Proces policjanta. Rodzina ofiary szuka świadków wypadku na ul. Piłsudskiego w Sokółce

Czytaj dalej
Fot. Polska Press
Ewa Bochenko

Proces policjanta. Rodzina ofiary szuka świadków wypadku na ul. Piłsudskiego w Sokółce

Ewa Bochenko

Od początku policjant twierdził, że auto prowadziła jego żona, on był tylko pasażerem. Ale już kilka dni po tym, jak potrącony mężczyzna zmarł w szpitalu, do naszej redakcji zaczęły napływać anonimowe informacje, jakoby samochodem kierował mężczyzna.

Na podstawie moich badań nie stwierdziłam zaburzeń postrzegania u świadka Macieja Sz. - mówiła przed sądem Małgorzata Skalska, biegła psycholog.

19 stycznia w białostockim Sądzie Rejonowym odbyło się kolejne posiedzenie w sprawie Jarosława Cz., emerytowanego już policjanta z sokólskiej patrolówki. Akt oskarżenia został skierowany do sokólskiego sądu w kwietniu.

Prokuratura uważa, że to właśnie on na początku stycznia 2015 roku, prowadząc auto pod wpływem alkoholu doprowadził do śmiertelnego potrącenia rowerzysty. Funkcjonariusz do grudnia 2015 roku służył w sokólskiej komendzie. Zawieszony został, po tym jak postawiono mu zarzuty.

Śledztwo w tej bulwersującej sprawie trwało niemal rok. Najpierw wyłączyła się z niego sokólska policja, a później prokuratura przekazując sprawę białostockim organom ścigania. Od początku policjant twierdził, że auto prowadziła jego żona, on był tylko pasażerem. Ale już kilka dni po tym, jak potrącony mężczyzna zmarł w szpitalu, do naszej redakcji zaczęły napływać anonimowe informacje, jakoby samochodem kierował mężczyzna. W sieci roiło się od komentarzy, kierujących podejrzenia na policjanta. Jednak oficjalnie nie było żadnych świadków tego zdarzenia, wszyscy nabrali wody w usta.

Wreszcie po 15 miesiącach od tragicznego, śmiertelnego wypadku, przeciwko mężczyźnie skierowano do sądu akt oskarżenia. Prokuratura postawiła Jarosławowi Cz. dwa zarzuty. Mężczyzna oskarżony jest o to, że 10 stycznia 2015 roku w Sokółce na ulicy Piłsudskiego prowadził pojazd mechaniczny marki renault espace mając około 1,6 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.Tym samym policjant miał umyślnie naruszyć zasady bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Dodatkowo, jechał z prędkością przekraczającą dozwoloną, co zdaniem prokuratury miało wpłynąć na to, że nie zapanował nad pojazdem i nie zachował szczególnej ostrożności podczas przecinania skrzyżowania ulicy Piłsudskiego i Polnej. Tym samym uniemożliwił bezpieczne opuszczenie jezdni 84-letniemu Michałowi A., który przeprowadzał rower przez drogę.

To nie ja prowadziłem auto

Jarosławowi Cz. zarzuca się także, że potrącił kierowanym przez siebie samochodem 84-latka. I co najbardziej bulwersuje, nie udzielił mu pomocy. Bowiem prokuratura uważa, że mógł to zrobić bez narażenia siebie na niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Tymczasem po potrąceniu mężczyzny, ten zostawił go leżącego i nieprzytomnego na ulicy, po czym zbiegł z miejsca zdarzenia.

Na skutek potrącenia Michał A. doznał rozległych obrażeń ciała. Miał ich tak dużo, że wymienienie wszystkich zajęło ponad połowę aktu oskarżenia. Potrącony miał rany tłuczone twarzy, otwarte złamania goleni prawej, złamania kości udowej prawej, złamania kości goleni lewej. Miał też liczne otarcia naskórka na twarzy, na nogach i rękach, złamania kości miednicy z krwiakiem zaotrzewnowym w obrębie miednicy i brzucha. Do tego miał jeszcze stłuczone nerki, krwawe wylewy na tylnej i przedniej powierzchni klatki piersiowej, liczne złamania żeber z rozdarciami opłucnej i obrzęk płuc. Ślady uderzenia nosiła też czaszka w okolicy czołowej i skroniowej, miał także obrzęk mózgu. Te obrażenia skutkowały wstrząsem krwotocznym i urazowym powodując zgon mężczyzny.

Świadek Maciej Sz. pamięta, że rozmawiał z żoną, ale o czym, już nie pamięta. To jak to jest możliwe? To pamięć wybiórcza.

Małgorzata Skalaska, biegła psycholog

Oskarżony policjant nie przyznaje się do winy. Cały czas twierdzi, że to jego żona prowadziła auto. Jego wyjaśnieniom nie dała wiary prokuratura. Dysponuje ona bowiem nagraniem z miejskiego monitoringu, na którym widać, iż w aucie, którym potrącono 84-latka, podróżuje tylko jedna osoba, a nie dwie, jak twierdzi Jarosław Cz.

