Prof. Magdalena Środa: Protesty kobiet to coś więcej niż wybuch wściekłości

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Diana Krasowska

Prof. Magdalena Środa: Protesty kobiet to coś więcej niż wybuch wściekłości

Diana Krasowska

My, kobiety, mamy dwie drogi. Możemy się buntować na różne sposoby lub się podporządkować - mówiła Magdalena Środa podczas białostockiego spotkania po Międzynarodowym Strajku Kobiet. - Mnie droga mówienia „nie” przekonuje, nawet, jeśli wszyscy będą mówili: to jest bezsensowne.

- W piątek świętujemy Dzień Mężczyzn. Jak ocenia pani kondycję współczesnych panów?

- To bardzo ciekawy problem. Od czasu, kiedy powstał feminizm, kobiety czynią przedmiotem dyskusji i refleksji własną tożsamość, to, kim są, jaki jest ich stereotyp oraz co powinny zrobić, by z nim walczyć. Przez kilkadziesiąt minionych lat panie dużo się o sobie dowiedziały, o swoich prawach, o własnej tożsamości. Wiele się zmieniło. Dziś kobieta, która idzie na emeryturę, nagle czuje się wyzwolona, więcej robi...

A zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja panów. Mężczyzna bowiem, który nagle jest wyrzucony z rynku pracy, bo te rynki zmieniają się pod wpływem obecności kobiet, już nie wie, kim tak naprawdę jest. On już nie jest maczo, a jeszcze nie jest takim domowym mężczyzną. Nie chce być domowym, ale też ma dość stresów w sferze publicznej. Jest kimś takim pośrodku, a największym jego problemem jest to, że nie podejmuje wysiłku negocjowania swojej tożsamości czy dyskutowania o niej.

Dopiero od niedawna mężczyźni spotykają się i zaczynają mówić o wyzwaniach, które ich spotykają w nowych rolach, w świecie, w którym dookoła są kobiety. Jest taki wiersz Tennessee’go, kiedy on mówi, że całe życie musi mieć zaciśniętą pięść i walczyć, i walić, i być przemocowy, przebojowy, i maczo, i wodzem, i królem. A tymczasem czasy się zmieniły i już wobec mężczyzn nie ma takich wymagań. Dla takich mężczyzn nie ma już miejsca we współczesnym świecie i to jest dla nich problem.

- Mimo to, na różnych strajkach i marszach kobiet pojawiają się także mężczyźni. Czy to świadczy o tym, że kobiety otrzymują od nich wsparcie?

- Ogromne. Te kobiety, które mają świadomość feministyczną. Bo mimo tego, że w języku polskim słowo feminizm cały czas postrzegane jest pejoratywne, to jest to świadomość demokratyczna. Demokratyzm to system wolności i równości. Równości wszystkich kobiet i mężczyzn. A ponieważ kobiety znajdują się w stanie nierównym, to wyrównanie ich poziomu życia i ich praw jest zadaniem dla demokratów. I bardzo wielu mężczyzn wspiera kobiety nie dlatego, że są - jak to się potocznie mówi - „sfeminizowani”, ale dlatego, że mają demokratyczną wrażliwość i cenna jest dla nich taka wartość jak równość wszystkich ludzi. Arystoteles już mówił, że z nadmiaru wszystko niszczeje i z niedostatku wszystko niszczeje. Tylko w stanie równowagi można zachować dobrobyt i postęp. Ta równowaga jest niezwykle potrzebna i ci mężczyźni, którzy wspierają kobiety, to wiedzą.

- W środę obchodziliśmy Dzień Kobiet. Tego dnia tysiące pań, nierzadko wspieranych przez mężczyzn, wyszło na ulice.

- Warto pamiętać, że 8 marca to jest takie święto, które ma nam przypominać pewne tragiczne wydarzenie z końca XIX wieku. Wtedy w fabryce włókienniczej spaliło się kilkaset kobiet i dla upamiętnienia tego wydarzenia zaczęto protestować, właśnie 8 marca, przypominając o prawach pracowniczych kobiet.

