Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Odebrano mi szansę startu na igrzyskach w Rio de Janeiro

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Kaczanowski
Krzysztof Nowacki

Odebrano mi szansę startu na igrzyskach w Rio de Janeiro

Krzysztof Nowacki

- Pływaniem cały czas należy się bawić, a miałem w życiu okres, że nawet drobne niepowodzenia strasznie mnie dołowały - opowiada Konrad Czerniak, medalista mistrzostw Europy i świata, który po ośmiu latach spędzonych w Hiszpanii wrócił do kraju.

Przez kilka ostatnich lat mieszkałeś w słonecznej Hiszpanii, a spotykam Cię w chłodnym i zachmurzonym Lublinie.
W Hiszpanii spędziłem aż osiem lat, więc postanowiłem wrócić w rodzinne strony. Ale czy już na stałe, to nie wiem. Na razie korzystam z gościnności mojej siostry. Wiem jednak, że zawsze mogę wrócić do Hiszpanii, bo czuję, że jest tam mój drugi dom. Nawiązałem wiele znajomości i na pewno miałbym się do kogo odezwać. Bardzo ciepło wspominam Madryt, wiem że będę tęsknił za hiszpańskim klimatem i jedzeniem, które obfitowało w ryby i owoce morza. Każdego dnia, w każdym sklepie mogłem dostać świeżą rybkę.

Klimat, jedzenie, ale i styl życia w Polsce bardzo się różni?
W Hiszpanii żyje się bardziej na luzie. Ludzie nie zamartwiają się tak bardzo, lubią się bawić. Idąc do urzędu trzeba uważać, żeby nie trafić na sjestę lub jakieś święto. Zdarzało się, że jadąc na basen wiedziałem, że Hiszpanie coś świętują, ponieważ na drogach nie było korków. Ale nawet moi koledzy nie zawsze wiedzieli, co się dzieje. Cieszyli się tylko z wolnego. Hiszpanie zdecydowanie bardziej na luzie podchodzą do życia. Pewnie dlatego, że mają więcej słońca.

Skoro w Madrycie spędziłeś osiem lat, to oczywiste jest komu kibicujesz w meczach Realu z Legią Warszawa?
Ja jestem fanem Atletico Madryt. Rozmawiałem z kolegami Hiszpanami i mówili, że większość takich rodowitych mieszkańców Madrytu jest właśnie za Atletico. Natomiast przyjezdni, osoby spoza Hiszpanii, kibicują Realowi, bo jest bardziej modny. Wprawdzie nie jestem wielkim fanem futbolu, ale akurat mieszkałem niedaleko stadionu Vicente Calderon, gdzie gra Atletico i kilka razy mogłem uczestniczyć w meczu. Bardzo mi się podobała atmosfera i gra drużyny. W ten sposób stałem się kibicem tego zespołu.

Dobrze, zostawmy Hiszpanię i wróćmy do Brazylii, do igrzysk olimpijskich. Sporo się działo, choć niekoniecznie dobrego. Na 100 m. motylkiem nie awansowałeś do finału, a do startu na setkę dowolnym, przez niedopatrzenie kogoś z kadry, w ogóle nie zostałeś zgłoszony! Z jakimi emocjami wyjeżdżałeś z Rio?
Z bardzo mieszanymi uczuciami. Z jednej strony czułem rozczarowanie, bo liczyłem na lepszy wynik. Z drugiej wydarzyły się rzeczy, na które ja nie miałem wpływu. Brak szansy startu kraulem zszokował mnie. Musiałem zaakceptować tę sytuacje, chociaż było to bardzo trudne. Takie decyzje są dla sportowca bardzo ważne i wywołują wiele emocji. Wracając do kraju byłem kłębkiem nerwów i dopiero w wakacje mogłem nieco odpocząć i zapomnieć o wszystkim.

Odebrano mi szansę startu na igrzyskach w Rio de Janeiro
Michael Sohn

O całej sprawie poinformowałeś na portalu społecznościowym. Twój komentarz był bardzo emocjonalny, a podejrzewam, że na miejscu atmosfera była jeszcze bardziej gorąca?
Rzeczywiście było gorąco. Ale do dzisiaj nie otrzymałem żadnej szczegółowej informacji, dlaczego zostałem skreślony z listy startowej. Wspólnie z trenerem, Bartoszem Kizierowskim, zapytaliśmy władze Polskiego Związku Pływackiego dlaczego tak się stało. Wciąż czekamy na odpowiedź. Tłumaczenia są wymijające, jedni zrzucają winę na drugich i w zasadzie nikt się nie poczuwa do odpowiedzialności. A na końcu tego zamieszania jestem ja, osoba której odebrano start na igrzyskach olimpijskich. Wciąż mnie to boli.

Sportowcy coraz częściej i chętniej komunikują się z kibicami przez internet?
Mamy wtedy szansę powiedzieć, jak wyglądają różne sprawy z naszej perspektywy. Mamy pewność, że nikt nic nie dopowie i nie przekręci. Mówimy dokładnie to, co myślimy.

