Zagłada podlaskich dworów

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
Dorota Naumczyk

Zagłada podlaskich dworów

Dorota Naumczyk

- Wiele dworów znajdowało się na Kresach, w dwóch powiatach, które aktualnie znajdują się poza granicami naszego kraju, a przed wojną stanowiły część białostocczyzny - mówi dr Łukasz Lubicz-Łapiński.

- Dwory były od stuleci elementem polskiego krajobrazu. Na początku XX wieku na terenie dawnego województwa białostockiego mieliśmy około pół tysiąca dworów. Do dziś przetrwało zaledwie kilkanaście.

- Rzeczywiście, przed I wojną światową nasz krajobraz był bardzo bogaty we dwory. Kiedy się jechało, to co rusz, co kilkanaście kilometrów wyłaniały się dworskie zabudowania, domy, stajnie, wozownie i otaczające je parki czy ogrody. Najwięcej dworów było w okolicach Białegostoku, Łomży, Grajewa, Kolna, Wysokiego Mazowieckiego, ale też na Kresach, w dwóch powiatach, które aktualnie znajdują się poza granicami naszego kraju, a przed wojną stanowiły przecież część białostocczyzny: w powiecie grodzieńskim i wołkowyckim.

- Pierwsza fala zagłady dworów to I wojna światowa.

- Wiele dworów zniszczył front wojenny, który przechodził przez nasze ziemie. Później była wojna z bolszewikami, w 1920 roku. Wróg określał właścicieli dworów mianem wrogów narodu, burżujów, polskich panów i chciał, by ta warstwa społeczna zniknęła. Tym bardziej, że bolszewicy mieli świadomość, że dwory są ostoją patriotyzmu, ale też i polskiej inteligencji. Założyli więc sobie likwidację warstwy ziemiańskiej, by zastąpić ją swoją inteligencją komunistyczną.

- Bolszewicy założyli sobie zagładę polskich panów i poprawę losu polskiego chłopca. Pierwsza kwestia im prawie wyszła, ale losu chłopa nie poprawili.

- Tak, teoretycznie mieli poprawić los polskiego chłopa, ale po pierwszych reformach i uwłaszczeniu majątków już było widać, że to się nie uda. Ziemię rozdawano bowiem chłopom bezrolnym, którzy nie mieli pojęcia o gospodarowaniu, albo też małorolnym, powiększając tym samym rozdrobnienie majątków. Zniszczono duże uprawy, zniszczono kulturę gospodarczą na wsi. Dzisiaj wiemy, że duże majątki to przyszłość, bo mogą wprowadzać nowinki technologiczne, produkować na eksport, prowadzić uprawy eksperymentalne. Wtedy zaś ten system dużych gospodarstw zniszczono, a małe gospodarstwa nie miały szans przetrwania. Pod okupacją sowiecką gospodarstwa zamieniano na kołchozy i sowchozy - gospodarstwa państwowe, gdzie ziemia nie należała do nikogo. Nie było więc szacunku do plonów, ani do pracy. Rozkradano inwentarz, niszczono zasiewy. To wszystko było jedną gospodarczą katastrofą.

- II wojna światowa to zagłada kolejnych polskich dworów. Do ich zniszczenia przyczyniła się najpierw okupacja niemiecka, a potem sowiecka.

- Niemcy jeszcze jako tako, w odróżnieniu od sowietów, dbali o dworskie budynki, bo przeszły one na rzecz ich skarbu państwa. Dwory miały produkować żywność dla armii niemieckiej. Okupantowi niemieckiemu zależało więc, aby gospodarstwa te zachowały cykl produkcyjny i by nie było marnotrawstwa. Aby zachować wysoką wydajność gospodarstw, często zatrudniano byłych ziemian, którzy świetnie się orientowali w funkcjonowaniu swoich majątków. Oczywiście, Niemcy też byli zainteresowani eksterminacją ziemiaństwa jako inteligencji i temu służyła między innymi akcja AB, czyli rozstrzeliwania tej ludności, szczególnie na terenach przyłączonych do III Rzeszy. Przy czym nie stawiano sobie za punkt honoru, tak jak to robili Sowieci, zniszczenia dworskich budynków i całej dworskiej kultury, bo one miały stać się częścią kultury niemieckiej. Ale oczywiście podczas działań wojennych została zniszczona znaczna część budynków wchodzących w skład polskich dworów.

- Jednak, o zgrozo, najwięcej naszych dworów zostało zniszczonych nie podczas wojen, a dopiero w okresie powojennym.

- Tak, poprzez pozostawienie tych budynków bez gospodarzy i bez nadzoru, a nawet celowe rozkradanie. W czasach PRL-u na dworskich ziemiach tworzono PGR-y, czyli Państwowe Gospodarstwa Rolne. W budynkach podworskich mogli mieszkać robotnicy rolni, którzy nie traktowali tego jako swoje, bo to nie była ich własność, tylko państwowa. Nie dbali o te budynki i kiedy dach się im na głowy zaczynał walić, po prostu przenosili się do innego skrzydła pałacu. Kiedy znaleźli tam jeszcze jakieś precjoza, sprzedawali to za alkohol. Ta dewastacja postępowała przez cały okres PRL-u.