Potem, w czasach PRL-u, kobiety z okazji swojego święta były obdarowywane drobiazgami typu rajstopy w pudełeczkach. Mam taką anegdotę, którą bardzo lubię. Z czasów, kiedy prezydentem był Lech Kaczyński, a jego żona Maria Kaczyńska postanowiła zrobić u siebie w pałacu spotkanie. To spotkanie miałam prowadzić z Marią Czubaszek. Podeszłam do tego bardzo serio, a Maria Czubaszek z dystansem. Pamiętam, jak weszłyśmy na tę salę i byłyśmy bardzo zdziwione, że wszędzie stały takie szklanki na spodeczkach, jak kiedyś, i termosy z taką ohydną, lurowatą herbatą, i paluszki do jedzenia... Pamiętam, jak wszystkie wlewałyśmy tę herbatę, wsypywałyśmy cukier i taki był odgłos, jak w czasach studiów, gdy się tymi łyżkami o szklanki dzwoniło. Wszystkie byłyśmy tym zażenowane, a przecież nas tam było ze dwieście. I nagle artysta Hulewicz zaśpiewał taką pieśń: „Za zdrowie Pań”. Wtedy na salę wparowało wielu dżentelmenów i każdy z nich miał jednego goździka, malusieńką kwadratową paczuszkę z rajstopkami i to, co najważniejsze, i dzięki czemu zrozumiałyśmy, że to jest cudowny żart - każda musiała pokwitować goździk. Ta historia jest dosyć znamienna, bo to był czas pierwszej fali odbierania kobietom prawa do aborcji, tego, które jest teraz, czyli bardzo ograniczonego. Wtedy też powstał list, pod którym podpisała się także Maria Kaczyńska, żeby tego nie robić, żeby zachować kompromis. I jak pamiętamy, wówczas ojciec Rydzyk nazwał ją wiedźmą, a nas czarownicami. To taka anegdota, która świetnie pokazała, czym był 8 marca w PRL-u i czym jest dzisiaj.

- Jak budować poczucie solidarności wśród kobiet?

- Wszyscy, którzy byli na proteście kobiet wiedzą, że to nie jest takie spontaniczne - wyjdę z domu i krzyknę. Bo najpierw trzeba zadzwonić do koleżanki, spotkać się w grupie, trzeba pogadać, trzeba obmyślić hasła, zastanowić się, jak to wypromować, trzeba zadzwonić do urzędu miasta. To jest pewien rodzaj praktyki, który nie polega na wybuchu wściekłości. Jest bardzo wiele strategii organizowania takich protestów. Nie chcę mówić o swoich, bo myślę, że są osoby, które mają lepsze pomysły. Mam poczucie, że ta pałeczka już została przekazana.

- Jakie największe zagrożenia, jeśli chodzi o sytuację kobiet, widzi pani w Polsce?

- Tak naprawdę obawiam się tylko jednej rzeczy - pasywności. Bo my, kobiety i demokratki, mamy dwie drogi. Możemy się buntować na różne sposoby. Antygona to taka postać, która mówi, że czasem powiedzenie „nie” jest czymś znacznie bardziej fundamentalnym i brzemiennym w skutki, niż robienie pozytywnego „tak”. Możemy się buntować albo się temu wszystkiemu podporządkować i powiedzieć - „mnie to wszystko przerasta, przeczekam, posiedzę, to jest bezskuteczne”. Stoimy przed taką alternatywą i mnie droga mówienia „nie” przekonuje, nawet, jeśli wszyscy będą mówili: „to jest bezsensowne, zmarzniesz, to się na nic nie przełoży”, to i tak mam takie poczucie, że to trzeba robić, że to płynie z poczucia godności, z obowiązku obywatelskiego, z takiego poczucia przyzwoitości. Kiedy uważamy, że są naruszane podstawowe prawa, to trzeba się buntować, trzeba pisać, trzeba mówić.

Niektóre pytania i odpowiedzi są zapisem ze spotkania białostoczan z M. Środą

Prof. Magdalena Środa - ur. 7 stycznia 1957 w Warszawie. Polska etyk, filozofka, publicystka, feministka, doktor habilitowana nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajna Uniwersytetu Warszawskiego. Pracuje w Zakładzie Etyki Instytutu Filozofii UW. Zajmuje się etyką, filozofią polityczną i problematyką kobiecą. Była organizatorką I, II , III oraz VIII Kongresu Kobiet. Była Pełnomocnikiem Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn. Sprawowała także funkcję Minister Edukacji, Nauki i Sportu w Gabinecie Cieni Kongresu Kobiet.

Diana Krasowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.