Oni stracą stołki według planu Kaczyńskiego

Czytaj dalej
Julia Szypulska

Oni stracą stołki według planu Kaczyńskiego

Julia Szypulska

Prezes PiS chce, by najbliższe wybory samorządowe odbyły się na nowych zasadach. Wójtowie, burmistrzowie i prezydenci pełniliby swoje funkcje tylko dwie kadencje. Pomysł wzbudza kontrowersje.

Gdyby wprowadzić kadencyjność, 14 burmistrzów z woj. podlaskiego oraz prezydenci Białegostoku i Suwałk nie mogliby ponownie startować w wyborach. - Dlaczego nie zastosować tej zasady także do posłów i senatorów?- pytają samorządowcy.

- Wygląda to tak, jakby chodziło o wyeliminowanie prezydentów dużych miast, którzy nie są zwolennikami PiS-u - komentuje Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku. - Nie mam nic przeciwko kadencyjności, ale żeby wszystko odbyło się w cywilizowany sposób, zasada powinna wejść w życie za dwie kadencje.

Jarosław Kaczyński powiedział w niedzielę, że chciałby, aby do ordynacji wyborczej w 2018 r. wprowadzić zasadę dwóch kadencji dla samorządowców pełniących funkcje jednoosobowo, czyli dla wójtów, burmistrzów i prezydentów (liczono by kadencje już sprawowane). Ma to ukrócić różnego rodzaju patologie i lokalne układy.

Pomysł wzbudza jednak kontrowersje, nawet wśród samorządowców przychylnych partii rządzącej.

- A w czym burmistrz jest gorszy od posła czy senatora, którzy także są wybierani w wyborach bezpośrednich? Ich także powinno to dotyczyć - uważa Jarosław Siekierko, burmistrz Wysokiego Mazowieckiego. - Pomysł jest wart rozważenia, ale nie zmienia się konia w trakcie jazdy. Tak jak w umowie o pracę od razu wiadomo do kiedy obowiązuje, tak i samorządowiec powinien wcześniej wiedzieć na co się decyduje.

Gdyby, jak chce prezes Kaczyński, wprowadzono kadencyjność od 2018 roku, PiS straciłoby w regionie kilku przychylnych sobie samorządowców. Byłby to wspomniany burmistrz Wysokiego Mazowieckiego, ale też włodarze z Kolna czy Czyżewa.

Oni stracą stołki według planu Kaczyńskiego
opr. graf.: Radek Mogilewski

- Nie ma gotowego projektu, o którym można konkretnie rozmawiać - uspokaja Jarosław Zieliński, wiceminister MSWiA. - Prezes nawiązał jedynie do oczekiwanej przez wiele osób idei. Jest to pomysł do przemyślenia i przedyskutowania.

Zdaniem ekspertów, kadencyjność w samorządach przyniesie więcej szkód niż pożytku.

- Rozumiem argument walki z patologiami, ale od tego są instytucje kontrolne - przekonuje dr Piotr Sit-niewski z Fundacji JAWNOŚĆ. PL. - W samorządach o wyborze decydują mieszkańcy i są w wielu wypadkach zadowoleni ze swoich włodarzy. Przykładem jest prezydent Gdyni od lat zwyciężający w pierwszej turze. Kadencyjność przydałaby się natomiast w Sejmie i Senacie. O tym, kto tam trafia decyduje bowiem w dużej mierze kierownictwo partii, wystawiające kandydatów na tzw. miejsca biorące, czyli te pierwsze na liście. A to tworzy patologie.

Burmistrzowie innych miast

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.