała to wykorzystać.

- Nikt się tego nie spodziewał. Dziwię się, że ta kobieta nie zagubiła się w oszustwie. Kiedy rzekomo przebywała na oddziale ratunkowym, pisałam z jej matką, która dziękowała, że ich wspieram. Później okazało się, że cały czas pisałam z Aleks Joanną

- mówi poznanianka, która woli pozostać anonimowa. - Zawsze podkreślała, że niczego nie oczekuje. Nie mówiła, jestem chora - dajcie mi. Ona potrafiła sobie wszystkich owinąć wokół palca - dodaje.

29-latka od Drużyny Szpiku wyłudziła pieniądze oraz prezenty warte w sumie około 20 tys. zł. Zanim oszustwo wyszło na jaw, skłamała, że musi przejść zabieg tracheotomii (przecięcie tchawicy i wprowadzenie do dróg oddechowych rurki, dzięki której pacjent może oddychać). Drużyna zebrała pieniądze na sprzęt, który miał ułatwić jej mówienie.

Przez ostatnie dwa lata Aleksandra D. podawała się za Joannę Dawidowicz. Rzekomo chorowała na raka mózgu
Aleks Joanna/Facebook Wśród oszukanych jest K. Bujakiewicz

- Na szczęście udało się go zwrócić. Jesteśmy też w trakcie odbierania pieniędzy - przyznaje Dorota Raczkiewicz.

Na Facebooku oszustka, podając się za koleżankę z oddziału, założyła dla siebie grupę wsparcia.

„Aleks Joanna to moja kumpelka z oddziałku onko. Wczoraj miała założoną tracheotomię. Bez niej udusiłaby się” - pisała, namawiając innych, by ją wspierali. - „Ludziki może zrobimy dla niej jakąś słowną, zdjęciową, karteczkową akcję wsparcia” - apelowała.

Do grupy należało wówczas prawie 40 osób, które zaangażowały się w sprawę.

Według ekspertów największą przyjemność 29-latka czerpała właśnie z wykorzystywania emocjonalnego. O tym mogą świadczyć także jej wcześniejsze historie.

- To osoba, która bazowała na zainteresowaniu emocjonalnym, wyciąganiu od ludzi przyjaźni, uczuć. Osaczała swoje ofiary potrzebą kontaktu. To jest najbardziej spalające z perspektywy osób, które chcą pomagać chorym i zostają wykorzystane

- komentuje Agnieszka Olejnik, prezes warszawskiej Fundacji Chustka, która zdemaskowała oszustkę.

Ola Czarodziejka

Oszustwo Aleks wyszło na jaw dopiero kilka tygodni temu. Zgubiło ją sfałszowane zaświadczenie medyczne z jednego z poznańskich szpitali. Wówczas światło dzienne ujrzały kolejne fakty z jej życia. Kobieta przez lata pod swoim prawdziwym nazwiskiem, a także zmyślonymi danymi prowadziła blogi. Opisywała na nich walkę z chorobą, poczucie samotności, wyobcowania i nierozumienia. Tworzyła fikcyjnych bohaterów, głównie chore kobiety walczące o swoje zdrowie, których losy śledziło wiele osób. Te wchodziły z Aleks w interakcje. Zostawiały pełne współczucia komentarze, kibicowały, wspierały. Później bohaterki tych historii „uśmiercała”.

W 2010 roku podszywała się pod dziewczynę chorą na białaczkę i jako wolontariusz odwiedzała szpitalne oddziały. Grała na emocjach dzieci chorujących na nowotwory i ich rodziców. Wstrząsające historie matek, które miały z nią do czynienia, można przeczytać na blogu „Ola Czarodziejka”.

W Klinice Hematologii i Onkologii w Poznaniu poznała mamę chorej Martynki. Kobieta pisze, że Aleks była dla niej „iskierką nadziei” - miła, sympatyczna dziewczyna, która w dzieciństwie chorowała na białaczkę. Po kilku miesiącach od nawiązania znajomości 29-latka wysłała jej SMS z informacją o nawrocie choroby. Z Olą było rzekomo coraz gorzej - przerzuty do kolana, guz w uchu środkowym, zatokach klinowych, zaatakowany układ nerwowy.

„Kontakt był bardzo intensywny, masa SMS-ów, rozmów na GG (komunikator Gadu-Gadu - przyp. red.), rozmów telefonicznych” - pisze na blogu mama Martyny. Jak dodaje, Ola nie prosiła o pieniądze, ale wywoływała współczucie, opowiadając o kłopotach - nierefundowanych lekach na grzybicze zapalenie płuc lub zadłużeniu mieszkania. „Poprosiłam, by podała numer konta fundacji, to postaram się zrobić akcję, by te pieniądze zebrać, ale wtedy powiedziała, że nie chce tego ujawniać” - pisze kobieta.

Przez ostatnie dwa lata Aleksandra D. podawała się za Joannę Dawidowicz. Rzekomo chorowała na raka mózgu
Aleks Joanna/Facebook Aleks o rzekomej chorobie i leczeniu pisała na Facebooku i blogach

Ola marzyła o maszynie do pisania. Rodzice dzieci z oddziału zaczęli zbierać na nią pieniądze. Kiedy prezent miał trafić do rąk ciężko chorej Aleks, jej stan nagle się pogorszył. Co chwilę zmieniała klinki - była w Bydgoszczy, Gdańsku, Ciechocinku, a nawet Gołańczy, gdzie, jak się później okazało, nie ma szpitala. Kłamstwo wyszło na jaw. Kobieta korespondowała z Olą, jej mamą, przyjaciółką, a nawet pielęgniarką. Z tych numerów Ola pisała do innych matek, podając się za kolejne wymyślone osoby. Kobiety od 2011 roku ostrzegają przed jej działaniem w sieci.

