Rodzące kobiety czują, co jest dla nich najlepsze. I już się nie dadzą położyć

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Julia Szypulska

Rodzące kobiety czują, co jest dla nich najlepsze. I już się nie dadzą położyć

Julia Szypulska

Rozmowa z Teresą Markowską, szefową białostockiej Szkoły Rodzenia, która dostała tytuł „Położnej na Medal” w ogólnopolskim konkursie.

Jak się pani czuje jako Położna na Medal? Choć to nie pierwsze pani wyróżnienie?

Bardzo się cieszę z tego wyróżnienia. Jest ono dla mnie ważne z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że dostałam je w ogólnopolskim konkursie. Gdzie zasady głosowania były surowe - jedna rodzina, czyli IP komputera to jeden głos. Po drugie, tytuł otrzymałam za ubiegły rok. A w 2016 roku obchodziłam 30-lecie pracy zawodowej. Jest to więc takie miłe podsumowanie jubileuszu.

Co się zmieniło w pani zawodzie przez te 30 lat?

Między tym, co jest obecnie, a co było, istnieje przepaść. Nasz zawód bardzo ewoluował. Kiedy ja kończyłam szkołę w 1986 roku nas uczono takiej służebności, podporządkowania się lekarzom.

Oczywiście to, że musimy wykonywać lekarskie zalecenia, nie zmieniło się. Ale na pewno zyskałyśmy jako położne większą samodzielność. W dzisiejszych czasach jest to samodzielny zawód. Obecnie położne mogą prowadzić ciąże i NFZ podpisuje z nimi kontrakt. W miniony piątek cztery położne z Warszawy skorzystały z takiej możliwości i podpisały kontrakt na samodzielne prowadzenie ciąż. Mam nadzieję, że ich śladem pójdą też koleżanki z Białegostoku. Życzę im odwagi. Położna to jest cudowny zawód i naprawdę pacjentki mają do nas ogromne zaufanie. W ubiegłym tygodniu będąc w Płocku usłyszałam niesamowitą historię.

Jedna z kobiet, kiedy opowiadałam, że jestem z Białegostoku i że reprezentuje jedną z największych w Polsce szkół rodzenia, powiedziała, że bardzo często dzwoniła do nas na infolinię. Byłam bardzo zaskoczona, bo niczego takiego u nas nie ma, więc zaczęłam dopytywać. Okazało się, że ona miała sporo pytań i wątpliwości i szukała możliwości porozmawiania z położną przez telefon. A ponieważ u nas szkoła jest czynna przez cały dzień od 8 do 19, to bez przerwy ktoś jest pod telefonem. To pokazuje, jak ważna jest rozmowa z położną. Wiadomo, że każda kobieta w ciąży ma różne rozterki, a lekarze ginekolodzy mają naprawdę dużo pracy i nie są w stanie tłumaczyć pacjentce kiedy dziecko wstaje, jak się rusza. Oni są od tego, by sprawdzać czy wszystko jest w porządku i leczyć.

A co się przez te 30 lat zmieniło jeśli chodzi o podejście personelu medycznego do rodzących?

Wszystko się zmieniło. Kiedy wspominam swoje porody i te obecne, to nie ma porównania. Kiedyś kobieta rodząca nie miała żadnych praw. Wszystkie prawa miał personel. Ona miała leżeć i wykonywać polecenia. A teraz jest odwrotnie. To pacjentka ma prawa, a personel ma służyć radą i pomocą przez cały okres porodu. Jestem zachwycona tym, jak się zmieniły nasze szpitale. W Białymstoku naprawdę kobiety rodzą po ludzku. Pod tym względem wypadamy bardzo dobrze na tle reszty kraju.

Co pani sądzi na temat pomysłu zniesienia standardów okołoporodowych, o czym ostatnio jest głośno. Pojawia się zagrożenie, że znów kobieta będzie musiała rodzić tak, jak jej każe personel.

Ja mam cały czas nadzieje, że standard okołoporodowy zostanie taki sam. Że ani my - położne, ani fundacje takie jak „Rodzić po ludzku” czy „Dobrze urodzeni” nie damy ich zmienić. To jest rzecz, której wypracowanie było tak długie, która przyszła z takim trudem - nie można tego zaprzepaścić. Myślę, że sam standard zostanie, choć może będzie miał inną formę prawną.

Nie obawia się pani, że znów będzie trzeba rodzić na leżąco?

Uważam, że kobiety już się nie dadzą położyć. To już nie te czasy, kobiety są inne, znają swoje prawa. Kiedy w 1985 roku rodziłam swoje pierwsze dziecko, najgorszą rzeczą jaką pamiętam z tego porodu było to, że musiałam leżeć. A kiedy w 1993 roku weszłam na salę rodzić swoje drugie dziecko powiedziałam położnej, że absolutnie nie dam się położyć. Ona zdębiała. Wytłumaczyłam, że to nie dla mnie, że ja porodu na leżąco nie przeżyję. Zagroziłam, że wyjdę na korytarz. I w 1993 roku żadna położna nie odważyła się mnie położyć. Kobieta po prostu czuje, w jakiej pozycji jest jej wygodnie. Pan Bóg dał człowiekowi nie tylko rozum, ale i intuicję, instynkt. I my kobiety naprawdę wiemy, co jest dla nas najlepsze w czasie porodu. Przez te lata dużo zmieniło się też w mentalności samych położnych, w ich podejściu do pacjentek. One też nie dadzą zniszczyć standardów.

Jakie cechy powinna mieć dobra położna?

Na pewno trzeba mieć ogromną empatię. Powinna też kochać swój zawód i ludzi. Bez tego się nie da, nie miałoby to sensu.

W ubiegłym roku prowadzona przez panią Szkoła Rodzenia przeniosła się do nowych pomieszczeń przy ul. Bema. Jak się tam czujecie?

Za każdym razem jak otwieram drzwi i widzę te przestronne i kolorowe pomieszczenia to prawie, że płacze ze szczęścia. I mówię do swoich dziewczyn: czy to możliwe, że ja doczekałam tych czasów, że u nas jest tak ładnie? Zarówno pacjentki, jak i my mamy naprawdę godne warunki.

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.