Maciej Czerniak

Piekielne sąsiedztwo. Jeden dom, dwie rodziny i kłótnia o przybudówkę

Agata Myk nie może uwierzyć, że tak niepozorna dobudówka stała się osią konfliktu z sąsiadem. Fot. Maciej Czerniak Agata Myk nie może uwierzyć, że tak niepozorna dobudówka stała się osią konfliktu z sąsiadem.
Maciej Czerniak

Zaczęło się od szamba, skończyło na blaszanym poszyciu dachu. W tej sprawie nikt nie chce ustąpić. W lokatorski konflikt mieszkańców Gogolinka zostali zaangażowani urzędnicy nadzoru budowlanego i wojewoda.

Przez dwadzieścia lat żyłam z sąsiadem z zgodzie. Nigdy nie miałam problemów. Koszmar zaczął się pięć lat temu. Kiedy oni się tu wprowadzili - mówi Agata Myk.

Mieszka z mężem i synem w domu przy drodze przecinającej wieś Goglinek pod Koronowem. Po drugiej stronie szosy mieści się zakład produkcyjny, wokół pola i przede wszystkim sady, bo okolica słynie właśnie z uprawy owoców. Niedaleko jest gospodarstwo byłego ministra rolnictwa, Wojciecha Mojzesowicza.

Listy do M.

Dom sam w sobie jest niewielki, a jeszcze podzielony na dwa osobne mieszkania. Siedzimy z Agatą Myk w saloniku. Donosi i układa na stole kolejne teczki z urzędniczymi kwitami opowiadającymi historię sąsiedzkiego konfliktu. - O, niech pan zobaczy. Takie listy otrzymuję regularnie. Nikt się pod tym nie podpisuje, ale ja dobrze wiem, kto je pisze.

„Do Agaty Myk” - brzmi nagłówek. Poniżej drobnym drukiem zapisano całą stronę.

„W związku z ciągłym wpieprzaniem się w cudze sprawy informuję, że w relacjach międzysąsiedzkich obowiązuje zasada „jak Kuba Bogu, tak bóg Kubie” (pisownia oryginalna, red.). Można było siedzieć cicho, a nie być wiejską podpier... laczką. (...) Na razie wieś milczy ale jakakolwiek groźba, donos, wezwanie Policji i udawanie głupiej, skończy się powiadomieniem prokuratury a wtedy poznasz następnego urzędnika - komornika, a ten list wyląduje na fesie :)”

- On mi grozi, że wyląduję w psychiatryku. A ja faktycznie jestem już na skraju załamania. Byłam z tym listem na policji, to mnie wyśmiali.

Śmierdząca sprawa

Agata Myk jedną część mieszkalną domu w Gogolinku dostała od byłego właściciela, jak mówi - za opiekę. Wszystko było w porządku do 2013 roku.

- Zaczęło się piekło. Sąsiad donosi na nas wszędzie: do nadzoru budowlanego, płacimy ogromne kary za cokolwiek, co w tym domu zrobiliśmy. A ten człowiek robi sobie, co chce.

By zrozumieć, od czego zaczął się ten konflikt sąsiedzki, należy cofnąć się o pięć lat.

- Wtedy sąsiad kupił swoją część domu. Od razu zaczął się wypróżniać pod moim płotem. Zwracałam mu uwagę, że nie ma tego robić. Skutek był odwrotny - robił to jeszcze częściej. Wykopał sobie pod moim płotem dziurę, do której wylewał fekalia, nazywał to „eko-szambo”. Smród panował niesamowity. Robił to przez pięć lat. Mam zdjęcia!

Na fotografii, którą pokazuje Agata Myk, widać dziurę z zawartością faktycznie przypominającą to, co powinno znaleźć się w szambie. - Wyzwał mnie. Jednego dnia przed Wielkanocą to wszystko wybiło, zaczęło mi wylewać się na podwórko. Poszłam do niego i grzecznie pytam „Zrobisz z tym porządek?”. Wyzwał mnie od najgorszych, pokazał mi palec środkowy. Zgłosiłam to policji, ale oni uznali, że sprawa jest przedawniona.

Była też - jak twierdzi Myk , inspekcja ochrony środowiska. - Też nic nie zrobili. Nakazali mu tylko zrobienie szamba. To on dopiero teraz, na początku tego roku założył sobie przydomową oczyszczalnię. A ja, która mam oczyszczalnię już siedem lat, zostałam zgłoszona do nadzoru budowlanego. Stwierdzono, że to, iż zgłosiłam ją w urzędzie gminy, nie ma znaczenia, bo nie zrobiłam tego w starostwie powiatowym. Tymczasem w gminie powiedziano mi, że nie muszę tej oczyszczalni zgłaszać nigdzie indziej.

To był początek kolejnej sprawy w inspekcji nadzoru budowlanego.

Agata Myk wylicza kolejne wezwania i skargi, które sąsiad miał na nią składać w różnych instytucjach kontrolnych. O szczegółach tego sąsiedzkiego konfliktu przeczytasz w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 63% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Maciej Czerniak

W Gazecie Pomorskiej zajmuję się tematyką kryminalną, policyjną, jestem autorem relacji sądowych. Podejmuję sprawy z kręgu dziennikarstwa śledczego, najczęściej dotyczące tego, co dzieje się na styku władz publicznych z sektorem prywatnym. Z wykształcenia jestem polonistą, a tym, co w mojej pracy najbardziej mnie pociąga i codziennie zadziwia, jest fakt, że najciekawsze historie zawsze pisze życie. Bywają bardziej niezwykłe od scenariuszy filmów. Nie tylko sensacyjnych. Nie zamykam się jednak w tematyce prawno-kryminalnej. Interesuje mnie wszystko, co wiąże się z przemianami społecznymi - od polityki przez prawo do nowych technologii.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.