Nie planuję przyłączać Podlasia do Białorusi

Czytaj dalej
Fot. A. Awruk
Andrzej Zdanowicz

Nie planuję przyłączać Podlasia do Białorusi

Andrzej Zdanowicz

Tomasz Sulima z Bielska Podlaskiego to jeden z najbardziej znanych przedstawicieli młodego pokolenia mniejszości białoruskiej w Polsce. I najbardziej kontrowersyjny. Dlaczego? Bo już nie chce milczeć jak ojcowie i dziadkowie... Stał się nawet bohaterem kilku książek.

Białoruski nacjonalista, szowinista, wysłannik Putina i Łukaszenki, zdrajca Polski, prawosławny fundamentalista, komunista - to tylko niektóre określenia z wielu, jakie Tomasz Sulima regularnie o sobie słyszy i czyta.

- Niektórzy zarzucali mi nawet, że chcę odłączyć Podlasie od Polski i uczynić z niego autonomię lub przyłączyć je do Białorusi - mówi ze śmiechem. Bywało i śmieszno, i straszno. Na przykład wtedy, gdy na prowadzone przez Sulimę spotkania przychodzili narodowcy z okrzykami „Polska dla Polaków“. I dawali mu wyraźnie do zrozumienia, że go za Polaka nie uważają i powinien czym prędzej wyprowadzić się na Białoruś. Swego czasu otrzymywał nawet anonimowe telefony i sms-y z pogróżkami, wielokrotnie atakowano go też na portalach społecznościowych. I oczywiście, bywało, że się bał. Parokrotnie zmieniał nawet numer telefonu, blokował połączenia na niektóre numery...

Jednak nigdy nie zamierzał opuścić Polski. Zresztą nawet nie miałby gdzie jechać. Bo przecież tu, od dziada pradziada, jest jego dom.

Ja Białorusin, ale stąd

Tomek Sulima urodził się 33 lata temu w Bielsku Podlaskim, choć jego ród wywodzi się z gminy Orla. Historia jego rodziny odzwierciedla losy podlaskich Białorusinów.

Przodkowie Tomka, tak jak i większość ludności prawosławnej z tych stron, nie mówili po polsku. W sierpniu 1915 roku - w obawie przed nadchodzącym frontem niemieckim - udali się na bieżeństwo, kilkuletnią tułaczkę w głąb carskiej Rosji. Niektórzy nigdy z tej wędrówki nie wrócili. Sulimowie tak, mimo że nie bardzo mieli do czego.

Pradziadek Tomka był żołnierzem i walczył - po stronie białych - z bolszewikami. W historii rodziny Sulimów zapisał się też krwawy rajd oddziału Romualda Rajsa „Burego”, który spalił kilka prawosławnych wsi, mordując po drodze mieszkańców, w tym kobiety i dzieci. To właśnie z Orli i okolic pochodzili wozacy, rozstrzelani przez żołnierzy „Burego”. Dziadkowie Tomka uniknęli tego losu, ale spotkał on ich bliskich, znajomych, sąsiadów.

- Zostałem wychowany w duchu przywiązania do Małej Ojczyzny. Interesuje mnie różnorodność - podkreśla Tomek. - W moim domu zawsze kultywowało się białoruskie tradycje, mówiło się gwarą. Fakt, nie wszystkie dialekty występujące na Podlasiu i Zachodnim Polesiu brzmią po białorusku, ale na tym właśnie polega językowe bogactwo. Tak od wieków mówili miejscowi Białorusini.

W jego domu, tak jak w wielu innych miejscowych prawosławnych rodzinach, o historii i poczuciu odrębności mówiło się tylko w zaciszu mieszkania, nie nagłaśniało się tego. - Bo kiedyś bycie Białorusinem w Polsce wiązało się z pewnym stygmatem społecznym - wyjaśnia.

Tomek oczywiście poszedł do podstawówki, gdzie uczono języka białoruskiego, a później do liceum z białoruskim językiem nauczania w Bielsku Podlaskim. I nie przypadkiem zaraz po maturze zaczął studiować antropologię kultury i etnografię na Uniwersytecie Warszawskim.

Dzięki studiom i współpracy z Muzeum Małej Ojczyzny Darka Fionika dziś o swojej tożsamości może mówić podpierając się wiedzą naukową.

Poza tym, jest radnym miejskim w Bielsku Podlaskim, a ostatnio sprawdzał się jako kierownik produkcji w filmie „Wnyki” (był zresztą jednym z jego pomysłodawców).

Sulima od zawsze angażował się w promowanie białoruskiej kultury. Można go spotkać na różnego rodzaju festiwalach, śpiewającego z gitarą białoruskie pieśni. Często gra też na dudach. Bierze udział w rekonstrukcjach białoruskich obrzędów ludowych, organizowanych przez Muzeum Małej Ojczyzny w Studziwodach. Razem z Fionikiem zbiera informacje o tradycjach i pieśniach typowych dla białoruskich wsi. Poza tym, co jakiś czas organizuje warsztaty dla dzieci i młodzieży. W tym roku po raz kolejny - razem z dzieciakami i młodzieżą - kolęduje po okolicznych wsiach, w których większość stanowią prawosławni. I jak zwykle przebiera się za niedźwiedzia, przypominając o tym dawnym noworocznym zwyczaju.

