Z kart historii. Michałowo nie tylko sentymentalnie

Czytaj dalej
Fot. A. Dobroński
Prof. Adam Czesław Dobroński

Z kart historii. Michałowo nie tylko sentymentalnie

Prof. Adam Czesław Dobroński

Dzisiaj Michałowo to zupełnie inne miasto, niż to przedwojenne. Zajrzyjmy do kart jego historii.

Zgodziłem się napisać tekst niepodległościowy o Michałowie i mam kłopot. Z tej przyczyny już na początku zwracam się z uprzejmą prośbą do naszych Czytelników. Prośbą o pomoc: relacje, zdjęcia, pomysły. Może w Państwa szufladach, albumach, na półkach i przede wszystkim w głowach pozostają przyczynki do dziejów miasta (i gminy) Michałowo. Wiem, że ukazała się monografia Leszka Nosa, a nie ma jednak w niej ani zdania o nastaniu II RP, przejęciu władzy od Niemców. Bardzo pięknie prezentuje się album „Dzieje Michałowa w fotografii”, są i inne publikacje, bezcenne zbiory posiada Tomasz Wiśniewski. Tylko to wciąż za mało, by odtworzyć wydarzenia z przełomu 1918 i 1919 roku, przywołać znane wówczas postacie. Za poradą kolegi Tomasza zacząłem poszukiwania tropów w mieście. Było przyjemnie, trafiły się rodzynki. Na razie wystarczyło na tę opowieść.

Rodzina Groblewskich

Janina Groblewska ma niewątpliwy dar opowiadania, przy tym budzi zaufanie. Urodziła się w Michałowie dawno temu, trudno uwierzyć, że tak dawno. Ojciec Hieronim był tkaczem, co nie dziwiło nikogo w miasteczku, które swój początek wzięło w 1832 roku za sprawą Seweryna Michałowskiego. Właściciel dóbr Niezbudka (przetrwały i inne wersje tej nazwy) wykorzystał wprowadzenie przez cara Mikołaja I granicy celnej między Cesarstwem Rosyjskim i Królestwem Polskim. „Żandarm Europy” chciał w ten sposób ukarać miateżników (powstańców) z Warszawy, Łodzi i Kalisza, a mimowolnie przyczynił się do powstania białostockiego okręgu przemysłowego. Również do Michałowa ściągnęli fabrykanci i tkacze, głównie z ziem niemieckich, ewangelicy. Włókiennictwo rozwinęło się jeszcze mocniej po wybudowaniu w 1886 r. linii kolejowej z Białegostoku przez Wołkowysk do Baranowicz, a dalej szlaki żelazne wiodły do Moskwy i na całą Azję.

Freymark, Frisch, Knauer, Moritz, Nejman, potem jeszcze bracia Peter, Hasbach w pobliskim Świnogrodzie i wielu innych „Niemców” przemieniło całą okolicę. Stopniowo dołączał kapitał żydowski (przykładem Cytron), przybywało miejscowych robotników i rzemieślników, chrześcijan obu obrządków, tutejszych Słowian. Mama Janiny - Helena, z domu Dobrowolska, podejmowała się różnych prac, by wychować czwórkę dzieci: Stanisławę, Ernesta, Janinę i Teresę. Nie było lekko, przemysł zrujnowała ewakuacja rosyjska latem 1915 r., połączona z bieżeństwem. I choć w początkach niepodległej Polski uruchomiono w Michałowie 9 fabryk, to granica państwowa odcięła rynki wschodnie, powtarzały się kryzysy, fabrykę Cytrona pochłonął pożar.

Konglomerat nacji i wyznań

Wierzę pani Janinie, gdy sentymentalnie wspomina młode lata. Michałowo było doceniane, zadbane w porównaniu z innymi miasteczkami, ambitne. Ton nadawały rodziny niemieckie, bogatsze od pozostałych, o wyższej kulturze bycia. Przyjemnie było popatrzeć, jak ładnie ubrane panie i panny ewangeliczki podążały w niedziele do kirchy. Też o godzinie 11 zaczynały się nabożeństwa w kościele i cerkwi, zespalał się wówczas głos dzwonów i sygnaturek, w jednym kierunku - ku górze płynęły modlitwy wypowiadane w różnych językach. Pani baronowa Olga von Ramm - dobrodziejka, mile wspominana właścicielka Hieronimowa - jadąc do kościoła michałowskiego zabierała do karocy bliskie krewne, które wysiadały przy swoich świątyniach. W 1898 roku wyświęcono okazałą kirchę, zniszczoną ostatecznie po II wojnie światowej: wieże z krzyżem zwalili żołnierze sowieccy, cegłę z murów wykorzystano na budowę gmachu szkolnego. W 1908 roku mogli cieszyć się z ładnej świątyni również wyznawcy prawosławni, a w 1910 roku - po kilku latach próśb - i katolicy, przy czym jednym i drugim wydatnie pomogli jaśnie panowie Rudolf Engelhardt oraz Aleksander Ramm. Z dwóch synagog, starszej drewnianej i nowszej murowanej, korzystali wyznawcy mojżeszowi.

