Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Trzeba zmienić tę naszą Hajnówkę

Czytaj dalej
Fot. Agata Sawczenko
Agata Sawczenko

Trzeba zmienić tę naszą Hajnówkę

Agata Sawczenko

Największe bolączki to małe zarobki i brak miejsc do rekreacji - przyznaje burmistrz Hajnówki. I zapowiada wielką rewitalizację miasteczka.

Hajnówka? Trudny temat! - uśmiecha się Karolina Grądziel. - Większość młodych stąd wyjeżdża. Zostają głównie starsi. I wcale się temu nie dziwię. Bo, hmm..., tak bardzo średnio się tutaj żyje - mówi oględnie.

Jednak namówiła męża i po studiach wrócili do rodzinnego miasta. Otworzyli sklep z akcesoriami dla zwierząt. Kto chce - może też przyprowadzić psa, a oni obetną mu pazurki, ostrzygą zbyt długą sierść. Stali klienci co prawda są, ale i tak różowo nie jest. Dlatego prowadzą również sklep internetowy - klientów z innych regionów Polski mają dużo więcej, niż tych z Hajnówki. A latem otwierają obok lodziarnię.

Mieszkają w Hajnówce, bo koszty prowadzenia działalności są tu dużo mniejsze niż w Białymstoku. Chociażby sam czynsz za lokal - w Białymstoku płaciliby o wiele drożej. No i ludzie... Lubią tych, którzy zostali.

Choć wiedzą, że to przede wszystkim mieszkańców miasteczka trzeba by próbować zmienić, ich mentalność.

- Tyle tu narzekania! Ja rozumiem, że ciężko, niskie zarobki, mało pracy, ale mimo wszystko niektórym turystom przecież tu się podoba. Wyjeżdżają stąd zachwyceni, choć nie ma tu przecież zbyt dużo atrakcji, ani starówki, ani rozrywki - mówi Karolina. - Dlatego większość ludzi jedynie przejeżdża przez Hajnówkę w drodze do Białowieży. Tu zatrzymują się tylko na chwilę. Trzeba coś zrobić, by coraz więcej turystów przyjeżdżało docelowo do Hajnówki.

Dodaje, że i samym mieszkańcom przydałaby się kręgielnia, kino... Jakieś fajne miejsce dla spacerowiczów.

- Tylko jest pytanie, czy ludzie naprawdę chcieliby z tego korzystać? Czy tylko narzekają, że nic nie ma, a gdyby powstało, to i tak siedzieliby w domach... - martwi się hajnowianka.

Wreszcie będzie centrum!

Burmistrz Jerzy Sirak nie ma wątpliwości: Hajnówkę da się zmienić. Przecież to i tak już jest fajne miasto, a wystarczy je trochę podrasować i będzie jak marzenie.

Oczywiście, potrzeba do tego i ciężkiej pracy, i dużo pieniędzy. Bo burmistrz doskonale wie, co trzeba by tu poprawić.

Najpierw bowiem przeanalizował z fachowcami wszystkie statystyki: liczbę mieszkańców, ich wiek, poziom bezrobocia, dowiedział się, które dzielnice przede wszystkim potrzebują pomocy. Wie, że trzeba zadbać o przedsiębiorców, postarać się, by ludzie zarabiali więcej - to może nie będą tak z tej Hajnówki uciekać.

Część ludzi pokłada w tych planach duże nadzieje, inni - w żadne zmiany nie wierzą.

Od lewej stoją: Natalia Gierasimiuk, Barbara Wasiluk,  i Ala Gryc.
Agata Sawczenko Karolina Grądziel

- O, syn jedzie niedługo za granicę - mówi pani Krystyna, która wyszła z synem Krzysztofem na ostatnie zakupy przed wyjazdem. - Gdyby miał pracę, na pewno by został. Bo jednego, czego nam tu brakuje, to porządnej pracy. Nie byle jakiej, za tysiąc trzysta. A tyle się u nas zarabia. To przecież kpina! Kto się za to utrzyma?! - denerwuje się pani Krystyna. I dodaje, że nie wierzy, że coś w tej kwestii w najbliższym czasie się zmieni. W rewitalizację miasteczka też nie wierzy: - Dla mnie to tylko głupie gadanie!

