Sekundy nieuwagi i łzy całej rodziny

Czytaj dalej
Fot. Joanna Bajkiewicz
Joanna Bajkiewicz

Sekundy nieuwagi i łzy całej rodziny

Joanna Bajkiewicz

Pod domem, na oczach dorosłych, doszło do nieszczęśliwego wypadku. Na dwulatka najechało auto. Chłopiec z licznymi obrażeniami trafił do szpitala w Białymstoku. Za kierownicą siedziała jego starsza siostra.

- To straszna tragedia - komentują sąsiedzi. Słyszeli nadjeżdżającą karetkę, nie sądzili jednak, że tak poważny wypadek zdarzył się na sąsiednim podwórku. - To tacy dobrzy ludzie. Szkoda ich i tych dzieciaków - mówią sąsiedzi.

- To, co człowiek przeżył tego dnia, to się nawet nie da opisać słowami proszę pani - mówi wzruszona ciocia dzieci, które uczestniczyły w nieszczęśliwym wypadku.

- Nie jestem w stanie nawet o tym rozmawiać. Choć to syn mojego brata, przeżywam równie mocno, jakby to było moje dziecko. Nie umiem sobie z tym poradzić, miejsca nie mogę sobie znaleźć - dodaje roztrzęsiona.

Nic nie wskazywało na to, że dzień zakończy się tak tragicznie. W sobotę wieczorem cała rodzina przygotowywała się do kolacji. W dużym, piętrowym domu nie mieszkają sami. Na dole mieszka siostra z rodziną. Tego wieczoru mieli wspólnie grilować. Na podwórku znajdowało się dużo osób. Właśnie rozpalali grilla. Zaparkowane z boku podwórka auto miało być zaraz myte, więc kluczyli zostały w środku. Wystarczył jednak ułamek sekundy...

- Brat miał już myć auto, ale tego grilla chciał rozpalić... - wspomina siostra.

- Byliśmy na podwórku w siedem osób. Widzieliśmy, że dziewczynka biegnie do auta, a za nią młodszy braciszek. Zresztą cały dzień biegaliśmy wszędzie za tym dwulatkiem. Ale tym razem nie zdążyliśmy dobiec do auta... - mówi siostra ojca chłopca, który trafił do szpitala.

Nie chce opowiadać o tym co się stało - To był ułamek sekundy. To wszystko na naszych oczach się stało. Rozumie Pani? Na oczach siedmiu osób. Nikt nie rozumie tego, co my rodzice przeżyliśmy - mówi kobieta, a oczy zachodzą jej łzami.

- To wszystko działo się tak szybko. Zobaczyliśmy, że dziewczynka zbiega do auta i od razu ruszyliśmy za nią. Nie zdążyliśmy jednak zapobiec tragedii - żali się kobieta.

To my dorośli musimy przewidywać i zapobiegać podobnym sytuacjom. Odpowiadamy za bezpieczeństwo najmłodszych. Nie zostawiajmy kluczy w aucie.

asp. Ewelina Szlesińska
rzecznik prasowy KMP w Łomży

Tego nieszczęsnego wieczoru 8 latka wskoczyła do auta. Prawdopodobnie przekręciła kluczyki, które znajdowały się w stacyjce i auto ruszyło. Prosto na dwuletniego brata. Dziewczynka jest niepełnosprawna i nie rozumie co się stało.

- Ona go nie rozjechała, jak piszą portale, tylko potrąciła. Przycisnęła do ściany, która znajdowała się kilkadziesiąt centymetrów przed zaparkowanym autem - tłumaczy kobieta.

Auto stało zaparkowane blisko zabudowań. Jak tłumaczy ciocia, tam było ledwie miejsca, aby przejść.

Mimo to, dwuletni chłopiec z licznymi obrażeniami w ciężkim stanie trafił do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku. Z tego, co udało nam się dowiedzieć, nie przebywa na OJOM-ie. Są przy nim oboje rodzice i stanowczo nie chcą, by o stanie jego zdrowia kogokolwiek informować.

- Mogę powiedzieć tylko tyle, że już jest naprawdę lepiej - mówi ciocia dwulatka.

Sprawą zajęła się policja.

- Policjanci wyjaśniają wszystkie okoliczności tego zdarzenia - mówi asp. Ewelina Szlesińska, rzecznik KMP w Łomży. I przypomina jednocześnie dorosłym, że to oni muszą przewidywać i zapobiegać podobnym sytuacjom.

Jak mówi rzecznik prasowy trudno winić tu dziecko. Pozostawienie kluczyków w stacyjce pojazdu nie jest dobrym zwyczajem. Trzeba wyjmować klucz, nawet jeśli auto opuszczamy tylko na chwilę.

- Wtedy nie ma szans, by doszło do podobnego wypadku - apeluje policja.

- Czytam te wszystkie portale, które zarzucają bezmyślność dorosłych. i serce pęka - żali się ciocia dwulatka, który za chwilę nieuwagi przypłacił zdrowiem.

- Te dzieci naprawdę były przypilnowane. Cały dzień za nimi biegaliśmy. To nie bezmyślność dorosłych, ale nieszczęśliwy wypadek. To tak naprawdę tragedia dla całej naszej rodziny. Wszyscy jesteśmy mocno roztrzęsieni - wyjaśnia kobieta.

Joanna Bajkiewicz

"Dziennikarstwo to coś więcej niż zawód, to sposób patrzenia na świat". Nie mam ograniczeń. Piszę o wszystkim, co dotyczy regionu: od historii ludzi z pasją, przygód na końcu świata, konfliktów sąsiedzkich, po inwestycje, relacjonowanie procesów sądowych, wypadki czy politykę. Kieruję Oddziałem Gazety Współczesnej w Łomży, ale zajmuję się nie tylko tym, co dzieje się w powiecie łomżyńskim, ale i zambrowskim, kolneńskim oraz grajewskim.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.