W Michałowie wcale poprawnie układały się relacje polsko-żydowskie, zwłaszcza te sąsiedzki. Mały Klatt, syn Militty i Oswalda, zjedzenie obiadu uzależniał od przyjścia kolegi, czyli Ernesta Groblewskiego. Natomiast Aron Mielnicki, syn właścicieli młyna, bardzo lubił jadać właśnie u Grobelskich. Zakłopotana mama Aronka dopytywała: - A na czym pani Groblewska smaży te placki? I przynosiła oliwę w butelce mówiąc z przymrużeniem oka: - To niech Aronek je te nadzwyczajne placki kartoflane na szmalcu, byle tylko się mój mąż nie dowiedział. Pani Helena powtarzała, że zawsze miała dobrych sąsiadów. I ją też tak „inni”, mieszkający w pobliżu, postrzegali.

Wychodzi na to, że przy kilku społecznościach łatwiej było wybierać przyjaciół, naśladować najlepszych, szukać kompromisów. Do zgody potrzeba bowiem nie tylko dobrej woli i motywacji ekonomicznych, należy uszanować realia codzienności i nie tracić zdrowego pomyślunku. Paradoksalnie, w Michałowie po II wojnie światowej częściej uwalniały się demony zła, choć zostali już tylko sami Słowianie i bracia oraz siostry w wierze chrześcijańskiej.

Szkoły

Czym skorupka za młodu nasiąknie… Znali to porzekadło i powtarzali nauczyciele michałowscy. Dzieci z rodzin ewangelickich do klasy IV uczyły się w swojej szkole, gdzie kierownikiem był Wilmar Mauthe. Dzieci żydowskie chodziły od klasy I do „polskiej”, siedmioklasowej szkoły powszechnej, ale miały w miasteczku i dwie swoje szkoły, w której mogły douczać się prawd Talmudu i języka hebrajskiego oraz doskonalić powszechnie używany żargon ydish. Baronowa von Ramm wspomagała dożywianie uczniów z biedniejszych rodzin, kanapki na lekcje religii przynosił i ks. Jan Chodkiewicz. Istniały różnorodne organizacje młodzieżowe, w tym harcerstwo. Alfons Tworkowski założył orkiestrę szkolną, cieszyły przejawy kultury różnych barw. Zasłużonym autorytetem cieszył się kierownik szkoły powszechnej Karol Cieśluk. 3 maja 1939 roku powiedział na wiecu: „Znalazł się w Niemczech malarz, który chce przemalować mapę Europy na kolor brunatny, ale my, Polacy, ten pędzel z łapy mu wytrącimy” (za Mieczysławem Kosteckim). Został przez Gestapo aresztowany w 1943 roku i stracony wraz z nauczycielem historii Franciszkiem Skrabaczem i członkami obu rodzin. Z kolei m.in. nauczycielki Leokadia Adamska i Felicja Tworkowska z nakazu NKWD pojechały na wschód; mąż Adamskiej, oficer rezerwy, zginął w Katyniu.

Z przyjemnością wysłuchałem i opowieści Niny Gorbacz (Krętowskiej z domu), autorki licznych artykułów i unikalnej mapy Michałowa sprzed 1939 r. Pani Nina miała braci w szkole, sama chodziła do przedszkola. W 1938 r. wystąpiła jako Kasia w scence patriotycznej, odgrywanej wraz z ułanem Jasiem. Prosiła Jasia, by wziął ją na wojenkę, ten niestety odmówił, bo przecież musiał wojować, ojczyzny bronić. - Ja przyniosę wody/ rannym dla ochłody/ obmyję im rany/ braciszku kochany…” Za ten występ mała artystka dostała od pani baronowej torbę słodyczy, a ich smak pamięta do dzisiaj.

Smutne prawdy

Prawdą jest, że ostatnie lata przed wybuchem wojny sprzyjały narastaniu niepokojów. Koło Niemieckiego Związku Ludowego promowało - zwłaszcza wśród młodych - idee hitleryzmu i szykowało się na wybuch wojny. Przybywało obaw wśród miejscowych wyznawców mojżeszowych, wyczuwano zmianę nastawienia władz administracyjnych. W ukryciu mobilizowały się również elementy prokomunistyczne i prosowieckie zarazem; we wrześniu 1939 r. ci wystawili bramę i powitali „wyzwolicieli”. Okupanci, zarówno od Stalina, jak i od Hitlera, okrutnie niszczyli ślady polskości. Niemcy michałowscy opuścili swe domy i fabryki w 1940 r. w wyniku porozumienia władz berlińskich i moskiewskich, Żydów wysiedlono w ramach planu zagłady 2 listopada 1942 r., ciężkie straty poniosła miejscowa inteligencja. Po wojnie, w odmiennych warunkach, odrodziło się inne Michałowo. Cieszmy się, że pamięć o poprzednich dziesięcioleciach przetrwała, jest utrwalana. Sprzyjać temu powinna i setna rocznica niepodległości.

Prof. Adam Czesław Dobroński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.