Tragedia w Studziankach. Alkohol i przemoc domowa doprowadziły do tragedii

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
(jul)

Tragedia w Studziankach. Alkohol i przemoc domowa doprowadziły do tragedii

(jul)

O zamordowanie 43-letniej mieszkanki Studzianek (gm. Wasilków) jest podejrzany jej mąż. Został zatrzymany w poniedziałek wieczorem.

- Kobieta została brutalnie pobita. Bezpośrednią przyczyną śmierci był wstrząs krwotoczny spowodowany rozległym urazem twarzoczaszki i klatki piersiowej - informuje Katarzyna Pietrzycka, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Białymstoku.

Takie są wstępne wyniki przeprowadzonej wczoraj sekcji zwłok 43-letniej mieszkanki podbiałostockich Studzianek. Zwłoki kobiety policjanci znaleźli w niedzielę późnym wieczorem w jej domu.

O morderstwo jest podejrzany mąż kobiety. Gdy jego żona umierała, on uciekł. Został zatrzymany w poniedziałek wieczorem. Przebywa w policyjnej izbie zatrzymań. Policja nie ujawnia szczegółów i odsyła do Prokuratury Rejonowej, która prowadzi śledztwo.

- O tym, czy będzie tymczasowo aresztowany, zdecyduje sąd - wyjaśnia prokurator Katarzyna Pietrzycka.

Tragedią jest wstrząśnięta cała wieś.

- On pił, a ostatnio też i żona. Były awantury, bicie. Ostatnio kobieta chodziła mocno poobijana - mówi jedna z sąsiadek.

Według sąsiadów kobieta miała problemy zdrowotne. Gdy została bez pracy, w domu zaczęło dziać się źle.

Pod koniec roku szkolnego wszczęliśmy procedurę, by założyć tej rodzinie Niebieską Kartę. Ale nie zdążyliśmy...

nauczycielka ze Szkoły Podstawowej w Studziankach

Małżeństwo miało trzy córki. Dwie pełnoletnie wyprowadziły się już z domu. Natomiast najmłodsza, 10-letnia od jakiegoś czasu mieszka ze starszą siostrą.

- Wszyscy martwiliśmy się o tę rodzinę. Pod koniec roku szkolnego wszczęliśmy procedurę, by założyć im Niebieską Kartę. Nie zdążyliśmy... - mówi nauczycielka dziewczynki, prosząc o anonimowość.

Irena Godlewska, kierowniczka Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Wasilkowie powiedziała, że rodzina nie była pod opieką kierowanego przez nią ośrodka.

- Jeśli ktoś do nas się nie zgłasza, to nie jesteśmy w stanie go odwiedzać - mówi. I nie chce więcej rozmawiać na ten temat.

(jul)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.