Wojciech Drażba

Wrócili na ścieżkę zwycięstw

Damian Kądzior (przy piłce) w meczu z wiceliderem I ligi cieszył się z gola i asysty. Fot. Miłosz Kozakiewicz Damian Kądzior (przy piłce) w meczu z wiceliderem I ligi cieszył się z gola i asysty.
Wojciech Drażba

Wigry wygrały nie tylko drugi mecz z rzędu, ale i i drugi w tym sezonie z katowicką GieKSą.

Rundę rewanżową biało-niebiescy rozpoczęli tak, jak cały ten sezon - od zwycięstwa nad pretendentem do awansu. W Katowicach skutecznie zakończyli tylko jedną kontrę, a u siebie aż trzy. Szkoda tylko, że ciągłe opady deszczu odstraszyły wielu kibiców od przyjścia na stadion przy ul. Zarzecze. Gospodarze wygrali w pełni zasłużenie, po ładnej grze i emocjonującym meczu.

W pierwszej kolejce bramkę dla Wigier szybkiej akcji zdobył Kamil Adamek i w ostatnią sobotę przyjezdni bacznie pilnowali najskuteczniejszego z suwalczan. Jeden z nich tak pechowo odbił piłkę skierowaną przez Rafała Augustyniaka do Adamka, że trafiła ona do biegnącego obok do kontry Kamila Zapolnika. Drugi z napastników Wigier nie zmarnował okazji sam na sam i posłał piłkę do siatki między nogami bramkarza GieKSy.

Jerzy Brzęczek (GKS Katowice): Nie tak wyobrażaliśmy sobie to spotkanie. Decydującym jego momentem była gol na 2:1 dla Wigier, zdobyty na samym początku drugiej połowy. Denerwujące jest, że wszystkie trzy bramki straciliśmy po niemal identycznych akcjach. Spodziewaliśmy się szybkich kontr, uczulaliśmy na nie naszych zawodników i wszystko na próżno.

Rozanieleni prowadzeniem podopieczni Dominika Nowaka, który po czerwonej kartce za dyskusję z sędzią meczu ze Stomilem został ukarany zesłaniem na dwa kolejne spotkania na trybuny, popełnili starzy grzech dekoncentracji. Minutę później było już 1:1. Po dalekiej wrzutce w pole karne Wigier, piłkę przed siebie kopnął Frank Adu Kwame, a katowicki pomocnik Paweł Szołtys mocnym i precyzyjnym strzałem z ponad 20 metrów pokonał Hieronima Zocha. Zawodnicy wicelidera próbowali pójść za ciosem, ale zmarnowali kilka okazji do objęcia prowadzenia.

W przerwie w suwalskiej szatni musiało mocno wrzeć, bo para znalazła ujście juz dwie minuty po zmianie stron. Po przejęciu, Miłosz Kozak idealnie podał do Kamila Zapolnika, który z lewej strony dośrodkował na piąty metr do Damiana Kądziora, a ten wygrał drugi pojedynek gospodarzy z bramkarzem GKS.

Po godzinie gry było już 3:1 i to znowu po kapitalnym zagraniu Miłosza Kozaka. Młodzieżowiec Wigier ładnie wypuścił w uliczkę Damiana Kądziora, który zwodem minął golkipera GieKSy, ale nie zdecydował się na strzał swoją słabszą prawą nogą z ostrego kąta. Rozgrywający biało-niebieskich dośrodkował do niepilnowanego Jakuba Bartkowskiego i zaraz cieszył się z widowiskowej asysty.

Grzegorz Mokry (II trener Wigier): Jesteśmy bardzo zadowoleni, a jedyne, czego możemy żałować, to kilka zmarnowanych okazji do podwyższenia wyniku. Dobrze, że kontaktową bramkę Katowice zdobyły minutę przed końcem, bo mogłyby wrócić demony z meczu z Chrobrym, w którym wygrywaliśmy 2:0, a skończyliśmy remisem.

Po chwili Kądzior powinien był znowu wzbogacić swój dorobek w punktacji kanadyjskiej, ale po dwójkowej kontrze Kamil Adamek minimalnie przestrzelił do pustej bramki.

Katowiczanie, którzy chcieli wywieźć z Suwałk choćby remis, całkowicie się odkryli. Ich ataki zaowocowały tylko kontaktowym golem. Po rzucie rożnym i zamieszaniu do siatki Wigier trafił Mikołaj Lebedyński.

Wojciech Drażba

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.