Wróżka Alicja z Gorlic nie ma szklanej kuli. Przyszłość odczytuje z talii kart

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Lech Klimek

Wróżka Alicja z Gorlic nie ma szklanej kuli. Przyszłość odczytuje z talii kart

Lech Klimek

Pokój nr 13, zamiast wizytówki informacja - SW„Alicja”. Dla wtajemniczonych - to salon wróżb. Tu nigdy nie ma kolejki, klienci umawiają się, dyskretnie, telefonicznie, na konkretną godzinę

Z czym najczęściej przychodzą do pani ludzie?

Oczywiście z problemami, samotność, totalny brak zaufania do ludzi, brak wiary w lepsze perspektywy, bezrobocie, sprawy sercowe. Zauważam, że nastawienie ludzi w dzisiejszym świecie przesycone jest pesymizmem.

Dlaczego chodzą do wróżki zamiast do psychologa?

Psycholog analizuje stan psychiczny, używając metod naukowych, później dobiera odpowiednią psychoterapię. To, co on osiągnie po 10 spotkaniach, wróżce zajmie zaledwie … godzinę. Raczej nie zdarza mi się, by po takim godzinnym seansie ktoś wyszedł smutny, o ile to mu pomoże, zależy tylko od niego. Moi klienci wracają. Jak się kocha ludzi, można im pomóc.

A gdzie szklana kula, czarny kot i turban?

O matko! Ludzie, gdy do mnie przychodzą, to spodziewają się baby w kwiecistej spódnicy, obwieszonej koralami, i wielkiej szklanej kuli. Przykro mi, ale nie zdążyłam się przebrać (śmiech). Po prostu trzeba łamać konwenanse.

Jakie?

A różnie się ludzie do tego nastawiają. Trzeba sobie odpowiedzieć, czy chce się komuś pomagać, czy tylko czesać kasę. Rekwizyty i kadzidełka zawsze można sobie kupić. Ja wróżąc, nie wyciskam czarnego kota w piwnicy (śmiech).

Wróżka z Gorlic. Sąsiedzi nie chcieli nigdy wiedźmy spalić na stosie?

Chcą od ponad 30 lat, ale im się nie udaje.

Przychodzę do wróżki i co...

Nie można się bać. Trzeba się zrelaksować i przetasować samemu karty. Następnie przełożyć, żeby ułożyły się tak, jak nasze życie. Byle lewą ręką. To ważne, bo lewa ręka to ta od serca przecież.

Rozumiem, że chodzi o karty tarota?

Żadne tam taroty. Więcej powie zwykła talia. Nie boję się tarota, ale nie czuję tych kart. Moim zdaniem, tarot nie jest dokładny.

Wróżba musi się sprawdzić, bo inaczej reklamacja?

To nie tak, że stawiamy karty i pokazujemy przeszłość, teraźniejszość i pewną przyszłość. Karta się zmienia, bo i życie się zmienia. Gdy wróżę, pokazuję, co zrobić, aby wyjść z jakiejś sytuacji, kto nam szkodzi, jak wygrać sprawę sądową, poprowadzić firmę i oczywiście, jak zachować się w miłości. Pokazuję przeszkody i szukam rozwiązania.

Ma pani dar jasnowidzenia?

Pełno takich, co mówią, że mają. Trzeba mieć wyczucie, intuicję. A do tego znać połączenia kart.

Król koło dychy co znaczy?

Zależy jaka dycha?

Dziesiątka trefl i król karo.

To może znaczyć, że Pana przyjaciel chce się koniecznie spotkać.

Jaką ma sprawę?

A to już trzeba cały rozkład zrobić.

A tak już na poważnie, to jednak głównie tarot kojarzy się z wróżeniem...

Tarot jest uważany za karty o największej sile wróżbiarskiej. Talia składa się z 78 kart. Są to karty o ostrej szacie graficznej. Jeśli klient wyciągnie np. kartę śmierci - niepotrzebnie się denerwuje, bo wcale nie musi to oznaczać, w układzie z pozostałymi kartami, kresu jego życia.

Karta ta bardzo często ukazuje po prostu koniec kłopotów. Dlatego też z kart tych korzystam w specyficznych sytuacjach. Preferuje karty zwykłe.

Dlaczego?

Ponieważ są dokładniejsze, bardziej czytelne dla rozmówcy. Szybciej można nakreślić problem nurtujący daną osobę. Dla mnie są niebezpieczne, bo, klient szybciej sprawdzi fakty. W 24 kartach jest zawarty życiorys człowieka oraz jego przyszłość. Karty nie są wyrocznią, nie wszystko przypisujemy przeznaczeniu.

