O metodach, które wprowadziliśmy, nasi nauczyciele mogli zaledwie śnić

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
Julia Szypulska

O metodach, które wprowadziliśmy, nasi nauczyciele mogli zaledwie śnić

Julia Szypulska

Rozmowa z prof. Wojciechem Dębkiem, kierownikiem Kliniki Chirurgii Dziecięcej Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego.

Jutro odbędzie się konferencja z okazji 60-lecia chirurgii dziecięcej w Białymstoku. Jakie były początki tej specjalizacji w mieście?

Oczywiście czasów sprzed 60 lat nie pamiętam, ale można powiedzieć, że miałem osobisty wkład w tę dziedzinę, ponieważ jako niemowlę byłem operowany. Zabieg przeprowadził specjalista chirurgii ogólnej, doc. Adam Dowgird, bardzo znana postać w Białymstoku. On mi niewątpliwie uratował życie.

Dziś już nie mogłoby się to zdarzyć.

Żyjemy w zupełnie innych czasach. Teraz nie dążymy do tego, by chirurg ogólny operował dzieci, tak samo jak nie chcemy, aby laryngolog leczył oko. Pewna specjalizacja jest nieodzowna. Wiąże się to z ogromnym rozwojem wiedzy. Skąd to 60-lecie? Przyjęliśmy, że momentem powstania chirurgii dziecięcej w Białymstoku jest pojawienie się specjalisty. To była dr Zofia Umiastowska, którą bardzo dobrze pamiętam jako pacjent. Wcześniej dzieci też były operowane, ale „przy okazji” dorosłych. Już od 1947 r. w szpitalu św. Rocha, gdzie teraz mieści się szpital wojewódzki, wydzielono sale dla dzieci. Tuż po wojnie za chirurgię dziecięcą odpowiadał dr Józef Hamerla.

Pamiętam go jeszcze z czasów, gdy sam zacząłem pracę. Gdy zjawiła się dr Umiastowska, dr Hamerla przestał zajmować się chirurgią dziecięcą. Ona była pierwszym specjalistą w tej dziedzinie we wschodniej części Polski. Pracowała już w pawilonie przy ul. Wołodyjowskiego, do którego z czasem dobudowano piętro. Część jej asystentów nadal żyje i będzie na naszym spotkaniu. Z czasem chirurgia zaczęła się dzielić i powstała ortopedia dziecięca. Ta ostatnia była związana z przybyciem do Białegostoku na początku lat 60. dr. Kazimierza Molskiego, który był świetnym ortopedą. Dodatkowo miał za sobą liczne szkolenia, dzięki czemu mógł leczyć powikłania po chorobie Heinego-Medina, co było w tamtych czasach poważnym problemem.

Dziś już chyba nie występuje, bo szczepienia zadziałały.

Tak, ale pamiętam, że wielu moich starszych i młodszych znajomych cierpiało na tę chorobę.

Zmieniały się czasy - ludzie się starzeli, starzały się budynki, metody chirurgiczne. Zaistniała potrzeba utworzenia kliniki chirurgii dziecięcej i zaczęły się poszukiwania samodzielnego pracownika naukowego - doc. Umiastowska zadeklarowała, że chce odejść. Znalezienie go nie było łatwe, choć przyjeżdżało tu wiele znakomitości. Wszyscy jednak widzieli, że Białystok to żadna metropolia. Ostatecznie zdecydował się dr Aleksander Wagner, który wykształcił się w najlepszej klinice kardiochirurgii dziecięcej w Warszawie (powstała w 1936 r). Miał duże ambicje, dużo energii i wszystko rzeczywiście ruszyło. Było to w 1977 r. Pracował tu przez 13 lat. Jego zasługi dla Białegostoku i tutejszej chirurgii dziecięcej są olbrzymie. Rozpoczął prawdziwą - i nowoczesną jak na owe czasy - dydaktykę.