Na co dzień Tomek Sulima nie wygląda groźnie. To młody, wysoki mężczyzna o dość szczupłej posturze i długich, zawsze spiętych w oryginalny kok włosach. Pracuje w redakcji polsko-białoruskiego pisma o tematyce regionalnej „Czasopis” i jest miejskim radnym w Bielsku Podlaskim. Nierzadko gościł w różnych ogólnopolskich telewizjach, gdzie opowiadał o mniejszości białoruskiej w Polsce. Stał się też bohaterem kilku książek, m.in. opisującej ruchy nacjonalistyczne w woj. podlaskim „Biała Siła, Czarna Pamięć” Marcina Kąckiego i osadzonego w hajnowskich realiach kryminału „Okularnik” Katarzyny Bondy. Wielokrotnie też sam pisał i udzielał wywiadów o zbrodniach oddziału Romualda Rajsa „Burego“, popełnionych w 1946 r. na prawosławnych mieszkańcach podlaskich wsi. Tych zbrodniach, o których przez około pół wieku milczały całe pokolenia podlaskich Białorusinów. Bali się o nich mówić zarówno ci, którzy cudem uciekli spod luf karabinów, jak i bliscy oraz potomkowie ofiar. A Tomek mówi. Mówi i pisze. I być może dlatego jest postrzegany jako białoruski narodowiec. Polscy narodowcy otwarcie zarzucają mu antypolskość.

Nie jestem przeciw Polsce

- Jestem Białorusinem, ale to nie znaczy, że mam coś przeciw Polsce - wyjaśnia Sulima. - Polska to najpiękniejszy kraj, jaki znam. Mam wrażenie, że często bywam źle rozumiany, a moje słowa są błędnie odbierane - jako wrogie czy antypolskie. A wcale tak nie jest! Ktoś mi kiedyś zarzucił brak lojalności wobec Polski, bo nie chciałem odpowiedzieć na pytanie, po której stronie bym stanął, gdyby wybuchła wojna polsko-białoruska. A ja po prostu patrzę na to z innej perspektywy. Wojna taka byłaby wojną bratobójczą. Stając po polskiej stronie zabijałbym osoby, które, jak ja, są Białorusinami i chodzą do cerkwi. Ale nie chciałbym też opowiadać się po białoruskiej stronie i walczyć z tymi, wśród których się urodziłem, mieszkam i chcę mieszkać.

Dla Sulimy tożsamość narodowa to coś więcej niż miejsce urodzenia i obywatelstwo. - Fakt, że urodziłem się w Polsce jest wynikiem jedynie tego, że po II wojnie światowej Stalin tak a nie inaczej narysował granicę -wyjaśnia. - Moi dziadkowie nagle znaleźli się po polskiej stronie granicy. A przecież kulturowo w niewielkim stopniu różnili się od współczesnych im mieszkańców okolic Brześcia czy innych rejonów Białorusi. Przed wojną zamieszkiwali ten sam region, to same województwo, a po wojnie tak ustalono granicę, że podzieliła ona Białoruś i jej naród. Ale nie znaczy to, że chcę przyłączenia Podlasia do Białorusi, czy jego autonomii.

W 2011 roku Tomasz Sulima stworzył funpage na popularnym portalu społecznościowym o nazwie „Ruch Autonomii Podlasia”. I wtedy zaczął się medialnych szum. Rozbrzmiały głosy, że chce on odłączyć nasz region od reszty kraju.

- A ja niczego takiego nie chciałem osiągnąć - tłumaczy. -Ta strona była formą mojego protestu po tym, jak białostocka prokuratura uznała swastykę za symbol szczęścia. Uznałem, że skoro tak możemy interpretować symbol faszyzmu, a ja się z tym nie zgadzam, to żądam własnego prawa (gr. auto nomos). To była swego czasu intelektualna prowokacja. Ale, co ciekawe, zgłaszało się do mnie bardzo wiele osób, które uznały taką autonomię za dobry pomysł i były rozczarowane tym, że to tylko protestacyjny happening. Chociaż oczywiście słów krytyki też nie brakowało i trochę mi się za ten pomysł dostało - śmieje się Tomek.

Jego strona nie jest aktywna, a Sulima podkreśla, że nie nosi w sercu żadnych separatystycznych zamiarów. Wręcz przeciwnie, jako Białorusin w Polsce czuje się bardzo dobrze.

- Bo wydaje się, że mniejszości narodowe mają tu lepiej, niż np. na Litwie - zaznacza. - U nas, w Polsce, mamy dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości, a Litwini każą Polakom zapisywać nazwiska po litewsku.

