Ten budynek to symbol. A plac przed nim powinien być nasz

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Agata Sawczenko

Ten budynek to symbol. A plac przed nim powinien być nasz

Agata Sawczenko

Walczyli o wolność, niezależność. Teraz chcą upamiętnić te czasy. I zmienić nazwę placu Uniwersyteckiego. Na plac imienia Niezależnego Zrzeszenia Studentów. Bo przecież to tu rozegrały się pamiętne wydarzenia.

Niezależnemu Zrzeszeniu Studentów należy się w Białymstoku upamiętnienie - twierdzi grupa białostoczan. Pod pismami do rady miasta i prezydenta podpisało się dziesięć osób. Ale przekonują, że podobnie myśli dużo więcej byłych działaczy organizacji. I chcą, by plac Uniwersytecki przemianować właśnie na plac NZS. - Uniwersytet w Białymstoku już wkrótce opuści budynek. To będzie też dobra chwila, by zmienić nazwę placu - przekonuje Janusz Żabiuk, który w NZS-ie działał po koniec lat 80. - A nazwa placu powinna kontynuować swój związek ze studentami i z tym, co studenci robili nie tylko teraz, ucząc się, ale i kiedyś, protestując przeciwko łamaniu praw demokratycznych w Polsce - przekonuje.

Bo według pomysłodawców NZS był drugą po NSZZ Solidarność organizacją, której działalność doprowadziła do przejęcia władzy przez niezależne, wolnościowe siły polityczne. A aktywność NZS-u była widoczna w każdej sferze walki z komunizmem: otwartych akcjach protestacyjnych, druku, kolportażu prasy i wydawnictw z tzw. drugiego obiegu.

- Studenci z Białegostoku włączali się w te akcje. Powinniśmy o tym pamiętać - przekonuje Janusz Żabiuk. I tłumaczy, że ich idea przemianowania placu z Uniwersyteckiego na Niezależnego Zrzeszenia Studentów nie ma na celu uhonorowania konkretnych osób. - Choć niewątpliwie jest ich wiele - mówi Janusz Żabiuk. - Ale zależy nam raczej na umiejscowieniu w przestrzeni Białegostoku nazwy NZS i przywrócenie pamięci organizacji, która dla trzech pokoleń białostockich studentów była i jest środowiskiem kształtowania się postaw patriotycznych i obywatelskich, a w latach 80. czynnie uczestniczyła w walce o demokrację.

Według niego plac może być tylko w jednym miejscu: - Tam gdzie studenci walczyli o demokratyczną Polskę, o podmiotowość - zarówno organizacji studenckiej, jak i każdego pojedynczego człowieka - mówi.

Mariola Łotysz to przedstawicielka najstarszego NZS-u. - Działaliśmy tuż przed stanem wojennym i w jego trakcie - mówi. - Można sobie wyobrazić, jakie to były czasy. Wtedy na uczelniach rządzili panowie nominowani partyjnie, którzy nie pozwalali na żaden rozwój wolnościowej myśli.

A wtedy właśnie narodziła się Solidarność. Studenci chcieli mieć swój odpowiednik tej organizacji. - Jak nasi rodzice zakładali Solidarność, gremialnie wstępowali do niej w swoich zakładach pracy, tak my, studenci, mieliśmy konieczność założenia swojej organizacji studenckiej, w której moglibyśmy walczyć o ideały nam bliskie: o wolność, niezależność - mówi pani Mariola.

W Polsce Niezależne Zrzeszenie Studentów powstało 36 lat temu. Za chwilę również białostoccy studenci zaczęli działać. Najpierw na uniwersytecie. - Nie ukrywajmy, że często były to spotkania towarzyskie: słuchajcie, zróbmy coś, zorganizujmy, zróbmy strajk, bo działania rektoratu nie odpowiadają wolnościowym wymogom - wspomina pani Mariola.

Za chwilę również organizacja zawiązała się na politechnice i równolegle na Akademii Medycznej.