Planowana rewitalizacja dotyczyć ma m.in. remontów. Bo miasto musi się zmienić wizualnie. Może wtedy turyści nie będą omijali miejscowości.

- Hajnówka jest młodym miastem. Nie budowała się wokół rynku, tylko wokół zakładów produkcyjnych, które tu powstawały. Dlatego nie ma tu centrum, gdzie koncentrowałoby się życie mieszkańców - tłumaczy burmistrz. I dodaje, że są już propozycje, jak to centrum w Hajnówce stworzyć. Nadawałaby się do tego chociażby ulica Wierobieja. Mogłyby tam powstać restauracje, kafejki. Tak, by ludzie mieli gdzie się spotykać. Bo teraz to tylko siedzą w domach.

- Wszystkiego nam tu brakuje! Nie ma gdzie wyjść, potańczyć, wypić kawę, z dziećmi pójść na deser. Żadnej restauracji czy kawiarni. Już nie mówię o dyskotece. Ludzie więc w domu siedzą, bo co mają robić? - potwierdza Beata Smyk, która pracuje w pasmanterii, właśnie przy ul. Wierobieja. Cieszy się, że ostatnio w ramach budżetu obywatelskiego powstał w hajnowskim parku chociaż plac zabaw dla dzieci i siłownia dla dorosłych, taka na wolnym powietrzu.

A burmistrz chętnie słucha takich opinii. Bo przecież o tym, jak ma się zmieniać Hajnówka nie może decydować tylko jedna osoba. Dlatego włodarz pyta mieszkańców, co im się tu podoba, co jest nie do przyjęcia, czego najbardziej brakuje. Co i rusz w Hajnówce jest jakieś spotkanie z mieszkańcami, z biznesmenami, z przedstawicielami organizacji pozarządowych. To ważne, by każdy mógł się wypowiedzieć. Dać znać, czego mu tu tak naprawdę trzeba, co stworzyć, co zmienić, w którą warto pójść stronę, żeby żyło się lepiej, dostatniej, weselej, bardziej bezpiecznie... Później wszystkie pomysły będą zebrane i przeanalizowane - które warto wdrożyć, które nieco zmodyfikować albo kilka połączyć w jeden projekt. Trochę to czasu potrwa, ale burmistrz chce mieć wszystko przygotowane na tip-top. Z dobrymi, dobrze opracowanymi pomysłami łatwiej się starać o unijne pieniądze. A bez nich przecież ani rusz.

Potworek - Nowotworek

Barbara Wasiluk z Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Hajnówce też dostrzega, że młodzi bezpowrotnie opuszczają miasteczko: - Za kilka lat społeczeństwo całkiem nam się zestarzeje. Młodzi ludzie wyjeżdżają do szkoły do innego miasta i już nie wracają. Będzie potrzeba instytucji, które zapewnią całodobową opiekę tym starszym.

Bo jedyny ośrodek dla starszych ludzi, który funkcjonuje w okolicy, na pewno nie wystarczy. No i za pobyt trzeba tam zapłacić około 3 tysięcy złotych miesięcznie. Kogo na to stać?!

Barbara Wasiluk chce też dbać o dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, o bezdomnych... Zresztą i tak już się stara. Powołała do życia Hajnowskie Stowarzyszenie Sami Sobie. Cele ma takie, jak MOPS. Jednak stowarzyszeniu łatwiej jest starać się o pieniądze z zewnątrz. Dużo już zostało zrobione. Ale planów nadal jest całe mnóstwo.

