Szukanie przez rodziców dobrej szkoły może zacząć się już na etapie podstawówki

Czytaj dalej
Marta Laszewicz

Szukanie przez rodziców dobrej szkoły może zacząć się już na etapie podstawówki

Marta Laszewicz

Rozmowa z prof. Piotrem Mikiewiczem, socjologiem edukacji z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

W swoich badaniach zajmuje się Pan głównie tym, w jaki sposób struktura społeczna wpływa na to, co dzieje się w systemie edukacji. I w drugą stronę - jak system edukacji oddziałuje na społeczeństwo. Czy w kontekście reformy oświaty możemy prognozować, co przyniesie przyszłość w związku z wprowadzanymi przez Ministerstwo Edukacji Narodowej zmianami?

Żeby to zaprognozować, trzeba najpierw rzetelnie zmierzyć się z tym, co się zacznie zmieniać i zastanowić się, jakie procesy zostaną zainicjowane w systemie. Najbardziej widoczną jest zmiana struktury. Zamiast trzystopniowego systemu: podstawówki, gimnazjum i szkoły ponadgimnazjalnej będziemy mieć dwustopniowy podział etapów nauki na podstawówkę i szkoły ponadpodstawowe.

W tym momencie nie potrafię jeszcze powiedzieć, co się zmieni treściowo. Możemy domniemywać, w jakich sferach będą widoczne zmiany. Byłbym ostrożny w przesądzaniu, że np. uczniowie po skończeniu konkretnych szkół będą mieli lepszą pracę, albo że będą mniejsze nierówności w strukturze społecznej.

Więc co tak naprawdę oznacza reforma? Co zmieni to, że nie będzie gimnazjum, a będą ośmioletnie szkoły podstawowe?

Żeby o tym mówić, trzeba mieć w głowie całościowy model funkcjonowania edukacji. Zwykle, jak rozmawia się o tym, sprowadza się to do kilku punktów: relacji nauczyciel - uczeń, rynku pracy i szkoły czy odczuć rodziców na temat szkoły. Rozmawiamy więc o pewnych aspektach, tymczasem rzecz wypada rozpatrywać całościowo. Kiedy zmienimy strukturę, zmienimy etapy edukacji. Będzie ich mniej, ale oprócz tego będzie inny program kształcenia i inne kompetencje, które mają osiągnąć młodzi ludzie po zakończeniu edukacji. Sama obserwacja struktury edukacji podpowiada, kiedy mają być testowane kompetencje. Do tej pory pierwszy taki test był między podstawówką a gimnazjum. Teraz sprawdzian też będzie, ale później.

Jak zmniejszenie liczby etapów może wpłynąć na życie ucznia?

Przejście między podstawówką a gimnazjum jest nieoficjalnie pierwszym progiem selekcyjnym. Oficjalnie to tylko sprawdzian wiadomości, ale tak naprawdę włączają się strategie rodzicielskie, które kierują dzieci do konkretnej szkoły. I okazuje się, że kiedy robimy badania i przyglądamy się uczniom we wszystkich gimnazjach np. we Wrocławiu, to już możemy powiedzieć, jaki jest poziom ich aspiracji, jakie wybierają szkoły ponadgimnazjalne. Znaczące jest w tym to, w jakim towarzystwie społecznym spotykają się młodzi ludzie w poszczególnych gimnazjach. To pierwszy próg budowania nierówności społecznych.

Teraz ta selekcja będzie następowała później. Można powiedzieć, że w związku z tym poziom nierówności społecznych będzie mniejszy?

To zależy, dlatego że z drugiej strony można pytać: jakie będą narzędzia kształcenia w podstawówce i czy szukanie dobrej szkoły przez rodziców nie rozpocznie się już na etapie podstawówki. Do tej pory rodzice decydowali się na rejonową podstawówkę, a nad gimnazjum już się zastanawiali.

Inna zmiana to czteroletnia szkoła średnia.

