Tomasz Kubaszewski

Rodzina nie chce ekshumacji męża i ojca

- Mam coraz większe wątpliwości, czy sprawa śmierci mojego ojca zostanie kiedykolwiek wyjaśniona - mówi Edwin Gałkowski. Fot. Tomasz Kubaszewski - Mam coraz większe wątpliwości, czy sprawa śmierci mojego ojca zostanie kiedykolwiek wyjaśniona - mówi Edwin Gałkowski.
Tomasz Kubaszewski

Proces rozpoczęła najpierw jedna sędzia. Nagle postanowiła wyłączyć się z tej sprawy. Sąd wyznaczył kolejną osobę. Ta powołała biegłego i sprawa utkwiła na dobre. A termin przedawnienia biegnie...

Miał 84 lata. Do suwalskiego szpitala trafił z silnym bólem ręki. Lekarze podejrzewali złamanie, więc zlecili prześwietlenie. To jednak niczego nie wykazało. Pacjentowi pobrano próbki do kolejnych badań. Zanim nadeszły ich wyniki, Mirosław Gałkowski został przeniesiony do hospicjum.

- Niestety, ale ludzie dożywają tu jedynie swoich dni - komentuje syn.

Dzięki znajomości jednego z sejneńskich ordynatorów udało się przewieźć pacjenta do tamtejszego szpitala. Jednak, zdaniem rodziny, nie był tu właściwie leczony. - Zupełnie nie zwracano uwagi na rękę, gdzie, jak się okazało, rozwijał się groźny szczep gronkowca - mówi Jadwiga Gałkowska, żona Mirosława, także emerytowany lekarz.

Pacjent zmarł w sejneń-skim szpitalu dwa tygodnie po tym, jak poczuł silny ból. Sekcji zwłok nie przeprowadzono. Z lekarskiego opisu wynika, że do śmierci doprowadziło kilka czynników, w tym podeszły wiek oraz zły stan ogólny.

- Gdyby dobrze go leczyli, żyłby do dziś - twierdzi rodzina.

Gałkowscy zgłosili sprawę prokuraturze. Śledztwo ciągnęło się bardzo długo, głównie z tego powodu, że trzeba było czekać na ekspertyzę biegłych. Ci uznali jednak, że personel medyczny nie popełnił w tym przypadku żadnego błędu. Postępowanie zostało więc umorzone.

Rodzina się jednak nie poddawała i w ubiegłym roku skierowała do sądu prywatny akt oskarżenia. Wątpliwości przerodziły się niemal w pewność, gdy od specjalisty ze Śląskiego Uniwersytetu Medycznego otrzymali opinię dotyczącą leczenia ich męża i ojca. Na podstawie analizy dokumentacji specjalista stwierdził, że mężczyzna zmarł na sepsę. W jego organizmie pojawił się nie tylko gronkowiec, ale i bakterie E.coli. Prywatny akt oskarżenia dotyczy ośmiu lekarzy z Suwałk i Sejn.

Sprawa miała toczyć się najpierw przed sądem w Suwałkach. Jednak ze względu na znajomości z lekarzami wszyscy sędziowie z miejscowej „rejonówki” złożyli wnioski o wyłączenie. Proces przeniesiono więc do Olecka. Tam sprawą zaczęła jedna z sędzi, ale i ona postanowiła się wyłączyć. Teraz śmiercią M. Gałkowskiego zajmuje się kolejna osoba.

Sędzia postanowił powołać biegłego. Ma on odpowiedzieć na pytanie, czy ewentualna ekshumacja przyniosłaby jednoznaczną odpowiedź na pytanie o przyczynę śmierci, a szczególnie o to, czy wywołała ją sepsa gronkowcowa. Na tę opinię trzeba będzie poczekać wiele miesięcy.

Gałkowscy obawiają się, że prawomocny wyrok w sprawie ich męża i ojca szybko nie zapadnie. A sprawa przedawni się w 2022 roku.

Tomasz Kubaszewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.