Nawet w ubiegłym roku o tej porze na polach nie było aż tak sucho. Rolnicy chcą ogłoszenia stanu klęski żywiołowej

Czytaj dalej
Fot. w. Wojtkielewicz
Barbara Kociakowska

Nawet w ubiegłym roku o tej porze na polach nie było aż tak sucho. Rolnicy chcą ogłoszenia stanu klęski żywiołowej

Barbara Kociakowska

Zboża jare, które zaczęły wschodzić, już żółkną, trawy są bardzo słabe, nie można jeszcze wypasać bydła. A deszczu ciągle nie widać - mówią podlascy rolnicy, który obawiają się powtórki z ubiegłego roku. Dodają, że w ubiegłym roku pod koniec kwietnia aż tak sucho nie było.

Jak mówi Paweł Rogucki, rolnik ze wsi Rostołty w gm. Juchnowiec Kościelny, zboża już zaczynają żółknąć, trawa też wygląda źle.

- Susza w tym roku, to byłoby prawdziwe piekło dla rolników - mówi gospodarz z Rostołt. - My jeszcze się nie podnieśliśmy po ubiegłorocznej suszy. Ta pomoc, którą otrzymaliśmy - 200 zł/ha - wystarcza raptem na zakup 100 kg nawozów.

Rogucki dodaje, że brakuje mu paszy dla bydła i nie ma za co jej kupić. A nie może zmniejszyć stada, bo ma zobowiązania wobec Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (korzystał z programu Restrukturyzacja Małych Gospodarstw i jednym z warunków jest utrzymywanie produkcji na określonym poziomie).

Tymczasem, jak mówi rolnik, bela siana kosztuje 100 zł, słomy tyle samo.

Trzeba czekać na raport

- Rolnicy zgłaszają , że na polach jest sucho - mówi Marek Siniło, wiceprezes Podlaskiej Izby Rolniczej. - Zboża jare już kiełkują, ale przy braku wilgoci, może to skutkować obniżeniem plonu. Ten deszcz, który spadł w święta był symboliczny, nie pomógł roślinom.

Czytaj też: Rolnik już nie wybuduje ogromnej chlewni w centrum wsi. Jest projekt tzw. ustawy odorowej

I dodaje, że póki susza nie zostanie potwierdzona przez Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach, nic się nie da zrobić (potwierdzenie suszy przez IUNiG daje możliwość powoływania komisji i szacowania strat). Problem w tym, że pierwszy raport instytutu w Puławach ma ukazać się dopiero 21 maja.

- O tej porze zawsze już wypasałem bydło na pastwisku - mówi Mariusz Pieńczykowski ze wsi Bukowo w gm. Rajgród. - Teraz trwa jest mała, wystarczyłoby jej może na jeden dzień. Widać, że ziemia jest popękana.

Gospodarz z Bukowa podkreśla, że gdyby chociaż przez jeden dzień popadał deszcz, może jeszcze dałoby się uratować sytuację.

- Rolnicy teraz szykują ziemię pod siew kukurydzy, ale gleba w ogóle nie wilgoci, jest sam piach - podkreśla Pieńczykowski.

Dodaje, że on zasiał kukurydzę 2 tygodnie temu.

Chcą ogłoszenia stanu klęski żywiołowej

Marcin Bustowski, lider Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni” wystąpił do ministra rolnictwa o ogłoszenie stanu klęski żywiołowej z powodu suszy i wiosennych przymrozków.
Co na to minister Jan Krzysztof Ardanowski? Ocenia, że sytuacja jest trudna, ale może się jeszcze radykalnie zmienić.

- Z podobną sytuacją mamy praktycznie do czynienia od lat - podkreśla szef resortu rolnictwa. - Pomimo tego kwiecień nie jest jeszcze miesiącem kryzysowym dla roślin. Problemem będzie jednak maj, o ile nie będzie opadów.

Dodał, że decydujące będą najbliższe tygodnie i to zarówno w odniesieniu do wzrostu zbóż jarych, jak i ozimych oraz rzepaku, który wcześniej niż zwykle rozpoczął kwitnienie. Minister obawia się, że może się powtórzyć sytuacja z roku ubiegłego. Zapewnia, że wtedy rolnicy na pewno nie pozostaną bez pomocy.

- W ubiegłym roku udzieliliśmy rekordowej pomocy, ale jeżeli zajdzie taka konieczność, to w tym roku też to zrobimy – podkreślił szef resortu rolnictwa zwracając przy tym uwagę, że wszystkie procedury są znane i nie będzie tu żadnych zmian.

Lider Związku Zawodowego Rolników Rzeczpospolitej „Solidarni” tłumaczy, że ogłoszenie klęski żywiołowej uchroniłoby rolników przed karami wobec niedotrzymania warunków kontraktacji płodów rolnych. Obecnie właśnie rolnicy są ofiarami takich procederów ze strony firm skupujących.

Poza tym brak ogłoszenia stanu klęski żywiołowej w 2018 r., skutkuje obecnie wypowiadaniem przez banki umów kredytowych oraz rozwiązywaniem umów leasingowych, w wyniku czego rolnicy tracą swoje narzędzia pracy. Skutkiem ubocznym przewłaszczania sprzętu rolnego jest też konieczność spłaty dotacji, które rolnicy otrzymali na doposażenie gospodarstw w nowy sprzęt i urządzenia rolnicze.

Barbara Kociakowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.