Ul. Kilińskiego. Konflikt mieszkańców bloku nr 36: Tu rządzą tylko dwie osoby

Czytaj dalej
Fot. Katarzyna Paszkowska
Katarzyna Paszkowska

Ul. Kilińskiego. Konflikt mieszkańców bloku nr 36: Tu rządzą tylko dwie osoby

Katarzyna Paszkowska

Mieszkańcy bloku nr 36 przy ul. Kilińskiego w Szczuczynie zrzeszyli się, aby żyło im się lepiej. Niestety zamiast tego zawiązanie wspólnoty tylko podzieliło społeczność.

Blok numer 36 przy ul. Kilińskiego w Szczuczynie wybudowany został około czterdziestu lat temu. Znajduje się w nim dwanaście mieszkań. Ich właścicielami w większości są seniorzy. Jak przyznają mieszkańcy przez wiele lat, oprócz indywidualnych remontów mieszkań, w budynku nie było nic robione.

- Dach przeciekał, klatka schodowa była w opłakanym stanie. Zamiast centralnego ogrzewania mieliśmy w mieszkaniach piece kaflowe, a nieszczelne kominy skutecznie utrudniały nam życie - wspomina jedna z mieszkanek bloku.

Trzy lata temu lokatorzy postanowili wziąć sprawy w swoje ręce i założyć wspólnotę.

- Dzięki temu już dłużej nie musieliśmy czekać i prosić o naprawę usterek. Sami mieliśmy zarządzać co naprawiamy, poprawiamy, a co nie - mówi właścicielka jednego z lokali.

Niestety zamiast poprawy jakości życia w bloku, założenie wspólnoty tylko poróżniło społeczność. Mieszkańcy podzielili się na dwa obozy: tych, którzy są przychylni administratorowi, członkom zarządu i tych, którzy są im zdecydowanie przeciwni.

Rządzą dwie osoby

Zdaniem części mieszkańców wszystkie decyzje dotyczące spraw bloku podejmowane są tylko przez dwie osoby - administratora i przewodniczącą zarządu wspólnoty.

- Często nie mamy pojęcia o tym, co się dzieje w naszej wspólnocie. Głównie za sprawą pani przewodniczącej, która z nikim nic nie konsultuje. Co sobie wymyśli, tak musi być zrobione - żali się jedna z mieszkanek budynku.

- W naszym bloku bardzo źle się dzieje. Wspólnota powinna działać dla dobra wszystkich, a nie tylko pana administratora i pani przewodniczącej. Nikt nie liczy się z naszym zdaniem. I to ma być wspólnota? - zastanawia się kolejna mieszkanka.

Nie zawsze sytuacja między mieszkańcami była tak napięta. Jeszcze kilka lat temu wszystko było jak należy. Nikt nie miał do nikogo o nic pretensji, a współpraca układała się bardzo dobrze.

- Początek był wspaniały. Mieszkańcy byli niemal jednogłośni co do zasad prowadzenia wspólnoty: jakie mają być stawki składek na remonty. Chcieliśmy zacząć od klatki schodowej, która była zdewastowana. Udało się zebrać około 5 tysięcy złotych - wspomina przewodnicząca zarządu.

Jednak, mimo dobrze zapowiadającej się sąsiedzkiej współpracy, jednomyślność mieszkańców zaczęła szybko pryskać.

- Władza uderzyła zarządowi do głowy. My, mieszkańcy powiedzieliśmy w końcu dość tej samowoli - mówią stanowczo mieszkańcy.

Pieniądze wydawane bez sensu

Lista żali i pretensji skierowanych do administratora i zarządu wspólnoty jest długa. Zdaniem mieszkańców niezrozumiałe dla nich jest między innymi rozliczenie zaciągniętej w ubiegłym roku pożyczki w wysokości 64 tysięcy złotych na okres 10 lat. Pieniądze w całości przeznaczone zostały na wyremontowanie bloku łącznie z rozlatującym dachem.

