Wracał z policyjnej imprezy. Zatrzymali go inni policjanci

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Helena Wysocka

Wracał z policyjnej imprezy. Zatrzymali go inni policjanci

Helena Wysocka

Szef związku zawodowego funkcjonariuszy więziennictwa stanie przed sądem. Zarzut? Jazda po pijanemu. Podejrzany twierdzi, że go wmanewrowano

Kilka dni temu augustowska prokuratura postawiła pracownikowi więzienia zarzut, że w stanie nietrzeźwości kierował autem. Ciekawostką jest to, że wciąż posiada prawo jazdy. Policja nie zatrzymała dokumentu, a śledczy nie mają podstaw prawnych, by to uczynić. Podejrzany mężczyzna nie przyznaje się do winy. Utrzymuje, że został wmanewrowany i na pewno udowodni to w sądzie.


- W czerwcu sporządzimy akt oskarżenia w tej sprawie - zapowiada Tomasz Milanowski, Prokurator Rejonowy w Augustowie.

Marcin M. pracuje w resorcie od kilkunastu lat. Był funkcjonariuszem w suwalskim Areszcie Śledczym. Jesienią 2015 roku został wybrany na przewodniczącego zarządu okręgowego NSZZ Funkcjonariuszy i Pracowników Więziennictwa. Do zdarzenia, które niebawem doprowadzi go na ławę oskarżonych doszło 18 listopada minionego roku. Wówczas w Przewięzi odbywały się wybory zarządu wojewódzkiego związku zawodowego policjantów. - Na tego typu spotkania, tradycyjnie, zaprasza się przedstawicieli innych służb mundurowych - mówi nasza informatorka. - Stąd obecność strażnika. W sumie było około stu osób.

Wybory skończyły się suto zakrapianym poczęstunkiem. Nasza Czytelniczka twierdzi, że impreza trwała do trzeciej nad ranem. Większość mundurowych skorzystała z noclegu, ale Marcin M. postanowił wrócić do domu. Kilka kilometrów za ośrodkiem zatrzymała go augustowska „drogówka”. Mundurowym trudno było nie zauważyć, że strażnik jest pijany. Pierwsze badanie alkomatem, jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie, wykazało 2,4 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Drugie - 1,8 promila. Jak to się stało, że policjanci nie zabezpieczyli samochodu i nie odebrali uprawnień do kierowania, nie wiadomo. Tomasz Krupa z Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku po informacje odsyła do prokuratury, a ta zasłaniając się dobrem śledztwa nie chce mówić o szczegółach.

Marcin M. utrzymuje, że za kierownicą auta siedziała jego żona. Podobno są świadkowie, którzy potwierdzają tę wersję. Dlatego dopiero po ponad pół roku śledczy przedstawili zarzuty strażnikowi. Obciążają go m.in. bilingi, z których wynika, że dopiero po zatrzymaniu przez policję telefonował do żony oraz nagranie z monitoringu ośrodka, w którym odbywała się kolacja. Na taśmach widać, że wsiada za kierownicę auta.

Mjr Michał Zagłoba, rzecznik prasowy dyrektora okręgowego Służby Więziennej w Białymstoku przypomina, że Marcin M. nie wykonywał żadnych czynności w areszcie, ponieważ był delegowany do pełnienia funkcji związkowej. Tym samym nie było potrzeby go zawieszać.

- Niezwłocznie, po otrzymaniu z policji informacji o sprawie wszczęliśmy postępowanie dyscyplinarne wobec Marcina M. - informuje. - Zostało ono zawieszone do czasu prawomocnego wyroku sądu.

Nie ukrywa, że Służbie Więziennej zależy na jak najszybszym wyjaśnieniu sprawy. - Dla osób łamiących prawo nie ma miejsca w naszych szeregach - dodaje mjr Zagłoba.

Helena Wysocka

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.