Gdy patrzę w karty, to niestety nie widzę wielu optymistycznych sytuacji

Zawierają alternatywę, pokazują konsekwencje wyboru, zarysowują błędy, które klient może popełnić. Pracując z tymi kartami, łatwiej jest uchronić rozmówcę przed podjęciem decyzji złej, bo za jedna złą idą następne. Nasze kłopoty wynikają często stąd, że dokonujemy niewłaściwych wyborów, kierujemy wysiłki nie tam, gdzie układ energii jest dla nas korzystny. W takim przypadku ja mam pole do działania.

Jako osoba posiadająca dużą intuicję potrafię nakreślić kierunek, w jakim powinien pójść człowiek. Wybieram optymalnie najlepszy układ. Klient jest wykonawcą, decyduje sam. Poza możliwościami wyboru są jeszcze przypadki losowe - wypadki i choroby.

A kto głównie przychodzi po wróżby?

Dawniej przychodzili ludzie samotni, szukający miłości, czy nieszczęśliwie zakochani. Obecni klienci to ludzie bezskutecznie szukający pracy, bankruci, biznesmeni zmuszeni do podjęcia ważnych decyzji, ludzie młodzi niemogący sprostać problemom, jakie niesie życie.

Młodzież boi się jutra, jest to głównie lęk przed bezrobociem, niemożnością „ustawienia się” w życiu, niepowodzeniami w nauce, złą sytuacją rodzinną. Zdarzają się problemy intymne i zawiedzione miłości. Rodzice borykający się z codziennością, często zapominają o dzieciach. Ci młodzi ludzie czują się odrzuceni, rozpaczliwie proszą o pomoc. Wielokrotnie są w tak patowej sytuacji, że naprawdę muszę się starać, aby wskazać jakieś wyjście.

Z dokładnością aptekarską przyglądam się ich kartom i zawsze znajduję jakąś iskierkę nadziei. Poważną grupę stanowią jednak ludzie w wieku średnim, którzy mają inne problemy. Są to szczególne pytania o dzieci, żony, mężów, o zdrowie.

A co nas czeka w nowym 2017 roku?

Gdy patrzę w rozkłady kart, to niestety nie widzę wielu optymistycznych sytuacji. Pierwsza połowa roku będzie bardzo niespokojna. Praktycznie w całym kraju. Ale do tego, by tak powiedzieć to chyba nie trzeba nawet zdolności wróżbiarskich.

Wystarczy poczytać gazety, czy pooglądać programy informacyjne w telewizji. Karty jednak mówią, że podziały, jakie już teraz występują między nami, jeszcze bardziej się pogłębią, choć koniec końców będzie to miało oczyszczający wpływ na wszystkich.

To znaczy?

Z tego, co widzę w kartach, wynika, że dotychczasowe układy polityczne mogą się rozsypać jak domki z kart, a w ich miejsce powstaną nowe. Bardzo silnie wpływać będzie na to brak stabilności w gospodarce i finansach.

Czyli będzie źle, a potem jeszcze gorzej?

Oj nie, przecież będzie jeszcze druga połowa roku i tu wszystko może się zmienić. Karty mówią, że to może być czas oczyszczenia i naprawy. I tu głównie będzie to zasługa społeczeństwa, a nie polityków. Oni będą musieli pod wielkim naciskiem ludzi usiąść do stołu i wypracować taki kompromis, który będzie dobry dla kraju.

A czy te sprawy ogólnopolskie będą jakoś rzutować na nas, tu w Gorlicach, w powiecie?

Oczywiście. To nieuniknione, prawie cały rok będzie u nas może nie niespokojny, ale ciężki. Ale tak jak patrzę w karty, to widzę światełko w tunelu i końcówka roku przyniesie nam wiele pozytywnych informacji.

Ja mam sporo młodych klientów, którzy mieszkają zagranica i niestety praktycznie żaden z nich nie chce wracać do Polski, do Gorlic. A karty mówią, że nasi włodarze, działając wspólnie, będą w stanie sprawić, że ci tak przecież potrzebni tu ludzie mogą zmienić decyzje.

A to ciekawe. Czyli co konkretnie musieliby zrobić, burmistrz, starosta czy któryś w wójtów?

To nie takie proste. Ja unikam wróżb dotyczących grup ludzi. To najczęściej takie przysłowiowe „wróżenie z fusów”, choć oczywiście to też dobra metoda (śmiech). Myślę jednak i karty mi to potwierdzają, że wystarczy, by dokładnie wsłuchiwali się w głosy mieszkańców, oni powinni być dla nich drogowskazem.

Coś bardzo pani dzisiaj enigmatyczna?

Oj, taka już uroda wróżki, że nie może wszystkiego powiedzieć tak o, w gazecie. Coś przecież muszę sobie zostawić dla klientów. Ale mogę tak dobitnie i z całym doświadczeniem, jakie mam powiedzieć, że w jedności siła i wspólne działanie się opłacają. Życie to sport zespołowy.

Lech Klimek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.