Staruszka: myśleli, że ja już nie żyję!

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Helena Wysocka

Staruszka: myśleli, że ja już nie żyję!

Helena Wysocka

Starsza kobieta nie mogła doczekać się karetki pogotowia i poszła do apteki. Strażacy sądzili, że stało się coś złego i wyłamali drzwi do jej lokalu.

- Weszłam po schodach na górę i osłupiałam. W moim mieszkaniu nie było drzwi - opowiada Honorata Baranowska z Suwałk. - Mało tego, na klatce stali dwaj rośli, ubrani na czarno mężczyźni. Myślałam, że to jakiś napad. Tak się przestraszyłam, że mało nie dostałam zawału. Dopiero później się wpatrzyłam, że to policjanci.

Kobieta zażądała od funkcjonariuszy, aby pokryli koszty naprawy zamka w drzwiach.

- Przy otwartych spać nie będę! - denerwuje się.

Ale policjanci odesłali staruszkę do strażaków. A ci nie poczuwają się do winy. - Ratowanie życia jest naszym nadrzędnym celem - mówi Bogdan Wierzchowski, komendant PSP w Suwałkach. - Staramy się jak najszybciej wejść do mieszkania. W tym przypadku też tak było.

Honorata Baranowska ma ponad 70 lat. Mieszka w centrum miasta, jest samotna. Od lat ma problemy kardiologiczne. - Lekarze mówią, że źle pracuje komora serca, cierpię na migotanie przedsionków - wylicza.

Kilka dni temu, w niedzielne popołudnie bardzo źle się poczuła. Twierdzi, że ledwo trzymała się na nogach, miała ogromne duszności. Postanowiła więc wezwać karetkę pogotowia. - Dzwoniłam dwukrotnie, ale nie przyjeżdżali - opowiada suwalczanka. - Po godzinie, a może i półtorej zrobiło mi się odrobinę lepiej. Uznałam, że będę jakoś ratować się sama.

Ale w domu nie miała żadnych specyfików, które złagodziłyby dolegliwości. Postanowiła więc pójść po nie do pobliskiej, znajdującej się pod drugiej strony ulicy apteki.


- Nie wiem, jak długo nie było mnie w domu - dodaje Baranowska. - Kilkanaście minut, a może i pół godziny zeszło.

W tym czasie przyjechali ratownicy medyczni. A ponieważ zastali zamknięte drzwi, poprosili o pomoc. Pracownicy Centrum Powiadamiania Ratunkowego zaalarmowali suwalskich policjantów i strażaków. Ci ostatni przy pomocy sprzętu hydraulicznego otworzyli wejściowe drzwi. Nie obyło się bez uszkodzenia zamka. - Nie mieliśmy innej możliwości dostania się do środka, ponieważ mieszkanie znajdowało się na piętrze, a okna były szczelnie zamknięte - dodaje komendant Wierzchowski.

Pani Honoraty nie było w środku, więc ekipa ratunkowa wróciła do swojej bazy, a policjanci pozostali, aby pilnować mieszkania.

- Zawiadomiliśmy administratora i czekaliśmy na właścicielkę lokalu - informuje Anna Wałecka-Chamiuk z KMP w Suwałkach. - Gdy wróciła, funkcjonariusze przyjechali na komendę.

Baranowska nie kryje swojego rozżalenia. Jak mówi, zamiast pomocy medycznej została narażona na straty.

- Dostaję 800 złotych renty, ledwo wiążę koniec z końcem - przekonuje. - A za wymianę zamka stolarz zażądał 80 zł. Ktoś musi oddać mi te pieniądze.

Komendant Wierzchowski sugeruje, aby zainteresowana zwróciła się w tej sprawie do firmy ubezpieczenio-wej. - Nasze działania były zgodne z prawem - przypomina. - Nie wiedzieliśmy co się dzieje, nie mogliśmy ryzykować i stać pod drzwiami.

Rozmówca dodaje, że nie raz po wejściu do mieszkania okazywało się, że jego właściciel jest nieprzytomny. Wtedy strażacy przeprowadzali resuscytację i czekali na lekarza.

Wczoraj próbowaliśmy dowiedzieć się, dlaczego Baranowska musiała tak długo czekać na przyjazd karetki pogotowia. Ale Krystyna Szczy-piń, dyrektor Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Suwałkach stwierdziła, że nic nie wie o takim zdarzeniu, a poza tym nie ma czasu na rozmowę.

Helena Wysocka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.