Mirosław Biernacki stracił stołek, bo starosta obiecał tę posadkę komuś innemu?

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
Mieczysław Jurkowski

Mirosław Biernacki stracił stołek, bo starosta obiecał tę posadkę komuś innemu?

Mieczysław Jurkowski

Starosta sokólski Piotr Rećko spotkał się w sądzie ze zwolnionym przez siebie dyrektorem PUP Mirosławem Biernackim.

O zamiarze rozwiązania ze mną umowy o pracę dowiedziałem się 14 lipca 2016 roku. Starosta nakłaniał mnie, bym sam złożył rezygnację. Obiecał, że wówczas zostanę zastępcą dyrektora. Zapytałem czego? Wiedziałem, że nie było wakatów. Miałem już dwóch swoich zastępców. Poprosiłem o czas do namysłu - zeznawał przed białostockim sądem pracy Mirosław Biernacki, były już dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Sokółce.

Obaj panowie byli ze swoimi adwokatami. Podczas rozprawy skład sędziowski wysłuchał informacji obu stron. Najpierw zeznawał Biernacki, potem Rećko. I o ile ten pierwszy zmieścił się w swoim czasie, to starosta miał z tym duży problem. Miał tyle do powiedzenia, że sędzia prowadzący zdecydował o tym, że obaj panowie będą mogli uzupełnić swoje zeznania na kolejnej rozprawie.

Przypomnijmy, cała sprawa rozegrała się w czasie wakacji. Pozbawienie Biernackiego stanowiska dyrektora PUP poprzedziła głośna afera, o której szeroko rozpisywaliśmy się w sierpniu. Wtedy to światło dzienne ujrzał list, który napisał Biernacki do przewodniczącego rady powiatu, w którym zarzucił staroście szereg nieprawidłowości, m.in.: świadome podpisywanie umów z naruszeniem prawa czy rozdysponowanie na własne potrzeby znacznych pieniędzy z Krajowego Funduszu Szkoleniowego, na czym miały stracić lokalne firmy. I to właśnie ta ostatnia sprawa poróżniła panów na tyle, że skończyło się zwolnieniem Biernackiego.


- Pod koniec pierwszego kwartału 2016 roku otrzymaliśmy środki na szkolenia dedykowane dla pracodawców w kwocie 284 tys. zł. Starosta chciał dla siebie zarezerwować 100 tys. zł. Powiedziałem, że to jest praktycznie niemożliwe - zeznawał Biernacki. - Starostwo złożyło jednak wniosek na 96 tys. zł. Dlatego część wniosków musieliśmy odrzucić.

- Wniosek musiał być uwzględniony, przy naborze decydowała kolejność ich składania. Kto pierwszy, ten lepszy i to było jedyne kryterium - starosta Rećko nie widzi żadnego problemu. - Od szesnastu lat nie było żadnych szkoleń w starostwie. Teraz były one skierowane do całej kadry urzędu, w sumie jakieś 120 osób.

Jak przekonywał starosta, miał on wówczas pełne zaufanie do Mirosława Biernackiego.

- Kilkakrotnie pytałem go w jaki sposób mamy wykorzystywać te środki. Zachęcał mnie do szkoleń wyjazdowych, gdyż pracownicy inaczej chłoną wiedzę po oderwaniu od stałego miejsca pracy. Budziło moją wątpliwość, czy możemy korzystać ze środków KFS na wyżywienie, pobyt i dojazdy. Na dzień podpisania porozumienia nie zawierało ono zapisu, że nie mogę w ten sposób z nich korzystać. Dopiero później taki zapis się pojawił - przekonywał Piotr Rećko.

- Wiedziałem od razu w marcu, że to niezgodne z regulaminem. Umowę jednak podpisałem 8 kwietnia i wiedziałem, że będę musiał pokryć część kosztów wkładem własnym - zeznawał Rećko.

Na pytanie sądu, dlaczego podpisał taką umowę odparł, że chciał, aby jego pracownicy mieli szkolenia.

Biernacki zeznawał, że problemy ze starostwem zaczęły się po trzeciej fakturze za szkolenia, która przyszła w czerwcu. Dopatrzył się wydatków niezgodnych z podpisaną umową i ostatecznie jej nie rozliczył. Wtedy pojawiły się pretensje związane z rozliczaniem kosztów przejazdu, zakwaterowania i wyżywienia.

- Nie mogłem już zmienić zawartego porozumienia - podkreślał Biernacki.

Jak mówi, od tego czasu miał już utrudniony kontakt ze starostą. W tym momencie zaczęły się problemy na linii starostwo - PUP.

- 15 lipca 2016 odbyłem ostatnią naradę z kadrą kierowniczą. Byli zdziwieni propozycją starosty. Wszyscy uważali, że nie powinienem składać rezygnacji. To był piątek, po południu udałem się do lekarza i otrzymałem zwolnienie lekarskie. W poniedziałek 18 lipca spotkaliśmy się ze starostą o godz. 8. Poinformowałem go, że nie złożę jednak rezygnacji ze stanowiska. Otrzymałem propozycję objęcia stanowiska zastępcy dyrektora filii PUP w Dąbrowie Białostockiej. Poinformowałem starostę, że jestem na zwolnieniu lekarskim - opowiadał przebieg wydarzeń Mirosław Biernacki.

Do pracy już nie wrócił, przebywał na kolejnych zwolnieniach. Wypowiedzenie umowy o pracę dyscyplinarnie otrzymał korespondencyjnie 22 sierpnia. Jak się okazało podczas przesłuchania w sądzie, Biernacki miał napisać dwa listy do rady powiatu. Pierwszy list jest powszechnie znany, drugi zaś odnoszący się do odpowiedzi starosty z sesji, gdzieś zaginął.

Ciekawostką jest też to, że jak zeznał Biernacki jego stanowisko starosta miał obiecać Małgorzacie Ejsmont. Miał mu to powiedzieć w trakcie rozmowy.

Mieczysław Jurkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

cyfrowa zniżka -50%

Trwa Festiwal Cyfrowych Zniżek!

55,00 110,00

Do 10 października skorzystaj z aż 50% zniżki na kwartalny dostęp do treści cyfrowych, archiwalnych i aktualnych wydań gazety w wersji PDF.

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.