Pacjencie! Módl się albo... umieraj

Czytaj dalej
Fot. Ewelina Kardel
Ewelina Kardel

Pacjencie! Módl się albo... umieraj

Ewelina Kardel

Dwa ambulanse na Sokółkę. Wzywanie karetki stało się loterią, bo oprócz tego, że jest ich mało, dyspozytor musi wybierać czy wysłać ją do osoby młodej czy tej w podeszłym wieku.

- Moja mama cierpiała, a ja w domu nie mogłam jej w żaden sposób pomóc. Pierwsza myśl to była karetka. To była jedyna nadzieja, a odmówiła mi pomocy - mówi ze łzami w oczach nasza Czytelniczka z Sokółki.

Kobieta zgłosiła się do naszej redakcji po artykule, który ukazał się dwa tygodnie temu. Chciała opowiedzieć nam swoją historię, by pokazać, że system ratunkowy i zaledwie dwie karetki na obszarze Sokółki powodują, że szczególnie osoby starsze są po prostu pomijane.

Opisana przez nas historia Agnieszki Sienkiewicz z Sokółki, która czekała na przyjazd karetki 40 min., wywołała także lawinę komentarzy na naszym profilu Facebookowym. Jeden z komentarzy szczególnie nas zainteresował. Postanowiliśmy zaprosić jego autora do naszej Redakcji.

- W ciągu tygodnia dzwoniłam na pogotowie z wezwaniem do mojej mamy trzy razy. Za pierwszym razem usłyszałam, że powinnam wezwać wizytę domową. Tak też zrobiłam, ale nie wiem czy dyspozytor wie, że takie wizyty w Sokółce są od godziny 11. i do tego trzeba swoje odstać w kolejce, a jak ktoś choruje na serce, to nie ma na to czasu - mówi wyraźnie zdenerwowana Małgorzata Domin z Sokółki.

Zarówno historia pani Agnieszki, oczekującej na karetkę 40 min., która - jak udało nam się ustalić - była wysłana z Krynek, ewidentnie pokazuje, że dwie karetki na gminę Sokółka są niewystarczające. A fakt, że osoba czekająca na pomoc prawie godzinę zmarła, rzecznik NFZ skwitował, że była to pierwsza tego typu sytuacja, gdzie system alarmowy - jak podkreślał - „być może” zawiódł. Jednak historie naszych Czytelników pokazują, że nie jest to osamotniony przypadek. Dlatego też zapytaliśmy Wojewódzką Stację Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku, dlaczego występują odmowy przyjazdu karetek do pacjentów.

- Ważne jest to, co w danej chwili się dzieje, a przebyte choroby mogą być tylko wskazówką, a nie powodem wysłania zespołu. Długi wywiad jest po to, by określić czy dana osoba na pewno potrzebuje pomocy. Jeśli jest odmowa przyjęcia zgłoszenia, dyspozytor ma obowiązek określić jakie kroki dzwoniący ma uczynić w celu otrzymania pomocy - wyjaśnia Walentyna Dziemiańczuk, naczelna pielęgniarka z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku.

Jak podkreślają obie panie, gdy pada pytanie o wiek nastawienie dyspozytora diametralnie zmienia się.

- Wywiad trwał wieki. Pytania o to, w jakim szpitalu mama leżała, na co chorowała, jakie leki przyjmuje - to jest zajmowanie linii i tracenie cennego czasu. A na koniec usłyszałam, że przecież ktoś inny może w tym czasie potrzebować pomocy i wymienianie moich bliskich, którym może bardziej przysłuży się karetka, jest bezczelnością - mówi kobieta.

Pani Małgorzata ma również podobne doświadczenie.

- Jak już mówi się, że kobieta jest po 60, a to proszę wezwać rodzinnego. A moja mama chorowała na serce i doradzanie, aby wzięła kropelki to jakieś nieporozumienie. Na własny koszt woziliśmy mamę na pogotowie jak było trzeba. A jak ktoś nie ma auta, to jak ma sobie radzić ?- zastanawia się kobieta.

Jak informuje nas WSPR przypadek, który miał miejsce 26 czerwca i odmówienie przyjazdu karetki wynika z braku nagłego pogorszenia stanu zdrowia pacjenta.

- Z prowadzonej rozmowy z dyspozytorem medycznym podczas pierwszego wezwania wynikało, że nie jest to nagłe pogorszenie stanu zdrowia, lecz sprawa rozpoczęła się dzień wcześniej. W takich sytuacjach lekarz rodzinny udziela pomocy będąc na wizycie domowej. To on dokonuje oceny stanu zdrowia pacjenta, a w razie potrzeby wystawia skierowanie do szpitala i zlecenie na przewóz środkiem transportu sanitarnego - wyjaśnia Anna Idźkowska, rzecznik prasowy Wojewody Podlaskiego.

Jak podkreśla WZRP z Białegostoku to lekarz rodzinny powinien po badaniu skierować pacjenta do szpitala.

- Zastanawiającym i jednocześnie niepokojącym jest fakt, iż lekarz rodzinny mógł co najmniej, znając pacjentkę i jej stan zdrowia, wystawić skierowanie do szpitala oraz zlecenie na transport sanitarny odrębnie kontraktowany przez NFZ - wyjaśnia Walentyna Dziemiańczuk.

To wojewoda decyduje ile karterek zostanie zadysponowanych w danym rejonie, ale to Ministerstwo Zdrowia finansuje ich funkcjonowanie. Jak podaje rzecznik wojewody od 6 do 8 czerwca odbył się trzydniowy program na terenie województwa podlaskiego na podstawie którego będzie można oszacować dodatkowe zapotrzebowanie na karetki także w gminie Sokółka.

- Podczas tych dni był liczony czas jak szybko dany zespół może dostać się do pacjenta, brana pod uwagę jest także ilość zgłoszeń z danego regionu. Wcześniej nie było zgłoszeń, by w powiecie sokólskim brakowało zespołów, nie było także skarg na działanie systemu alarmowego. Czekamy na decyzję ministerstwa - wyjaśnia rzecznik wojewody.

Małgorzata Domin z Sokółki wyzwała karetkę do mamy chorej na serce. Po dwóch próbach, dopiero trzecia okazała się skuteczna.
Ewelina Kardel Małgorzata Domin z Sokółki wyzwała karetkę do mamy chorej na serce. Po dwóch próbach, dopiero trzecia okazała się skuteczna.
Ewelina Kardel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.