Maciej Szymkowiak

Rozmowa z bośniackim reżyserem Igorem Drljacą o filmie „Biała Twierdza”. Kandydat do Oscara 2022 z Bośni i Hercegowiny

Spotkania ludzi z dwóch różnych światów są mało prawdopodobne, ale przecież możliwe. Fot. "Biała Twierdza" kadr z filmu/mat. prasowe Spotkania ludzi z dwóch różnych światów są mało prawdopodobne, ale przecież możliwe.
Maciej Szymkowiak

Igor Drljaca to bośniacki reżyser i scenarzysta, który w świecie filmu działa od 2006 roku. Jest adiunktem na wydziale teatralnym i filmowym na Uniwersytecie Kolumbii Brytyjskiej w Vancouver. Jego najnowszy film pt. „Biała Twierdza” to opowieść o nastolatku, który mieszka z chorą babcią na przedmieściach Sarajewa. Dni mijają mu na drobnych przestępstwach i poszukiwaniu złomu. Pewnego dnia poznaję Monę, dziewczynę z zamożnej i wpływowej rodziny.

Bośnia i Hercegowina zgłosiła Twój film jako kandydata do Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego w 2022 roku. Jak twoje samopoczucie? Od czasu rozpadu Jugosławii, Bośnia i Hercegowina zdobyła jednego Oscara i otrzymała jedną nominację.

To wielki zaszczyt być wspieranym i nominowanym przez moich kolegów z Bośni i Hercegowiny. Bośnia, jako jedna z najmniejszych republik, które powstały z Jugosławii, wraz z Macedonią Północną, odniosła duży sukces na Oscarach. Najpierw dzięki wczesnemu zwycięstwu Danisa Tanovica [za film pt. „Ziemia niczyja” w 2002 roku – przyp. red.], a później dzięki sukcesowi genialnego filmu pt. „Aida” w reżyserii Jasmili Zbanić. Zazwyczaj komisja bośniacka wybiera najpopularniejszy na arenie międzynarodowej film z danego roku, podczas gdy u naszych sąsiadów w Chorwacji i Serbii trwa przeciąganie liny między krajowym zainteresowaniem a autorami o to, który film będzie reprezentował ich kraj. Wynika to z tego, że mają pokaźniejszą ilość wyprodukowanych filmów. Zdarza się, że wybierane są filmy, które nie cieszą się dużą popularnością poza rodzimym rynkiem, co zmniejsza szansę na nominację do Oscara. Brakuje strategicznego rozważenia, jakie filmy mogłyby zwrócić na siebie uwagę poza granicami kraju, przykuwając uwagę Akademii Oscarowej. Dlatego nie są konsekwentnie brane pod uwagę, w wyniku czego mniejsze republiki byłej Jugosławii, jak Bośnia i Hercegowina mają większą szansę na zauważenie.

W filmie bohaterami są nie tylko główni bohaterowie, ale także miasto – Sarajewo. Dlaczego wybrałeś właśnie to miasto? Oryginalny tytuł twojego filmu to Tabija, czyli znajdująca się w Sarajewie twierdza, która jest też symbolem waszego kraju.

Dorastałem w Sarajewie, w dzielnicy Dobrinja, niedaleko Alipasino Polje, gdzie dorastał Faruk [główny bohater filmu „Biała Twierdza” – przyp. red.]. Znam miasto z okresu przedwojennego i powojennego i przeniosłem tam akcję z młodymi postaciami, aby poruszyć wątek rzadko dyskutowany w naszym kraju, czyli erozję klasy średniej w okresie powojennym, która umożliwiła powstanie takiej sytuacji, jaka jest przedstawiona w filmie [m.in. spotkanie się chłopca z biedniejszej rodziny z dziewczyną z bogatej rodziny – przyp. red.]

Jeśli chodzi o Białą Fortecę, to jest to stara fortyfikacja z czasów osmańskich, która przez większość czasu była zaniedbywana. Niedawno stała się miejscem chronionym, gdzie organizowane są wydarzenia kulturalne, ale kiedyś, przed i po wojnie była głównie wykorzystywana przez młodzież, jako miejsce spotkań i punkt obserwacyjny dla turystów. Od niedawna jest pod ochroną.

W filmie główny bohater ogląda niemieckie filmy wojenne. Poza zniszczeniami w czasie II wojny światowej, w latach 90. nastąpiło też oblężenie Sarajewa. Czy Twoim zdaniem te doświadczenia są nadal obecne w pamięci zbiorowej społeczeństwa. W końcu minęło zaledwie 30 lat.

Odczucie zimnej wojny jest wszechobecne, a traumatyczne przeżycia wciąż się utrzymują. Trauma wojenna służy do ujarzmiania ludzi w kółko, co widać choćby po nazywaniu poszczególnych miejsc imionami zbrodniarzy wojennych. Nie może być zaleczenia ran bez sprawiedliwości. Każda grupa etniczna tworzy własną rzeczywistość, ale rzeczywistość nacjonalistycznych, bośniackich Serbów i bośniackich Chorwatów jest powiązana z ludobójczymi projektami, które widzą Bośnię jako przedłużenie większej Serbii i większej Chorwacji, i ta idea wśród tych ludzi nie zniknęła. Serbia i Chorwacja jako sygnatariusze układu w Dayton mają ogromną władzę i wpływy na sprawy lokalne i pamięć o wojnie. Dzień, w którym Serbia i Chorwacja wspólnie zdecydują, że Bośnia stanie się społeczeństwem obywatelskim, będzie dniem, w którym można napisać nowy rozdział, ale do tego czasu społeczność międzynarodowa będzie powtarzać: „niech oni sami to rozwiążą”. Dzisiejsza sytuacja w Bośni jest bardzo niestabilna.

