Puszcza - biznes czy park?

Czytaj dalej
Fot. Adrian Kuźmiuk
Andrzej Matys

Puszcza - biznes czy park?

Andrzej Matys

Najlepszym rozwiązaniem byłby park narodowy w całej Puszczy - przekonuje Mirosław Stepaniuk, były dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego. - Tylko nie park! - burzą się samorządowcy.

O tym, co dzieje się w Puszczy Białowieskiej, o ochronie przyrody oraz potrzebach mieszkańców tzw. gmin puszczańskich rozmawiali w miniony wtorek samorządowcy, naukowcy i mieszkańcy powiatu hajnowskiego w ramach spotkania Klubu Obywatelskiego (związanego z PO).

Bez leśników, ale i bez ekologów

Do dyskusji zostali też zaproszeni ekolodzy oraz przedstawiciele Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Białymstoku. Najpierw jednak okazało się, że z powodu zbyt politycznego plakatu, sygnowanego nazwą Klubu Obywatelskiego, zabraknie wiceszefa RDLP Andrzeja Gołembiewskiego. - Bo to wygląda tak, jakbym należał do Klubu Obywatelskiego, który jest związany z PO. A ja nigdzie nie należę - tłumaczył dyr. Gołembiewski. Udział w dyskusji darował sobie też Adam Bohdan z Fundacji Dzika Polska. Wyjaśniał, że do Białegostoku nie przyjedzie, bo w tym czasie broni Puszczę Białowieską przed wycinką drzew.

Ci, którzy przyszli, podkreślali wyjątkowość Puszczy i konieczność dialogu o jej dalszej ochronie, a może przede wszystkim, o potrzebach mieszkańców tych terenów. Niestety żadnych recept nie było.

- Rola UNESCO sprowadza się jedynie do postawienia Puszczy jakby znaku jakości. Możemy najwyżej formułować rekomendacje i ewentualnie przesunąć Puszczę Białowieskiej na Listę Dziedzictwa Zagrożonego. Dzisiaj jest na niej bodaj 56 miejsc. Niemal wszystkie leżą w strefach konfliktów, takich jak: Syria, Iran, Kongo itd.. Z krajów bliższych nam kulturowo jedyny taki obszar to Everglades - park narodowy na Florydzie. Znaleźlibyśmy się więc w bardzo niefortunnym towarzystwie - tłumaczył prof. Marek Konarzewski z Polskiego Komitetu UNESCO.

Samorządowcy oszukani, a Białowieża zarabia

O tym, że żyć w miasteczkach i wsiach puszczańskich nie jest łatwo, mówił wiceburmistrz Hajnówki Andrzej Skiepko: - Jestem zmęczony psychicznie dwudziestoletnią walką o to, by mieszkańcy mogli korzystać z Puszczy Białowieskiej. Zawsze było dobrze, do zmiany władzy. Po wyborach kończyły się wszystkie piękne programy. Każdy nowy rząd mówił to samo: tego nie można, tamto nie my uchwalaliśmy albo że teraz idziemy w innym kierunku. Władza składała wiele obietnic. Mamy tego dość! Samorządowcy czują się oszukani - twierdził stanowczo Andrzej Skiepko.

Z podobną tezą wystąpił radny sejmiku województwa Włodzimierz Pietroczuk (były starosta hajnowski). Mówił, że nie można skupiać się tylko na przyrodzie, nie uwzględniając potrzeb mieszkańców. - Od dwudziestu lat chyba każdy minister środowiska szukał harmonii między potrzebami Puszczy Białowieskiej i ludzi. Poprzedni rząd pod koniec kadencji ogłosił program „Puszcza Białowieska - leśne dziedzictwo Europy”. Do regionu miało trafić około 130 mln zł. Nie wiem, czy zostało z tego kilka procent przedsięwzięć - stwierdził były starosta.

Z kolei Sławomir Droń z Białowieży cieszył się, że wiele osób znajduje pacę w turystyce, bowiem Puszczę oglądają turyści z całego świata. - Mamy dwie drogi: albo dalej będziemy eksploatowali las, tak jak to się robi teraz, albo wybierzemy drugie rozwiązanie, na które sama Białowieża postawiła już dawno. W tutejszych Lasach Państwowych pracuje trzydzieści parę osób, a w turystyce w Białowieży - 600. Widać dysproporcję? Ludzie wyczuli, co jest biznesem. Nie trzeba ich przekonywać i robić paneli - mówił.