Tego samego wieczoru, którego doszło do tragicznego wypadku, sokólscy policjanci zatrzymali również telefon swojego kolegi. Zabezpieczono na nim SMS-y, które oskarżony wysyłał do swojej małżonki tuż po wypadku. Jak sam przyznał przed sądem, w treści przekazując jej trasę, jaką mieli razem pokonać, a także przebieg wydarzeń. Wszystko po to, by kobieta nie zaniemówiła ze stresu. Ona skorzystała z prawa odmowy składania wyjaśnień. Nie uczestniczy w procesie. Nie pojawia się też w sądzie.

Niejasne zeznania świadków

Marek Sz. , którego zeznania budzą wiele wątpliwości , jest jednym z kluczowych świadków obrony. Kilka godzin przed wypadkiem, Jarosław Cz. wraz z kilkoma innymi mężczyznami, spotkali się w sklepie Marka Sz.,gdzie wspólnie spożywali alkohol. Żaden z nich jednak nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić czy wie, jak oskarżony wrócił wtedy do domu. Właściciel sklepu jest bardzo bliskim znajomym Jarosława Cz. Jego żona Agnieszka zeznała, że ich kontakty są na tyle przyjacielskie, że panowie chrzcili sobie swoje dzieci. A mąż tego popołudnia w domu pojawił się lekko wypity, według jej oceny, po góra trzech piwach.

Marek Sz., jako jedyny ze świadków potwierdza, że słyszał, iż po spotkaniu, nietrzeźwych mężczyzn, w tym jego, do domu odwoziła żona Jarosława Cz. Ale dokładnie tego nie pamięta, bo twierdzi, że był kompletnie pijany w chwili wyjścia ze spotkania w sklepie. Co ciekawe, mimo fatalnej oceny swego stanu nietrzeźwości, z zeznań Marka Sz. wynikało, że w krótkim czasie pamięć odzyskał, bowiem ze szczegółami opowiadał przed sądem kolejne dzieje tamtego tragicznego wieczoru. Między innymi o tym, czego mogły dotyczyć jego połączenia telefoniczne z oskarżonym tuż po wypadku, a także o tym, co wtedy robił pod jego domem.

Biegła zauważyła, że ma on cechy pamięci wybiórczej, jednak podkreślała, że może, ale nie musi, być ona spowodowana interakcją alkoholu z lekami, które świadek miał tego dnia zażyć.

- Pamięta, że rozmawiał z żoną, ale nie pamięta o czym. Może być to wynikiem upływającego czasu. Bywa jednak i tak, że ludzie zatracają granicę między własnymi doświadczeniami, a tym co zostało zasłyszane - wyjaśniała biegła.

Sędzia Barbara Paszkowska, orzekająca w tej sprawie, zapytała ją wprost czy oznacza to, że kłamstwo powtórzone 100 razy stanie się prawdą. Biegła przyznała, że jest to możliwe.

Wszystko zbadają od nowa

Na wniosek obrońców, na temat świadka Macieja Sz. zostanie wydana nowa opinia psychologiczna przez innego biegłego. Sprawdzeniem wpływu leków na jego luki w pamięci ma zająć się też lekarz toksykolog.

Na ostatniej rozprawie pojawili się również inni biegli, między innymi Bartosz Breyer, informatyk. To m.in. na podstawie jego opinii prokuratura oparła akt oskarżenia, bowiem z jego analiz nagrań miejskiego monitoringu z tamtego tragicznego popołudnia wynika, że renault espace poruszała się jedna osoba, a nie co najmniej dwie, jak twierdzi oskarżony.

Jednak i to obronie udało się podważyć, bowiem jeden z adwokatów zauważył, że pasażer jadący na tylnym siedzeniu, np. w pozycji leżącej, mógł być niewidoczny na nagraniach. Ta linia obrony jest zaskakująca tym bardziej, iż na pierwszym posiedzeniu sądu, oskarżony podkreślał, jak bardzo przestrzega prawa. Mówił nawet o tym, że jego żona feralnego popołudnia w sklepie pojawiła się bez prawa jazdy, więc na początku nie chciał pozwolić jej prowadzić, bo to niezgodne z prawem. Wobec powyższego trudno sobie wyobrazić, że świadomie łamał przepisy ruchu drogowego, podróżując na leżąco. Tym bardziej, że sam wtedy zarzekał się, że nie był mocno pijany.

Sąd przychylił się do wniosku obrony, która prosiła o ponowne wydanie opinii biegłych zajmujących się rekonstrukcjami wypadków w ruchu lądowym. Orzekająca dodatkowo zdecydowała o ponownym przesłuchaniu Marka W., który 10 stycznia 2015 r. najechał na ten wypadek i twierdził, że od sąsiada oskarżonego usłyszał, że to właśnie policjant prowadził auto i potrącił Michała A.

Ewa Bochenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.