Szczęście sióstr składa się z małych przyjemności

Czytaj dalej
Fot. Anatol Chomicz
Julia Szypulska

Szczęście sióstr składa się z małych przyjemności

Julia Szypulska

Edyta Jakubowicz całe dorosłe życie spędziła w Warszawie. Zwiedziła kawał świata, ale zawsze marzyła, by przyjechać nad Biebrzę. Kiedy w końcu się wybrała, z miejsca się zakochała. Nim skończyła się majówka, ona kupiła stary drewniany dom we wsi Masie. Mieszka w nim od trzech lat.

We wsi jest cicho i spokojnie, a widoki przepiękne. Choć Masie nie leżą na odludziu - do Moniek stąd zaledwie pięć kilometrów. Do miasta można więc dojść pieszo, co wielu mieszkańców robi. Spośród domów stojących po obu stronach drogi nietrudno wskazać ten, który należy do Edyty Jakubowicz. Na zewnątrz pokryty jest drewnianą szalówką, a miejscowi wolą bardziej praktyczne materiały.

- Chciałyśmy, żeby dom był prosty, ale miał duszę i nawiązywał do lokalnej tradycji - wyjaśnia właścicielka.

Mówi „my”, bo niedługo po jej przeprowadzce ze stolicy dołączyła do niej starsza siostra, Iwona. W domu sióstr są też męskie pierwiastki: nastoletni Wojtek - najmłodszy syn Iwony oraz Żwirek - ruchliwy kundelek-znajda. Jest też druga znajda - kocica Rysia.

- Ten pies to mi życie uratował - opowiada pani Edyta. - Zmusił mnie do tego, żebym wychodziła o jakiejś normalnej porze z pracy, żeby go wyprowadzić. Jeśli nie dawałam rady, dzwoniłam do siostrzeńca, który mieszkał w bloku na przeciwko. Błagam cię, wyprowadź mi psa - prosiłam.

Szczęście sióstr składa się z małych przyjemności
Anatol Chomicz Oprócz psa Żwirka Edyta (z prawej) i Irena przygarnęły też kotkę Rysię. Ta jednak chadza swoimi drogami.

Skończyła politologię i miała wiele planów. Wielkie miasto ją fascynowało - kina, teatry, opera, tyle możliwości i szans na rozwój. Powinna była wykonywać wolny zawód, pracować z ludźmi, ale poszła w biznes. Znalazła pracę w międzynarodowej korporacji, najpierw jednej, potem drugiej. Z roku na rok pięła się po szczeblach zawodowej kariery, w końcu dostała poważne, kierownicze stanowisko. Rozwój osobisty był, nie można powiedzieć. A także finansowa satysfakcja. Ale z innych życiowych planów niewiele udało się zrealizować. Cóż z tego, że wokół taka oferta kulturalna, skoro człowiek cały czas jest w pracy.

Kupiły opuszczony dom

- Kiedyś, pamiętam, że był to letni wieczór, wyszłam z pracy i zadzwoniła do mnie mama - opowiada pani Edyta. - Zapytała mnie, jaka u nas pogoda, czy padało. Po zastanowieniu stwierdziłam, że nie wiem. Bo nawet nie zwróciłam na to uwagi.

- Jeśli spotkanie było w piątek albo w poniedziałek, to można było spędzić weekend np. w Wiedniu - opowiada. - Ale często zdarzało się i tak, że podróż to był tylko przelot, dojazd do biura i powrót na lotnisko.

Przyznaje, że na życie prywatne pozostawało jej mało czasu. - W pewnym momencie, a było to chyba po 12 latach pracy w korporacji, zadałam sobie pytanie: Czy naprawdę o takie życie mi chodziło? - wspomina.

