Pracownicy szpitala: Nasze zarobki są żenująco niskie

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Julia Szypulska

Pracownicy szpitala: Nasze zarobki są żenująco niskie

Julia Szypulska

Dyrekcja Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku przedstawiła pracownikom propozycje podwyżek. Związkowcy są oburzeni ich wysokością.

Diagnosta laboratoryjny z tytułem doktora zarabia jak portier. Zaś pensje niektórych pielęgniarek zbliżają się do wynagrodzeń salowych. Zapowiadane podwyżki tego problemu nie rozwiązują. Są żenująco niskie - kwitują związkowcy.

Przedstawiciele związków zawodowych w Uniwersyteckim Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Białymstoku niedawno otrzymali od dyrekcji propozycje podwyżek. Przypomnijmy, że wynikają one z ustawy, która weszła w życie od 1 lipca i dotyczy płacy minimalnej w służbie zdrowia. Ludzie są załamani. Pracownicy mogą bowiem liczyć na zaledwie kilkadziesiąt złotych więcej. Zwykle od 40 do 90 zł. Ale np. farmaceutom bez specjalizacji proponuje się zaledwie 16 zł. Na więcej mogą liczyć pielęgniarki, miały bowiem obiecany jeszcze w 2015 r. dodatek tzw. „zembalowe” - w tym roku otrzymają kolejną transzę 800 zł brutto.

- Jesteśmy rozczarowani, bo wiele obiecywaliśmy sobie po tych podwyżkach - nie kryje Małgorzata Wojtkowska, zastepca przewodniczącego Związku Zawodowego Pracowników Medycznych UDSK. - Mieliśmy nadzieję na wyrównanie dysproporcji, tymczasem nadal jesteśmy poszkodowani.

Jej związek zrzesza m. in. diagnostów laboratoryjnych, farmaceutów czy fizjoterapeutów. To często osoby z wyższym wykształceniem, a nawet z tytułami naukowymi i specjalizacją. Tymczasem ich pobory są żenująco niskie. Na przykład diagnosta laboratoryjny z 28-letnim stażem pracy i II stopniem specjalizacji zarabia ok. 2200 zł na rękę. Z kolei technicy nie zarabiają nawet najniższej krajowej - ich pensja zasadnicza wynosi 1800 zł brutto.

- Z dodatkami, m. in. stażowym ta najniższa wyjdzie, więc pracodawca uważa że nic nie musi podnosić. Ale to wciąż są dramatycznie niskie zarobki - podkreśla Małgorzata Wojtkowska, która jest diagnostą laboratoryjnym. - Naszej pracy nikt nie widzi, bo siedzimy sobie tutaj na dole, pacjent nie ma z nami kontaktu. Ale jest równie ważna jak praca lekarzy - bez wyników badań lekarz nie postawi diagnozy. I też jest odpowiedzialna, bo nasza pomyłka może być nie do naprawienia. Jesteśmy zespołem - jedna grupa zawodowa nie może istnieć bez drugiej.

I przypomina, że także diagności, choćby wykonując badania komercyjne, mają wpływ na wynik finansowy szpitala. W podobnym tonie wypowiadają się i inni związkowcy. - U nas osoba z 30-letnim stażem pracy zarabia 2350 zł brutto - podaje przykład Aleksander Sakowicz, przedstawiciel radiologów w UDSK. - To tyle, co portier. Nie mam nic przeciwko pracownikom pomocniczym, każdy powinien godnie zarabiać. Tyle, że nasza odpowiedzialność jest dużo większa niż portiera. A nie mieliśmy podwyżek od 2009 roku. Rozumiemy, że nie możemy zarabiać tyle, co lekarze, ale chcielibyśmy, by nasza wiedza i doświadczenie były godnie wynagradzane.

Niezadowolone są też pielęgniarki. Uważają, że wspomniana ustawa jest dla nich niekorzystna. Zwłaszcza podział w ramach grupy zawodowej, który wpływa na wynagrodzenie. Najwięcej mają zarabiać pielęgniarki z tytułem magistra i specjalizacją (4095 zł brutto w 2021 r.) - według danych związkowców jest ich tylko 10 proc. w woj. podlaskim, nieco mniej te ze specjalizacją (2847 zł brutto), a najmniej pozostałe (2496 zł brutto) - tych jest w regionie najwięcej, a średnia wieku to 50 lat.

- Nie może być takich rozbieżności w jednej grupie zawodowej - wskazuje Agnieszka Olchin przewodnicząca podlaskiego Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. - Według tego podziału pielęgniarki z tytułem magistra są w najniższej grupie. Uważam, że powinny być one traktowane na równi z tymi ze specjalizacją - pracę wykonują tę samą. Według ustawy, ratownik medyczny z tytułem licencjata będzie zarabiał o 400 zł więcej od pielęgniarki z tytułem magistra. Ona zaś tyle samo, co opiekun medyczny ze średnim wykształceniem.

- Wyjaśnialiśmy pracownikom, z czego wynikają dysproporcje w wynagrodzeniach - mówi Cezary Rzemek, z-ca dyrektora ds. ekonomicznych w UDSK. - Związkowcy mają teraz czas na zgłaszanie swoich uwag. W tym tygodniu będziemy o nich rozmawiać.

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.