Nerwowa miłość dziecka do matki

Czytaj dalej
Fot. sxc.hu
Marcin Florkowski

Nerwowa miłość dziecka do matki

Marcin Florkowski

Chyba każdy z nas miał kiedyś styczność z płaczliwym dzieckiem, które nie chce rozstać się z mamą, boi się nowych sytuacji itp. Niestety, te dzieci prawdopodobnie będą miały później kłopoty w miłości.

Sasza chodził do przedszkola, ale przez wiele miesięcy nie przyzwyczaił się do rozstań z mamą - zawsze przy tym płakał, wręcz wpadał w histerię, nikt nie umiał go uspokoić, nawet mama. „Lęk zaczynał się już w niedzielę, bo wiadomo, że jutro przedszkole”. Podobnie było przy rozstaniach na wizycie u lekarza, a nawet w sali zabaw. Sasza najchętniej trzymałby się mamy kurczowo i bez przerwy. Gdy poszedł do szkoły, pojawiły się inne kłopoty - skargi, że chłopiec swoim zachowaniem zwraca na siebie mnóstwo uwagi, że pajacuje, nie słucha poleceń nauczycieli, tak jakby ich ignorował. Sasza nie miał też kolegów ze względu na swój dziwaczny sposób bycia. „Podobnie jest jak pójdziemy do znajomych: robi głupie miny, coś bez przerwy pepla - najczęściej dziwacznie, wymaga, aby ciągle się na nim skupiać, ale jeśli zada mu się jakieś pytanie bezpośrednio, to udaje, że nie słyszy.”

Nerwy i ambiwalencja

Jedna piąta dzieci reaguje na rozstania podobnie jak Sasza. Psycholodzy nazywają to nerwowo-ambiwalentnym stylem przywiązania, a jego istotą jest poszukiwanie kontaktu i lęk przed bezpośrednią bliskością. Tak jakby dziecko jednocześnie i pragnęło przytulenia, i go unikało.

Na szczęście większość dzieci - prawie dwie trzecie - tworzy zdrowszy rodzaj przywiązania, który psycholodzy nazywają stylem bezpiecznym. Te maluchy wiedzą, że mama jest „dostępna”, że w razie potrzeby można do niej uciec, a ona wtedy przytuli, pocieszy, nie odrzuci. Można więc jej ufać, bo jej zachowania są przewidywalne. Dlatego dziecko czuje się bezpieczne, a dzięki temu nie lęka się rozstań lub łatwiej sobie z nimi radzi.

Dla kontrastu dzieci o nerwowo-ambiwalentnym stylu przywiązania mają inne doświadczenia - ich mamy nie są zawsze chętne do kontaktu i zachowują się zmiennie - czasem są przyjazne, a czasem odrzucające, lub zirytowane, że dzieci szukają bliskości (tak się dzieje na przykład jeśli rodzic choruje na depresję). Bywa i tak, że rodzic jest obecny fizycznie, ale relacja z nim jest tylko pozorna - np. ciągle jest zajęty, nudzi się z dzieckiem i wewnętrznie wycofuje: „Mamo słuchasz mnie?” „Co?”

Dorosłe życie

Niestety, typ kontaktu z mamą, utrwalony w dzieciństwie, odezwie się w okresie dojrzewania i w dorosłym życiu. Jako nastolatki te dzieci będą charakteryzować się mniejszymi umiejętnościami społecznymi, będą mieć mniej znajomych, będą czuć się niepewnie w towarzystwie i mieć skłonność do izolowania się.

Zaś gdy robi się badania podłużne (czyli określa osobowość dzieci i potem porównuje z osobowością dorosłych, którymi się stali), odkrywamy, że ponad dwie trzecie ludzi (dokładnie 70 proc.) w swoich dorosłych związkach miłosnych odtwarza taki sam styl więzi, jaki dominował w ich dzieciństwie! Robimy to bezwiednie, nawet nie zdając sobie sprawy, że powtarzamy przeszłość.

W związkach miłosnych osób o nerwowo-ambiwalentnym stylu przywiązania dominuje zazdrość i przekonanie, że partnerowi nie można ufać (tak jak nie można było dawniej w pełni ufać rodzicowi). Zaś gdzieś w głębi duszy tli się też pewność, że nie zasługuje się na miłość.

Te osoby często mówią, że mają wrażenie jakby inni trzymali się w stosunku do nich na dystans, sami zaś mają skłonność do popadania w skrajności - od pragnienia całkowitego zlania się z partnerem aż do lęku przed zależnością i ucieczki przed bliskością.

Niepokojące jest również to, że gdy te osoby mają już swoje dzieci, to „zarażają” je swoim stylem przywiązania i taki przekaz utrzymywać się może przez wiele pokoleń.

Lekarstwo

Oczywiście najlepiej byłoby, gdybyśmy wszyscy zaznali bezpiecznego przywiązania do rodziców - mielibyśmy mniej kłopotów w okresie pokwitania, mniej cierpień w dorosłych związkach miłosnych, a także mniej kłopotów wychowawczych z własnymi dziećmi.

Dlatego psychologowie wymyślają różne zabiegi terapeutyczne, które przełożą się na bezpieczny styl przywiązania. Badania nad tym, co decyduje o bezpiecznym przywiązaniu pokazały, że kluczowa jest tu rodzicielska umiejętność odpowiadania na sygnały, jakie daje maluszek. Nie oznacza to tylko dobrej pielęgnacji, czy „po prostu miłości”, ale umiejętności reagowania na to, co dziecko komunikuje swoimi zachowaniami. Na przykład uśmiechania się, gdy ono się uśmiecha, brania na ręce, gdy dziecko chce być podniesione, mówienia, gdy ono artykułuje dźwięki, dotykania, gdy dziecko pragnie dotyku, rozpoznawania czy jego płacz oznacza złość, niewygodę, głód, ból, tęsknotę itp.

Gdy młode matki poddano krótkiemu treningowi psychologicznemu, na którym uczyły się rozpoznawać sygnały dawane w zachowaniu dziecka i adekwatnego odpowiadania na te sygnały (terapia trwała kilka jednogodzinnych sesji), to, w porównaniu z grupą kontrolną, znacznie częściej wychowywały dzieci o bezpiecznym stylu przywiązania. Trening czyni mistrza.

Marcin Florkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.