Czytaj także: "Żużlowcy pilnowali, żebyśmy nie zrobili głupot "- rozmowa z operatorem Arturem Reinhartem

W czasie naszej rozmowy przebywasz w Kanadzie. Główna bohaterka z filmu chce się tam przeprowadzić. Dlaczego wybrałeś ten kraj? W kinie europejskim zazwyczaj bohaterowie emigrują do Stanów Zjednoczonych.

Mieszkam w Kanadzie i moje doświadczenia z ludźmi z Europy Wschodniej wynikają wprost z ich historii, które mnie zainspirowały do przedstawienia w filmie wątku wyjazdu. W nowszych filmach anglojęzyczne kraje wysoko rozwinięte zastąpiły USA, jako symbol miejsca bezpiecznego i pozwalającego uciec od problemów. Niestabilność gospodarcza i polityczna, która zdominowała Stany Zjednoczone w ciągu ostatniej dekady, spowodowała, że teraz wyrażany jest większy sceptycyzm, co do USA, jako miejsca bezpiecznego i przyjaznego.

Skonfrontowałeś ze sobą dwa światy. Chłopiec, który jest sierotą i zarabia dla gangstera, poznaje dziewczynę z dobrego domu. Mam jednak wrażenie, że to on uczy ją miłości, której ta nie ma w domu.

Zgadza się. Główna bohaterka, Mona jest strzeżona, ale żyje w rodzinie, która nie okazuje w pełni uczuć i miłości. Była tego pozbawiona w młodzieńczych latach, inaczej niż Faruk. Miłość, która była w jej otoczeniu, polegała na zasadzie transakcji. Na pierwszym miejscu jest biznes i cele polityczne jej rodziców. Wciąż jednak dostrzega bezwarunkową miłość od babci, a później od Faruka.

Twój film to z jednej strony romantyczna opowieść, a z drugiej strony kryminał wrażliwy na kwestie społeczne. Skąd takie odważne połączenie, aby połączyć szekspirowski motyw miłości z wątkiem ekonomiczno-społecznym?

Nie było ku temu świadomej decyzji, to po prostu powstało organicznie: z interakcji między postaciami i otaczającą ich rzeczywistością.

Czy kiedykolwiek byłeś w Polsce? Jak odbierasz polskie kino, masz stąd swojego ulubionego reżysera?

Byłem w Polsce, ale nie widziałem zbyt wiele, ponieważ przyjeżdżałem głównie na festiwale. Polska to piękny kraj z intensywną miłością do sztuki. Polskie kino wywarło na mnie w młodości ogromny wpływ. Twórczość Krzysztofa Kieślowskiego, Krzysztofa Piesiewicza, a także Agnieszki Holland i Krzysztofa Zanussiego odcisnęła piętno na tym, jakie kino teraz tworzę.

Twój film znalazł się w programie M. F. F. w Berlinie. W Polsce był dystrybuowany w czasie M. F. F. Młodego Widza Ale Kino! Z powodu pandemii odbył się on w całości online. Dla ciebie, jako twórcy filmowego, co jest najtrudniejsze w tych pandemicznych czasach?

Brak możliwości nawiązania kontaktu i rozmowy z publicznością po seansie, gdzie często dochodzi do najciekawszych przemyśleń.

Czytaj także: Krzysztof „Grabaż” Grabowski: Piekło tworzymy sobie sami, tutaj na ziemi

M. F. F. Młodego Widza Ale Kino! to najstarszy festiwal dla dzieci i młodzieży w Polsce. Jaka jest różnica między młodym a starszym odbiorcą? Dzieci podchodzą do kina bardziej pod wpływem emocji, a dorośli analizują? W czasie tworzenia filmu wiesz już czy będzie on odpowiedni dla nastolatków?

Dzieci są często bardziej spostrzegawcze, ciekawskie i czasami widzą rzeczy, których dorośli nie zauważają, co pozwala na interesujące rozmowy – bardziej zaangażowane i dynamiczne. Ze względu, że ten film tworzyłem z myślą o młodych ludziach z Bośni, rozważyłem jego zademonstrowanie na festiwalu w Polsce.

Na zakończenie, zdradź nam: czy wierzysz, że miłość z tych dwóch różnych światów, które pokazałeś w filmie, jest dzisiaj możliwa, na przykład w Bośni i Hercegowinie?

Tak, jest możliwa, chociaż mało prawdopodobna. Przypadkowe spotkania sprawiają, że życie jest wartościowe i porusza świat, i chociaż nastolatki, takie jak Faruk i Mona raczej się nigdy nie spotkają i nie zakochają ze względu na okoliczności i kręgi, w których się obracają, to jednak jest na to szansa. Miłość zawsze znajdzie sposób.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe. Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Maciej Szymkowiak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.