Aby uwiarygodnić swoją historię, Ola w tym czasie prowadziła bloga. Czasami pisała też jako swoja matka. Informowała czytelników o jej stanie zdrowia, lekach, walce z chorobą. 17 kwietnia na 2010 roku na blogu „Dla - olki” pisała: „Ola od wczoraj przyjmuje co 12 godzin Dihydrokodeinę. czyli dość silny lek przeciw bólowi nowotworowemu. Otrzymuje go w tabletkach, na razie po 60 mg na 12 godzin. Lekarz mi powiedział, że leczenie tym lekiem zaczyna się od 60 mg/12 h do 180 mg/12 h (...) Myślałam zawsze, że białaczka nie boli, że nie cierpi się. Byłam w błędzie… Ola ma ból spowodowany wyniszczeniem organizmu poprzez leki cytostatyczne, (chemię), radioterapię i po prostu chorobę”.

Co mogło popchnąć 29-latkę do tego, by w swój teatr wciągnąć chore dzieci i ich bliskich? Według psycholog Natalii Ligmann w tym przypadku możemy mówić o prawdopodobnym zaspokajaniu potrzeby bycia zauważoną kosztem innych.

- Kobieta zdaje się być uwiedziona ilością uwagi i podziwu, jakie dostaje, udając wojowniczkę walczącą z nowotworem. Brnie więc dalej w oszukiwanie i manipulowanie uczuciami osób przejętych jej wymyśloną chorobą, nie zdradzając przy tym oznak lęku czy stresu. Trudno jednak wskazać źródła takiego zachowania bez wnikliwego przyjrzenia się historii osoby, która je przejawia

- mówi poznańska psycholog.

Rywalizacja bez serca

Kilka lat później, bo w 2015 roku Aleks wzięła udział w wielkopolskim festiwalu „Warsztat też śpiewa” organizowanym dorocznie przez Stowarzyszenie Rodzin i Osób Niepełnosprawnych „Razem”. Nie miała ani glejaka, ani białaczki. Twierdziła, że choruje na dziecięce porażenie mózgowe. Była jednym z dwunastu finalistów, których nadesłane nagrania najbardziej spodobały się komisji. 29-latka przed występem na scenie została zaproszona na specjalne trzydniowe warsztaty dla osób niepełnosprawnych. To właśnie dla nich, ludzi ciężko chorych z różnymi dysfunkcjami intelektualnymi i ruchowymi, organizowane jest wydarzenie.

Podczas festiwalu zdobyła pierwsze miejsce i wystąpiła z gwiazdą wieczoru piosenkarką Katarzyną Wilk. Wróciła za rok i znów okazała się lepsza od chorych. W nagrodę dostała profesjonalny mikrofon.

Organizatorzy festiwalu są zszokowani doniesieniami medialnymi i nie chcą komentować sprawy. Udało nam się jednak dowiedzieć, że od momentu zatrzymania Aleks nie kontaktowała się ze stowarzyszeniem. W tym środowisku pojawiła się kilka lat temu. Przyjechała z mamą. Była wówczas uczestniczką Warsztatów Terapii Zajęciowej, dzięki czemu mogła wziąć udział w festiwalu. Jej rzekoma choroba objawiała się tym, że kulała i miała przykurcz ręki.

Pomóżcie, wyrzucają mnie z domu!

W 2009 roku w sieci pojawił się dramatyczny apel o pomoc dla schorowanej dziewczyny, która mogła stracić dach nad głową. Miała wtedy 21 lat i rzekomo chorowała na dziecięce porażenie mózgowe, epilepsję, astmę, skoliozę, była też alergiczką. Mieszkała w budynku, który groził zawaleniem, dlatego burmistrz jej miasteczka (pow. wągrowiecki) znalazł dla rodziny inny lokal. Chorą dziewczyną była Aleksandra D.

Kobieta starała się wyłudzić od gminy lepsze mieszkanie. Przekonywała, że ciężko chora trafi do któregoś z lokali po opuszczonych dworcach PKP bez wody i prądu. Z jej apelu wynikało, że zamieszka w pomieszczeniu po hali produkcyjnej, gdzie znajdowała się chłodnia i garaż.

Burmistrz nie chce komentować sprawy. Potwierdza jedynie, że gmina zapewniła jej mieszkanie. Nie wiemy jednak jakie.

- W 2009 roku inspektor budowlany wydał decyzję, aby wszyscy mieszkańcy kamienicy opuścili ją w trybie natychmiastowym, bo grozi zawaleniem. Pani Aleksandra otrzymała od gminy mieszkanie komunalne

- mówi Mieczysław Durski, burmistrz.

***

Oszuści i manipulanci od dawna są pod lupą psychologów, a lekarze i terapeuci zajmujący się zdrowiem psychicznym łączą występowanie pewnych cech i zachowań z konkretnym zaburzeniem, co pozwala je klasyfikować. Czy zachowanie Aleks może wskazywać na zaburzenia psychiczne. A może to wyrachowanie?

- Zachowania tej kobiety pojawiają się w opisach przynajmniej kilku zaburzeń, m.in. w osobowości narcystycznej, zaburzeniu osobowości z pogranicza (Borderline), antyspołecznym zaburzeniu osobowości, psychopatii - wyjaśnia Natalia Ligmann. Bez rozmowy i wnikliwej obserwacji człowieka nie można dać jednak ostatecznej odpowiedzi.

Aleksandra D. usłyszała zarzuty oszustwa i posługiwania się sfałszowanymi dokumentami. Przyznała się do winy. Grozi jej za to do pięciu lat więzienia.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Współczesnej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Współczesnej
  • codzienne e-wydanie Gazety Współczesnej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Joanna Labuda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.