- Wzięliśmy wszyscy udział w strajku ogólnopolskim. Był komitet strajkowy, gazetka strajkowa - mówi Mariola Łotysz. - Nasz strajk zakończył się 12 grudnia. Dzień później wprowadzono już stan wojenny. I wtedy rozpoczęła się nasza podziemna działalność.

Ci, którzy mieszkali w akademikach, zostali natychmiast wyrzuceni. Zostali ci zameldowani w Białymstoku. I natychmiast próbowali się jakoś zorganizować. - Słynne trójki, całe struktury podziemne powstawały bardzo szybko - opowiada Mariola Łotysz. NZS swoimi działaniami wspierał przede wszystkim działania Solidarności podziemnej. - Bardzo szybko zajęliśmy się kolportażem wydawnictw i udziałem w produkcji wydawnictw podziemnych - mówi Mariola Łotysz. Dlaczego to było takie ważne? - Bo nie było innej możliwości poinformowania społeczeństwa, co się dzieje w całej Polsce.

I to właśnie na dzisiejszym placu Uniwersyteckim w 1981 roku po raz pierwszy w historii miasta zorganizowano pikietę w obronie więźniów politycznych PRL. To tam również, przed Komitetem Wojewódzkim PZPR osiem lat później studenci żądali ponownej legalizacji swojej organizacji.

- Zorganizowaliśmy wiec na Rynku Kościuszki - wspomina Janusz Żabiuk. - Szliśmy Suraską bezpośrednio przed dom partii. Drogę zagroził nam szpaler sił ZOMO. Zmieniliśmy trasę i poszliśmy Lipową. Znów szpaler ZOMO zatrzymał nas przy Cristalu. Padło hasło: spotykamy się za 10 minut przed komitetem wojewódzkim. Przed budynkiem stał już potrójny szpaler sił ZOMO. No i bronił tego budynku. Nie wpuścili nas.

W styczniu 1990 roku studenci upomnieli się o budynek. - Chcieliśmy, by budynek został przekazany uczelni - opowiada Janusz Żabiuk. - Bo filia uniwersytetu miała bardzo słabe warunki lokalowe.

Negocjacje nic nie dawały. Zaczęli więc okupację. Po kilku dniach - zwycięstwo - władze przyznały budynek uniwersytetowi.

- Ten budynek to symbol - nie ma wątpliwości Janusz Żabiuk. Tak zresztą uważają całe pokolenia działaczy NZS.- Teraz NSZ zajmuje się w ogóle czym innym - przyznaje Daniel Stępień, który w zrzeszeniu działał do 2014 roku. - Ale historia jest bardzo ważna Staramy się ją pielęgnować.

Dlatego od lat starają się już o nadanie placu imienia organizacji. Teraz jednak realia się nieco zmieniły. Radni PiS uchwalili, że na skwerze ma stanąć pomnik Lecha Kaczyńskiego. Nasi rozmówcy nie chcą tego komentować. - Są wśród nas ludzie o różnych poglądach. Nie możemy wypowiadać się w imieniu wszystkich - zaznacza Janusz Żabiuk. Ale Mariola Łotysz nie waha się wyrazić swojej opinii: - Walczyliśmy z kultem jednostki. I teraz nie będziemy tego kultu jednostki popierać.

- Wszystko, co jest odgórnie narzucane - przeszkadza - podsumowuje Janusz Żabiuk. - I choć nie mam negatywnych skojarzeń z Lechem Kaczyńskim, to mam duże wątpliwości, że to się dzieje tak ad hoc, bez ustaleń, bez dyskusji, odgórnie. Poza tym, do niektórych rzeczy trzeba nabrać dystansu, poczekać. To, co jest aktualne politycznie, nie powinno być narzucane. My przecież w roku 1990 czy nawet 2000 nie chcieliśmy tutaj placu NZS-u. Dopiero teraz, po latach...

Chcą i radni, i prezydent

Radni PiS, którzy mają większość w białostockiej radzie miasta, popierają zmianę nazwy placu. Na tak jest również prezydent Tadeusz Truskolaski. Już kilka dni temu przygotował i podpisał projekt uchwały w tej sprawie. I skierował go do rady miasta.

Agata Sawczenko

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.