Wprowadził nowe metody operacyjne, nowoczesne metody opieki nad pacjentem przed i po operacji. Zaczął uprawiać medycynę eksperymentalną. Pozarażał swoją pasją nas, asystentów. Czasy były trudne, bo potem był stan wojenny i lata 80. Mimo to, możliwe były nasze kontakty ze światem naukowym. Dzięki prof. Wagnerowi mogliśmy wyjeżdżać do wielu miejsc na świecie, do wielu ośrodków. Patronował temu prof. Zygmunt Kaliciński, który był dobrym duchem polskiej chirurgii dziecięcej. Wysłał w świat kilkuset chirurgów, ale nie tylko, bo i neonatologów czy pediatrów, dzięki czemu polska medycyna dziecięca mogła się rozwijać i rozwija do tej pory. Wagner wykształcił dobrą kadrę, zaczęły się doktoraty. Odszedł do Warszawy w 1990 r.

Przez kolejnych 10 lat kierownikiem kliniki była dr Halina Skobudzińska-Jaźwińska, która będzie na naszym spotkaniu. W 2000 r. naszą klinikę, która funkcjonowała przy ul. Wołodyjowskiego na bazie szpitala wojewódzkiego, przeniesiono do Dziecięcego Szpitala Klinicznego. Mnie przypadła rola kierowania kliniką. Trwało to około 10 miesięcy. Był to czas, kiedy trwały przetargi, remonty, urządzanie się, a jednocześnie trzeba było przyjmować pacjentów i operować. Potem przez pięć lat mieliśmy przyjemność gościć tutaj prof. Tomasza Lenkiewicza, który odszedł z Instytutu Matki i Dziecka. Przeszedł na emeryturę w 2005 r, a ja już byłem po habilitacji i ponownie zostałem kierownikiem.

Którym w historii?

Byłem czwarty z kolei, a następnie - szósty.

Jak było w nowej siedzibie?

Tutaj zaczęła się zupełnie nowa epoka, mieliśmy tu inne możliwości pracy. Przy ul. Wołodyjowskiego byliśmy w oddaleniu od reszty szpitala, co bardzo sprzyjało integracji zespołu, ale też uniemożliwiało wiele ważnych działań. Nie mieliśmy tam intensywnej terapii, bezpośredniego dostępu do pediatrów, do laboratorium. Zresztą te względy - całkowite zestarzenie się budynku i niemożność utworzenia w nim dobrej chirurgii dziecięcej - spowodowały, że w 2010 r. władze województwa zdecydowały o wygaszeniu działalności w tym miejscu.

Zresztą ten szpital, w którym teraz jesteśmy, też jest już stary i za kilka lat będzie musiał być wyremontowany. Inaczej nie spełni swoich zadań. Choć rezerwy UDSK są nadal bardzo duże. W razie czego możemy operować kolejny tysiąc czy dwa tysiące dzieci.

A obecnie ile dzieci operujecie rocznie?

Jakieś 1800. A na oddziale hospitalizujemy 2400 dzieci. Mamy 36 łóżek. Nigdy nie ma pełnego „obłożenia”, ma to jednak swoje uzasadnienie. Pokoje są trzyosobowe, więc ze względów epidemiologicznych i ogólnochirurgicznych zasad nie możemy np. mieszać dużych dziewczynek z dużymi chłopcami, brudnych ran z czystymi, noworodków z dużymi dziećmi itd. Uprawiamy chirurgię mało inwazyjną, wprowadziliśmy całą masę bardzo nowoczesnych metod, o których ledwie śnili nasi nauczyciele. Uprawiamy też naukę na bardzo przyzwoitym poziomie - nasz dorobek naukowy stale się powiększa.

Mamy publikacje w doskonałych czasopismach naukowych, studia doktoranckie, prowadzimy specjalizacje. Część z naszych pracowników ma dodatkowe specjalizacje np. z urologii czy neurochirurgii, co nam bardzo ułatwia pracę, szczególnie z dziećmi po bardzo ciężkich urazach. Niedługo w naszym szpitalu powstanie Centrum Urazowe, którego osią będzie chirurgia. Mamy do dyspozycji wszelkich możliwych specjalistów. Mamy pacjentów z całego Podlasia oraz części Mazowsza i woj. warmińsko-mazurskiego.

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.