- Nikt nie widział żadnego sprawozdania. Nie było przetargów, nie szukaliśmy najkorzystniejszej oferty. Nie mieliśmy wpływu na to, kto cokolwiek robi - żali się jedna z właścicielek mieszkania.

Ich zdaniem pieniądze wydawane były bez sensu. Przykładem są drzwi wejściowe.

- Z racji tego, że jednym z mieszkańców jest osoba niepełnosprawna trzy lata temu wymieniono drzwi dostosowane do jej potrzeb. Podczas remontu po co było je ponownie wymieniać i wydać pieniądze na nowe? - zastanawiają się mieszkańcy.

Członkom wspólnoty nie podoba się także przeprowadzona renowacja ogrodzenia.

- Remont starych przęseł nie dość, że trwał kilka miesięcy to kosztował 2 400 złotych. Czy za te pieniądze nie mogliśmy kupić nowych? I co z tego, że ogrodzenie było remontowane skoro już wychodzi na nim rdza? - mówią mieszkańcy.

Przewodnicząca przyznaje, że choć wykonawca nie wywiązał się z terminu to w ramach zadośćuczynienia wykona kilka prac bezpłatnie. Ponadto bardziej opłacało się wyremontować stare - stabilne przęsła, niż kupować tani bubel.

Zdania kobiety nie podziela zdecydowana większość właścicieli mieszkań.

Kolejny żal do zarządu mieszkańcy mają o podwyższenie pensji administratorowi.

- Przez przypadek, rok po podwyżce, dowiedziałam się, że stawka podniesiona została z 50 na 60 groszy na metrze kwadratowym. Jak się potem okazało listą głosowania „za” podniesieniem wynagrodzenia była lista obecności - opowiada mieszkanka bloku.

Jak wyjaśnia przewodnicząca zarządu podczas zatrudnienia administratora ustalono stawkę 50 gr/m2. Zdecydowano również, że jeśli zarządca sprawdzi się na swoim stanowisku stawka ta zostanie podniesiona o 10 groszy.

- Takie kwestie powinny być tym bardziej po roku przedyskutowane z mieszkańcami. Decyzja została podjęta tylko przez panią przewodniczącą, która bezprawnie rządzi się naszymi pieniędzmi - nie kryje wzburzenia jedna z mieszkanek.

Zarówno administrator, jak i przewodnicząca zarządu nie zgadzają się z żadnym z zarzutów.

- Zapewniam, że nie robimy nic, co mogłoby być niezgodne z prawem. Zarówno mi, jak i zarządowi zależy na zgodzie - przyznaje administrator wspólnoty.

- Wszystkie dokumenty, które posiadam, są do wglądu dla mieszkańców bloku. Nie są one tajne - dodaje przewodnicząca.

Powiedzieli co myślą

Raz w roku mieszkańcy bloku spotykają się na zebraniu sprawozdawczym. Podczas takiego spotkania omawiane bieżące problemy czy podejmowane decyzje dotyczące przyszłości. Tegoroczne zebranie członków wspólnoty odbyło się w minioną sobotę, 11 marca. W spotkaniu udział wzięła większość mieszkańców. Atmosfera od samego początku była napięta. Część mieszkańców jasno wyraziła swoje niezadowolenie z dotychczasowej pracy zarządu i administratora.

Sami zainteresowani zdecydowanie odpierali wszystkie zarzuty uznając je za bezzasadne.

- Przez trzy lata zrobiliśmy bardzo wiele dla naszej małej społeczności. Jesteśmy doceniani i podziwiani w całym mieście. Wszystko zostało wykonane zgodnie z wolą mieszkańców - dodaje.

- To stek bzdur - grzmią mieszkańcy.

W jednej tylko kwestii wszyscy są zgodni. Aby móc cokolwiek zdziałać potrzebna jest zgoda.

- Wiemy, że dopóki się nie dogadamy nie będzie dobrze we wspólnocie. Niestety na chwilę obecną nikt nie chce ustąpić - mówi ze smutkiem jedna z mieszkanek.

Katarzyna Paszkowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.