(tom)

Zabójstwo na osiedlu Północ w Suwałkach. Zabił kobietę, a potem pistolet przyłożył do swojej głowy

Zabójstwo na osiedlu Północ w Suwałkach. Zabił kobietę, a potem pistolet przyłożył do swojej głowy Fot. Archiwum
(tom)

Prokuratura umorzyła śledztwo w głośnej w całej Polsce sprawie dwojga ludzi zastrzelonych w mieszkaniu na osiedlu Północ.

O tej tragedii głośno było w całej Polsce. W jednym z mieszkań znaleziono bowiem dwie martwe osoby. Obie z ranami postrzałowymi głowy.

Historia z końca listopada ubiegłego roku wydawała się niesłychanie tajemnicza. Wszystko rozegrało się w jednym z bloków znajdujących się przy ul. 11 Listopada. To nie żaden wieżowiec, lecz stosunkowo niewielki, czteropiętrowy blok. Takie, gdzie, pewnie, wszyscy się ze wszystkimi znają. Ale żadnych strzałów sąsiedzi nie słyszeli. Ani, ewentualnie, wcześniejszej awantury.

Mieszkanie swoim kluczem otworzyła była partnerka 51-letniego Cezarego M. Jej oczom ukazały się dwa zakrwawione ciała oraz leżący na podłodze pistolet. Natychmiast wezwała pogotowie oraz policję. Jednak na jakąkolwiek pomoc medyczną było już za późno.

Prokuratura wszczęła śledztwo. Pojawiały się najróżniejsze hipotezy. Pierwsza, to tzw. samobójstwo rozszerzone. Ten prawniczy termin jest niestety mylący. Bo wszystko sprowadza się do tego, że jedna osoba najpierw zamordowała drugą, a potem siebie. I wcale nie ma gwarancji, że ta druga osoba się na to godziła. Samobójstwo rozszerzone może być więc zwykłym morderstwem, którego sprawca postanawia na końcu życie odebrać także sobie.

Inna z hipotez zakładała bliżej nieokreślone porachunki. Mężczyzna mógł narazić się komuś z miejscowych bandytów. A kobietę zabito, by nie mieć świadków.

Kim byli zmarli? Iwona Ż. miała 47 lat. Niedługo przed tragedią rozstała się z mężem. Mieli dwoje dorosłych dzieci. On - Cezary M. handlował na suwalskim i augustowskiem bazarze. Nie wiadomo, czy miał jakichś wrogów.

Prokuratorzy chcieli ustalić jedno: czy doszło do tzw. rozszerzonego samobójstwa, czy też mamy w tym przypadku do czynienia z morderstwem dwojga ludzi. Śledczy powołali biegłych, których ustalenia nie pozostawiają żadnych wątpliwości. W mieszkaniu nikogo przed śmiercią Iwony Ż. i Cezarego M. nie było.

Wszystko wskazuje więc na to, że mężczyzna najpierw zastrzelił kobietę, a potem siebie.

- W tym zdarzeniu osoby trzecie nie brały udziału - potwierdza Ryszard Tomkiewicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Suwałkach.

Skąd to wiemy?

Na dłoni Cezarego M. znaleziono proch. A to oznacza, że pistolet znajdował się w jego ręce. Nie wiadomo natomiast, dlaczego do tej tragedii w ogóle doszło. Śledczy nic na ten temat nie mówią. Przynajmniej oficjalnie. Dodają jedynie, że przyczyną śmierci obu osób był strzał w głowę.

Postępowanie w tej sprawie zostało więc umorzone. Ale prokuratorzy będą jeszcze sprawdzali, czy pistolet, na który mężczyzna nie miał pozwolenia i który posiadał przebite numery fabryczne, nie został użyty do popełnienia jakiegoś innego przestępstwa.

(tom)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.