Jaki jest sens życia, gdy nie ma czasu, by z niego korzystać? Na przykład zawsze marzyła, żeby pojechać nad Biebrzę. Nigdy tam nie była, choć wychowała się w Hajnówce, więc nie tak daleko od tych okolic. W końcu jednak się wybrała - było to w 2007 roku. Umówiła się z siostrą Iwoną i całą rodziną przyjechali na majówkę. Już jadąc z Warszawy wybrała taką trasę, by jak najwięcej zobaczyć. Zamiast jechać przez Knyszyn, odbiła na Tykocin. - Jadąc przez lasy i małe wsie wykrztusiłam: Boże, jak tutaj jest pięknie - wspomina Edyta. - Byłam zauroczona i z miejsca zakochałam się w tych terenach.

Choć pogoda turystów nie rozpieszczała. Powietrze było wręcz arktyczne, a oni w lekkich kurtkach, o czapkach czy rękawiczkach nawet nikt nie pomyślał. Cały pobyt to nieustanne wycieczki i spacery, pobudka wcześnie rano i w drogę... Przez całą majówkę byli nie dość, że zmarznięci, to jeszcze niewyspani. Któregoś razu siostry wybrały się w drogę tylko we dwie. - Jeździmy sobie, podziwiamy, a siostra co jakiś czas: Zobacz, tutaj jest opuszczony dom, a tutaj kolejny - wspomina Edyta. - Podróż trwa nadal, a Iwona w pewnym momencie: Słuchaj, a może byśmy kupiły dom? Pomyślałam, czemu nie?

I potem jeździły już w poszukiwaniu odpowiedniego domostwa. I znalazły. Właśnie we wsi Masie. Miejscowi wskazali, gdzie szukać właściciela. Dom, choć opuszczony od wielu lat, był w niezłym stanie. Tylko krzewy mocno go zarosły. Właściciel musiał je wycinać, żeby w ogóle otworzyć drzwi. W środku panie ujrzały wytapetowane pokoje, dawne łóżka i kredensy. Do transakcji kupna doszło nim minęła majówka.

Remontując chatę, starały się zachować jej ducha. Zostawiły kaflową płytę i „ściankę”, ale zamontowały kominek i dodatkowo zrobiły na górze pokoje. Plan był taki, by w tym domu spędzać lato i przyjeżdżać na święta. Tak też było przez pierwsze lata. W Edycie dojrzewała jednak decyzja co do zmiany dotychczasowego życia. - Pomyślałam, po co czekać emerytury, żeby się tutaj przeprowadzić, skoro nie wiem nawet, czy tego dożyję - wyznaje.

I w marcu 2013 roku Edyta przeprowadziła się tutaj na stałe. A w lipcu dołączyła do niej siostra z synem - dwójka jej starszych dzieci jest już dorosła.

- Był to ciężki moment w moim życiu - opowiada Iwona Nowakowska. - Chorowałam na nowotwór, straciłam pracę. To jednak skłoniło mnie do podjęcia decyzji o wyprowadzce i dziś wiem, że nie mogłam podjąć lepszej. Zresztą, ja zawsze byłam „wiejski człowiek”, miasta nigdy nie lubiłam.

Siostry rozdają grzyby, sąsiadki im - jaja

We wsi Masie siostry znalazły swoje miejsce na ziemi. Mają ogród, który uprawiają, chodzą na grzyby.

Cieszą się każdym drobiazgiem - a to widokiem łosia, a to smardzami, które odkryły pod wiązem na podwórku.

Miejscowi uznali już je za swoje. Często wymieniają się przysługami. Siostry im dają grzyby, sąsiadki - jaja. I tak to działa.

- Sąsiadka kiedyś zawołała mnie nawet do rodzącej krowy. Nie znam się na tym, ale nałożyłam gumowce i pobiegłam - śmieje się Iwona. - I dzisiaj też bym pobiegła, bez wahania. Bo jestem szczęśliwą osobą.

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

świąteczna obniżka o 50%

Świąteczna promocja prenumeraty cyfrowej na pół roku!

100,00 200,00

Wyjątkowa świąteczna okazja! Tylko do 30 grudnia prenumerata cyfrowa na pół roku kosztuje aż o połowę mniej. Skorzystaj i ciesz się pełnym dostępem!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.