A w odpowiedzi czytacie komentarze internautów, które najczęściej są, niestety, negatywne.
Zgadza się i do tego trzeba się przyzwyczaić. Ale gdy ktoś we właściwy sposób zada mi pytanie, czy nawet skrytykuje, to nie mam problemu, żeby takiej osobie odpowiedzieć. Gdy jednak widzę komentarze, które w ogóle nie są na temat, pisane, aby tylko zaistnieć, to wtedy szkoda mi czasu na reagowanie. Natomiast przed ważnymi zawodami komentarzy w ogóle nie czytam. Odłączam się od tego. W Brazylii nie chciałem pozostawiać tej sprawy i dlatego o niej napisałem, ale później skupiłem się już wyłącznie na zawodach.

Masz 27 lat. Dla pływaka jaki to jest wiek?
Niektórzy twierdzą, że to końcówka kariery. Z drugiej strony igrzyska olimpijskie pokazały, że ludzie w wieku nawet 35 lat wciąż mogą zdobywać złote medale. To raczej sprawa indywidualna. Każdy organizm jest inny, inaczej się rozwija i trenuje. Mam nadzieję, że najlepsze lata są przede mną.

Czyli poważnie traktujesz start za cztery lata na kolejnych igrzyskach?
Tak, choć cztery lata to sporo czasu, więc ciężko jest planować z tak dużym wyprzedzeniem. Rozpoczynając treningi w głowie miałem jednak chęć pojechania i sprawdzenia się po raz kolejny.

Po igrzyskach w Rio zrobiłeś sobie wakacje. Odpoczywasz wtedy nad wodą, czy raczej uciekasz w zupełnie inne rejony?
Jeżeli w wakacje jeżdżę nad wodę, to i tak do niej nie wchodzę. Czuję pewien wstręt po całym sezonie treningów i startów. Muszę od tego odpocząć. W tym roku, po raz pierwszy od parunastu lat, byłem w Zakopanem. W zasadzie na nowo poznałem góry i znów się nimi zauroczyłem.

Odebrano mi szansę startu na igrzyskach w Rio de Janeiro
Łukasz Kaczanowski

Można powiedzieć, że większość życia spędziłeś na basenie?
Zaczynałem pewnie, jak wielu innych zawodników. Wstawałem rano i jeszcze przed szkołą miałem zajęcia. Rozpoczynały się o godzinie szóstej, a czasami nawet jeszcze wcześniej. Potem szedłem na lekcje i po szkole miałem drugi trening. Pływaliśmy na basenie 25-metrowym, często po osiem osób na jednym torze. Fale robiły się tak wielkie, jak na oceanie. Byliśmy mali, więc dla nas był to naprawdę duży wysiłek. Dlatego ważna jest rola najbliższych, rodziców, a w moim przypadku również siostry, która także trenowała. W pewien sposób razem się napędzaliśmy, motywowaliśmy. Jak nie miałem sił, żeby wstawać rano na trening, to mówiła „chodź, dasz radę”. Należy pamiętać, żeby pływaniem cały czas się bawić i nie traktować go wyłącznie serio. A miałem taki okres w życiu, że bardzo poważnie traktowałem pływanie i nawet drobne niepowodzenia strasznie mnie dołowały. Po prostu trzeba robić swoje i jeśli ktoś jest uparty, dąży do celu i ma dużo cierpliwości, to w końcu go osiągnie. Cierpliwość jest naprawdę bardzo istotna. Pierwszy medal mistrzostw Polski zdobyłem w wieku 17 lat, więc rzeczywiście musiałem długo czekać na poważniejsze sukcesy.

To był ten moment, po którym poczułeś, że stać Cię na szybkie pływanie?
Jeszcze nie wtedy. Tym momentem były mistrzostwa Europy juniorów w 2007 roku, gdy zdobyłem złoty medal na 50 metrów motylkiem. Pomyślałem wówczas, że naprawdę może coś być z tego pływania. Później przyszedł duży progres i medale się posypały. Musiałem widocznie poczekać do wieku 17-18 lat, żeby wszystko eksplodowało i w ciągu roku, dwóch poczyniłem naprawdę duży postęp.

Miłością do pływania zarażasz także najmłodszych. W Lublinie masz własną akademię, w której treningi prowadzisz wspólnie z siostrą. Jak dzieci reagują, gdy przychodzisz na zajęcia?
Widzę, że na początku są trochę skrępowane. Brakuje im mowy, czasami nie wiedzą co zrobić. Ale gdy już wejdziemy do wody, razem popływamy i pokażę im kilka ćwiczeń, to wszystko się zmienia. Zaczynają zaprzyjaźniać się ze mną. Natomiast tak naprawdę głównym instruktorem jest moja siostra. Ja jej pomagam w sprawach technicznych. Po zakończeniu kariery chciałbym jednak pozostać przy pływaniu i dzielić się wiedzą i doświadczeniem.

Na razie jednak skupiasz się na kolejnych startach?
Z Bartoszem zastanawiamy się nad wyjazdem do Stanów Zjednoczonych. Sprawa jest jeszcze do dogrania, ale chciałbym spróbować i zobaczyć, jak tam trenują. Najbliższe poważne zawody czekają mnie w przyszłym roku w Budapeszcie. Będą to mistrzostwa świata na długim basenie. Po drodze są jeszcze mistrzostwa na krótkim, w Kanadzie, ale zawsze są mniej prestiżowe, więc nie wiem, czy pojadę. Trenuję dwa razy dziennie, po dwie godziny. A przy okazji mam okazję spotykać się z kibicami w Lublinie.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Współczesnej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Współczesnej
  • codzienne e-wydanie Gazety Współczesnej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Krzysztof Nowacki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2018 Polska Press Sp. z o.o.