Tylko czy ona będzie masowa, tak jak do tej pory? To zależy, jakie aspiracje będą rozbudzane w uczniach w szkole podstawowej i od programów nauczania. Dzisiaj mówi się o przywracaniu prestiżu kształcenia zawodowego. Być może reforma służy pójściu właśnie w tę stronę. Jeżeli już w tym momencie rodzice i nauczyciele zastanawiają się, czy kształcenie zawodowe nie jest zbyt wąskim gardłem, jeżeli uczniowie wolą iść do liceów, a dopiero później decydować, jak potoczą się ich losy, to wydłużenie czasu nauki w liceum nie będzie miało znaczenia. Chyba, że cztery lata w liceum odstraszą pewne środowiska od nauki.

Co jest najważniejszym aspektem zmian?

To w pewnym sensie kwestia biograficzna. Etap przejścia z podstawówki do gimnazjum był pewnym rytuałem, awansem. Teraz ten moment przyjdzie później. To dobrze czy źle? Na pewno inaczej. Najgorszy będzie chyba ten moment przejściowy, kiedy jedni uczniowie będą się uczyć jeszcze w gimnazjum, a inni już nie. „To my już nie będziemy mieli tego awansu w porównaniu z rocznikiem przed nami?” - pomyślą sobie dzisiejsi piątoklasiści. Z drugiej strony to wyeliminowanie jednego ze stresów, bo nie trzeba będzie adoptować się do nowego środowiska, ustawiać się w grupie, znajdować sobie pozycji w klasie szkolnej, budować opinii nauczyciela.

Ale takie sytuacje przecież spotykamy w codziennym życiu.

I tutaj rodzi się pytanie: jeżeli szkoła uczy funkcjonowania w społeczeństwie, to czy struktura, która wymusza na uczniach adoptowanie się do innego środowiska, nie jest lepszym przygotowaniem do realiów współczesnego świata, gdzie co chwilę przeprowadzamy się do nowego miasta, zmieniamy pracę, środowisko, migrujemy za granicę? Wprowadzenie reformy argumentuje się m.in. tym, żeby nie było stresów i traum związanych z przechodzeniem między etapami kształcenia, żeby nie było kumulacji negatywnych czynników rozwojowych w pewnym okresie życia na etapie określonym okresem edukacyjnym.

Zwolennicy reformy o gimnazjach mówią wprost: to kumulacja burzy hormonów. Ile w tym prawdy?

Badania pokazują, że więcej agresji jest w podstawówkach. Są oczywiście wyjątki w związku z selekcją, o której rozmawialiśmy. Jeżeli w jednym budynku zbiorą się uczniowie, którzy są negatywnie nastawieni do nauki, to tam mogą się dziać złe rzeczy. To nie sama struktura edukacji na to wpływa, ale struktura w połączeniu z innymi czynnikami, np. z topografią miasta.

W starych gimnazjach, które funkcjonują do tej pory w samodzielnych budynkach, będą tworzyły się szkoły podstawowe z numeracją sprzed 1999 r. Mało kto dziś pamięta, jaką te podstawówki miały renomę. Poza tym zmieniła się kadra nauczycielska. Więc rodzice mają posyłać swoje dzieci do szkół na chybił trafił?

To jest coś, czemu należy się przyglądać. Sam mam dziecko, które ma pięć lat i przed nami wybór szkoły podstawowej. Na moim osiedlu buduje się zupełnie nowa szkoła. Nie mam danych, żeby określić, czy warunki w tej szkole będą sprzyjały rozwojowi mojego dziecka. Jako rodzic mam problem. I to jest pewnie odpowiednik tej sytuacji. Rodzice stoją przed zupełnie nowymi bytami. Już w tym momencie może zrobić się tzw. giełda w mieście. Im mniejsze środowisko, tym ta potoczna wiedza o szkole będzie ważniejsza.

Marta Laszewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.