- Co pan? Nie mówcie ciągle, że Puszcza Białowieska to Białowieża. U mnie są nie tylko turyści. U mnie w gminie są rolnicy i proszę ich uszanować. Mówią mi aktywiści, że nasi rolnicy mogą sobie założyć agroturystykę. A za co? Za 600 czy 800 złotych renty?! - pytała z sali wzburzona Lucyna Smoktunowicz, wójt gm. Hajnówka. - Nasi rolnicy nie jeżdżą wypasionymi samochodami i nie stać ich na przypinanie się do drzew.

O Puszczy Białowieskiej

debatuje od kilku dni w Krakowie Komitet Światowego Dziedzictwa UNESCO. W tym czasie protestowali tam ekolodzy (w obronie Puszczy) oraz leśnicy i zwolennicy ministra Jana Szyszki.

W samej Puszczy Białowieskiej od ponad miesiąca protestują aktywiści z Greenpeace i Fundacji „Dzika Polska”, a także ludzie związani z inicjatywą „Obóz dla Puszczy”. W miniony wtorek „Obóz dla Puszczy” i „Dzika Polska” ponownie zablokowały ciężki sprzęt do wycinki drzew.

Puszcza tylko na zdjęciach?

Spokój w debacie zniknął na dobre, gdy swój pomysł zgłosił Mirosław Stepaniuk, były dyrektor Białowieskiego Parku Narodowego. Jego zdaniem, najlepsze byłoby powołanie parku narodowego na terenie całej Puszczy Białowieskiej. Tylko park bowiem - jego zdaniem - pozwala i chronić przyrodę, i rozwijać ją. Także gospodarczo. Co prawda, przy obecnym stanie prawno-ekonomicznym jest to niemożliwe, ale opozycja może to zmienić, gdy przejmie władzę: - Park można powołać specustawą, która od razu określi zasady jego istnienia. Park narodowy w całej Puszczy rozwiązuje wiele tematów, bo wtedy jest jeden zarządca. Da też kopa rozwojowi regionu: przyciągnie turystów i pozwoli lepiej planować biznes na tym terenie.

Słowa te pobudziły obecnych na sali samorządowców z gmin okołopuszczańskich:

- W parku będzie można wszystko? My umiemy czytać! W ustawie o ochronie przyrody jest napisane, że w parku nie można np. inwestować i o wszystko trzeba pytać dyrektora - skontrowała wiceprzewodnicząca Rady Gminy Białowieża Elżbieta Laparus. Dodała, że w 1996 r. rząd nie dotrzymał obietnicy. Poszerzono wtedy park o 5 tys. ha. W ramach rekompensat mieszkańcy mieli dostać: gaz do wszystkich wsi puszczańskich, drewno opałowe i użytkowe. - Do dzisiaj tego nie ma. Oszukano nas i wy się dziwicie, że jesteśmy ostrożni?! - pytała radna z Białowieży.

- Słyszę, że park to wielkie szczęście. W 2010 roku, gdy też były takie pomysły, mieliśmy w gminie konsultacje. 82 proc. mieszkańców powiedziało: „nie”, 11 nie miało zdania, a reszta była za parkiem. Czyli nie jesteśmy jednorodni, ale zdecydowana większość mieszkańców jest przeciw parkom - dołożył Mikołaj Pawilcz, wójt Narewki.

Potem publiczność spierała się z panelistami, m.in. o to, jak dawno zaczęła się gradacja kornika drukarza i czy na pewno od jednego drzewa, czy od trzydziestu oraz, czy nadleśniczy z 30-letnim stażem wie, jak zwalczać kornika, czy też nie.

I wtedy odezwała się białostoczanka Jadwiga Maliszewska: - Woziłam swoje dzieci do Puszczy i chciałabym też zawieźć wnuki, by oglądały Puszczę żywą. Nie na zdjęciach. Puszcza nie jest ani starosty, ani wójta, ani ministra, ani pani premier. Puszcza jest nasza, takie jest zdanie większości białostoczan i mam nadzieję większości Polaków. Proszę o tym pamiętać. Kraków i Wrocław, cała Polska walczy o Puszczę, a państwo będziecie się tylko kłócić - powiedziała. I dostała oklaski.

Andrzej Matys

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.