Wojciech Drażba

Przynajmniej na remis zasłużyli

Mecz I ligi Wigry Suwałki - Sandecja Fot. Wojciech Drażba Mecz I ligi Wigry Suwałki - Sandecja
Wojciech Drażba

Walczące o awans Wigry Suwałki na własnym boisku uległy Sandecji i spadły na siódmą pozycję.

Istne cuda dzieją się tej wiosny w I lidze. Zespoły z pierwszych miejsc nie punktują albo grają w kratkę, a mimo to pozostają w ścisłej czołówce. Nie inaczej było w minionej kolejce. Swoje mecze, i to u siebie, poprzegrywały liderująca Chojniczanka i trzecie w tabeli Katowice, a zremisował wicelider z Sosnowca.

Przedświąteczna klątwa własnego boiska dosięgła aż sześć zespołów, w tym niestety Wigry. Suwalczanie, chociaż zasłużyli przynajmniej na remis uległy Sandecji, która wyprzedziła ich w tabeli.


– Goście strzelili bramkę, zorganizowali się w obronie i nic nie chciało wpaść do ich siatki – narzeka Damian Kądzior, najskuteczniejszy strzelec w suwalskiej drużynie. – Podobnie było niedawno w meczu z Miedzią.

Różnica tylko taka, że na Zarzeczu legniczanie strzelili biało-niebieskim gola do szatni, a przybyszom z Nowego Sącza udało się to już w szóstej minucie. Na bramkę suwalczan strzelał Wojciech Trochim, Artur Bogusz niefortunnie wybił piłkę przed siebie, a Maciej Korzym z kilku metrów nie miał problemów z pokonaniem Hieronima Zocha.

Utrata gola nie wytrąciła suwalczan z równowagi, kontynuowali rozpoczęty z pierwszym gwizdkiem szturm. Dochodzili pod pole karne rywali, ale brakowało im zdecydowania. Za rzadko decydowali się na uderzenia z dystansu, sprawiali wrażenie, jakby chcieli wjechać z piłką do bramki przyjezdnych. Dosyć wspomnieć, że golkiper Sandecji Łukasz Radliński tylko raz zmuszony był do łatwej zresztą interwencji. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego i zamieszaniu, w sam środek bramki uderzył Rafał Augustyniak, który pod nieobecność pauzujących za kartki Janusza Bucholca i Macieja Wichtowskiego, pełnił funkcję kapitana drużyny.

Suwalczanie, owszem, strzelali, ale niecelnie. Najlepszą okazję zmarnował Kamil Adamek, który po świetnej centrze Damiana Kądziora, uderzył głową z 10 metrów, ale piłka poleciała nad poprzeczką. W stuprocentowej sytuacji znalazł się także Frank Adu Kwame, ale za długo zwlekał ze strzałem i wracający obrońca zdążył wybić piłkę na róg.

Po zmianie stron Wigry atakowały już z mniejszym impetem, a gracze Sandecji nadal przerywali ich natarcia faulami. Trener suwalczan wprowadzał na plac ofensywnych zawodników, w końcówce jego drużyna grała dwoma obrońcami. I to oni byli najbliżej pokonania bramkarza przyjezdnych. Wykończenia indywidualnych akcji strzałem zabrakło Frankowi Adu Kwame, a Paweł Baranowski, który doczekał się ponownego debiutu, uderzył głową niecelnie.

Wojciech Drażba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.