Ale jest i wiele rzeczy, które Tomka niepokoją: - W Polsce pokutuje model patriotyzmu wytworzony za sanacji i później, w czasach Bieruta, promowany przez władzę komunistyczną i prawicową część polskiego podziemia. W modelu tym Polska jest państwem jednorodnym narodowo, wyznaniowo i etnicznie - wyjaśnia. - Wielu Polaków do dziś nie uświadamia sobie, że w naszym kraju żyją mniejszości narodowe i religijne. A kiedy ktoś wstaje i głośno mówi: jestem Białorusinem, prawosławnym, wiele osób odbiera to z wrogością.

Zresztą, całkiem niedawno w Hajnówce znowu roznoszono ulotki gloryfikujące „Burego” i szkalujące mniejszość białoruską. Sulima nie raz był świadkiem przepychanek między prawosławnymi mieszkańcami naszego regionu a tymi , którzy uważają, iż prawdziwym Polakiem może być tylko katolik. - I wtedy zawsze wyciągane są wzajemne żale i krzywdy, jakich doznały rodziny różnych wyznań - mówi. - Prawosławni wypominają katolikom zbrodnie Burego, a Polacy Białorusinom, że bez oporu przyjmowali władzę komunistyczną, że wstępowali do jej struktur, także tych zajmujących się represjami.

Jak wyjaśnia Sulima, ta uległość Białorusinów wobec tworzącej się PRL jest efektem pewnej mentalności białoruskiego narodu. - Białorusini to naród pogranicza - tłumaczy. - Przez wieki był pod panowaniem różnych państw i władców. Białorusini, podobnie jak Żydzi, nauczyli się dostosowywać się do każdej z takich zmian. To wyrobiło charakterystyczną mentalność, którą chyba najtrafniej określa powiedzenie „tiszej jediesz - dalsze budiesz” (ciszej jedziesz - dalej dotrzesz” - tłum. autor). Tak było i po II wojnie światowej. Białorusini mieszkali wówczas w biednych wsiach. Od powrotu z bieżeństwa po I wojnie światowej nie zdążyli nawet odbudować swoich gospodarstw, a nowa władza dała im możliwość awansu społecznego. Zamiast jedynie obrabiać nieurodzajną ziemię, mogli się kształcić i pracować w mieście. Nic dziwnego, że z tego korzystali, nawet jeśli wiązało się to z uczestnictwem w aparacie represji i strukturach komunistycznych. Ale były to decyzje indywidualne, a nie narodowy ruch. Zresztą ci, którzy angażowali się w działalność komunistyczną, często z równym zaangażowaniem zwalczali przeciwników nowej władzy, jak i... samą białoruskość, choćby zamykając białoruskie szkoły. Na naszych terenach zamknęli ich prawie setkę, zostało tylko kilka. Po prostu wykonywali rozkazy.

Białoruską niechęć do wychylania się poza szereg widać choćby po tym, że przez blisko 50 lat praktycznie nie mówiło się głośno o zbrodniach Burego i brutalnym zamordowaniu prawosławnych mieszkańców podlaskich wsi, w tym wielu kobiet i dzieci. Nawet dziś Sulima jest jednym z nielicznych, którzy chcą oficjalnie mówić o tych zdarzeniach.

- Należę do trzeciego pokolenia potomków ofiar, które wreszcie przestało się bać - wyznaje. - Mówienie o tych krzywdach jest pewną formą zadośćuczynienia dla wcześniejszych pokoleń.

Jednak takich jak Sulima, którzy głośno mówią o swej tożsamości i historii narodu jest niewielu. Znaczna część jego pokolenia zapomina o swym białoruskim pochodzeniu.

Nas jest coraz mniej

Tomek ubolewa, że mniejszość białoruska pomału w Polsce zanika.

- Zjawisko asymilacji miejscowych Białorusinów z Polakami jest praktycznie nie do zatrzymania - kwituje. - Lata stygmatyzacji Białorusinów zrobiły swoje.

I przyznaje, że nawet w Bielsku na ulicach coraz rzadziej słychać lokalną gwarę. Kultywowana jest ona jeszcze na wsiach, wokół Bielska i Hajnówki, ale i tam pomału zanika, bo używają jej jedynie starsi mieszkańcy. Młodzi już w większości wyjechali do dużych miasta. Procesy te widać choćby w statystykach. W spisie powszechnym z 2002 roku jako Białorusini deklarowało się prawie 46,5 tys. mieszkańców województwa podlaskiego, a w 2011 roku - już tylko 38,3 tys.

Ale - i tu ciekawostka - dziś większość polskich Białorusinów mieszka już w miastach, a nie - jakby się mogło wydawać - na wsiach.

- Szkoda tylko, że większość młodych osób nie zna swoich korzeni - ubolewa Sulima. - Zostali nauczeni polskości przez stygmatyzowanych rodziców i dziadków. Bo tak jest łatwiej... Określenie swojej odrębnej narodowości wymaga głębokiej, wewnętrznej analizy, a to proste nie jest. Ja zaś, znając historię swojej rodziny i naszego regionu, nie mogę określić się inaczej niż Białorusin. Nawet jeżeli niektórzy na to krzywo patrzą.

Andrzej Zdanowicz

Dziennikarz Polska Press w Bielsku Podlaskim

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.