Najlepiej zachowały się te dworskie budynki, które po wojnie miały szczęście stać się szkołami czy też bibliotekami lub muzeami, bo dzięki temu miały gospodarza, który dbał o dach, o to, by budynek był ogrzewany.

- Kiedy właściciele ziemscy wracali z wygnania, z wywózek, nie mieli prawa osiedlić się nie tylko w swoich dworach, ale nawet w ich okolicy.

- Nie wolno im się było osiedlać w tym samym powiecie, w którym znajdowały się ich rodzinne majątki. Musieli szukać nowego dachu nad głową i pracy w innych powiatach, co nie było takie łatwe, bo ze względu na swoje pochodzenia mieli tzw. wilczy bilet, który utrudniał im szukanie pracy i studiowanie. Młode pokolenie nie miało więc możliwości, by się w Polsce Ludowej kształcić, a starsze, które już było wykształcone i mogło się włączyć w odbudowę państwa, było od tego odsuwane. Potencjał tych agronomów, inżynierów, został zmarnowany.

- Nawet po 1989 roku wielu właścicielom nie udało się odzyskać swoich rodzinnych majątków. Na Podlasiu na palcach jednej ręki można policzyć rodziny, które wróciły do swoich dworów.

- Tak, to tylko kilka przypadków. Dekret o reformie rolnej, który odebrał rodzinom posiadającym więcej niż 50 hektarów ich włości, nigdy nie został cofnięty. W świetle dzisiejszego prawa nadal więc obowiązuje. Państwo nie ma prawa tym rodzinom zwrócić ich majątków. Jedynie w kilku przypadkach właścicielom udało się odzyskać swoją własność, głównie wtedy, kiedy została im ona odebrana niezgodnie z prawem, bo np. majątek nie liczył 50 hektarów, a mimo to został odebrany. Do dzisiaj Polska jest jedynym krajem z bloku postkomunistycznego, w którym nie została załatwiona sprawa reprywatyzacji i zwrotu prawowitym właścicielom ich własności. Czasami bywa tak, jak to miało miejsce np. w Janczewie, że rodzina - kiedy widzi że nie ma możliwości odzyskania swojego majątku na drodze prawnej - odkupuje swoją, bądź co bądź, własność od państwa. Ale przecież nie każdego na to stać.

- W przypadku dworów i dworków na Białostocczyźnie nie mówimy o wielkich latyfundiach magnackich i pałacach. Często przypominają one wręcz wiejskie chaty.

- To często po prostu większe gospodarstwa, których właścicielami były rodziny polskie, niemieckie, żydowskie, rodziny fabrykantów, inteligencji, szlachty. Bywa że ten dwór to po prostu drewniana, wiejska chałupa kryta gontem lub słomą, może trochę większa od innych, czasami z dobudowanym gankiem. Tych najbardziej okazałych mamy tylko kilka. Bardzo ładny pałac jest w powiecie wysokomazowieckim w miejscowości Nowodwory, który został w czasie wojny spalony przez sowietów, a w latach 60. odbudowany przez mieszkańców Ciechanowca. W Drozdowie nad Narwią również jest ładny dworek, w którym aktualnie mieści się Muzeum Przyrody. Jego ostatnia właścicielka w latach 80-tych zapisała go na rzecz kultury polskiej. Piękny, XVII-wieczny dwór mamy też w Pawłowiczach koło Sokółki. Budynek przetrwał dzięki temu, że przez wiele lat mieściła się w nim szkoła. Od kilku lat, w związku z demografią, szkoły już tam nie ma, ale właściciele ciągle swojego budynku nie mogą odzyskać, więc niszczeje i jego przyszłość stoi pod znakiem zapytania.

- A może jakiś budujący przykład? Czy któryś z podlaskich dworów udało się prawowitym właścicielom odzyskać?

- Takim przykładem są Klejwy na Suwalszczyźnie. Od XVIII wieku aż do czasów II wojny światowej tamtejszy dwór należał do rodziny Borewiczów. Potem córki pana Borewicza walczyły o odzyskanie swojego rodzinnego domu i im się to udało.

- A jeden z członków rodziny Borewiczów stał się nawet pierwowzorem dla filmowej postaci porucznika Borewicza z serialu „07 zgłoś się”.

- Z tego majątku pochodził bowiem operator filmowy - bratanek ostatniego właściciela. I kiedy szukano nazwiska dla głównego bohatera serialu, od niego to nazwisko „pożyczono”.

- Nie wszyscy też wiedzą, że na naszych terenach swoje korzenie miał Wojciech Jaruzelski.

- Ano właśnie. Rodzina Jaruzelskich od XVIII wieku miała swój majątek koło miejscowości Sokoły. To drewniany, niezbyt bogaty dworek. Ojciec generała walczył w wojnie w 1920 roku. Część rodziny została zamordowana przez NKWD, część wysłana na Syberię. Wojciech Jaruzelski odwiedzał później groby swoich krewnych oraz swojego stryja, który zresztą nie bardzo akceptował życiowy wybór i drogę bratanka. Stryj został po wojnie wyrzucony z rodzinnego majątku i dożywał swoich dni u okolicznych rodzin, które udzieliły mu schronienia , ale u swojego bratanka nigdy nie prosił o łaskę. Po śmierci został pochowany w Jabłoni Kościelnej.

Dorota Naumczyk

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.