Dlatego liczy na program rewitalizacji. Ma nadzieję, że w jego ramach uda się uruchomić ogrzewalnię dla bezdomnych. - Ja wiem, że to taka najniższa z form wspierania. Ale nie od razu Kraków zbudowano. Od czegoś trzeba zacząć.

To jednak nie koniec planów. Marzy jej się, żeby ludzie zaczęli działać. Nie mają pracy - niech zakładają na przykład spółdzielnie społeczne! Ona na pewno pomoże. I wierzy, że uda się Hajnówkę postawić na nogi. - To miasto z klimatem - nie ma wątpliwości.

Natomiast wiele wątpliwości co tego jeszcze niedawno miała Natalia Gierasimiuk, prezeska fundacji Oni to My. - Do niedawna Hajnówka była dla mnie takim nowotworkiem-potworkiem - mówi. Przeprowadziła się tu Wysokiego Litewskiego, białoruskiego miasteczka z wielowiekową tradycją. A Hajnówka? Koszmarek architektoniczny rozrastający się bez ładu i składu. Na początku bardzo nie lubiła tego miasta. - Było mi tu jakoś nieswojo. Ale to się zmienia. Hajnówka z roku na rok pięknieje! - zauważa. I przyznaje, że bardzo liczy na rewitalizację - również pod względem wizualnym. Że zostaną odnowione elewacje, zagospodarowane pustostany, wyładnieją zaniedbane miejsca.

- Wtedy to już całkiem będzie moje miasteczko - uśmiecha się Natalia. Jednak to nie wszystko, czego się spodziewa: - Brakuje mi miejsc, gdzie mogliby spędzać czas zarówno młodzi, jak i starsi.

- To supermiejsce na takie akcje - przekonuje.

- Hajnówka to najpiękniejsze miejsce nie tylko na Podlasiu, ale i w całej Polsce - uważa Ala Gryc, kierowniczka hajnowskiej biblioteki. - Jest to miasto pięknie położone, czyste, pełne gościnnych ludzi.

Oczywiście, przyznaje, że sporo tu trzeba zmienić. - Świat przecież idzie do przodu! My też musimy - tłumaczy i zawsze uczestniczy we wszystkich spotkaniach na temat rewitalizacji. A pomysłów ma mnóstwo - i na rozruszanie ludzi, i na upiększenie terenu. I przekonuje, że nie wszyscy tu narzekają. Jak wszędzie - są i niezadowoleni, i tacy, którzy cieszą się życiem. Jak na przykład Sylwia Kondratiuk. Pochodzi z Białej Podlaskiej. Do Hajnówki sprowadziła się za chłopakiem. Od razu znalazła pracę - w restauracji Stary Rynek przy ul. Wierobieja. Pracuje jako kucharka, barmanka. I podoba jej się tu, bo co ma się nie podobać, jak zakochana. Choć na efekty rewitalizacji czeka z niecierpliwością. Bo dziś jest tu tylko basen i mała galeria handlowa...

- Fajnie by było, żeby faktycznie na Wierobieja powstał taki deptak - ze sklepami, restauracjami, fontannami, ławeczkami - marzy. - W Białej taki jest. Mnóstwo tam ludzi. Fajne miejsce do spotkań. Na pewno by trochę rozruszało tę niemrawą Hajnówkę...

- Na szczęście cały czas tu się u nas coś zmienia. Coraz więcej nowych bloków, remonty. Ale takie to wszystko szare, smutne, bez życia - mówi z kolei Urszula Kiryluk. Od lat mieszka w Hajnówce. Prowadzi z mężem firmę. - W dużym mieście większy jest ruch w nocy, niż u nas w środku dnia. Mało tu młodych. Wszyscy wyjeżdżają. Ja też bym wyjechała, bo perspektyw tu nie widzę. Ale mąż lubi małe miasteczka...

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Współczesnej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Współczesnej
  • codzienne e-wydanie Gazety Współczesnej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.