Zawód sutener. Oficjalnie jest bezrobotnym. Dostaje dodatki z MOPS

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Izabela Krzewska

Zawód sutener. Oficjalnie jest bezrobotnym. Dostaje dodatki z MOPS

Izabela Krzewska

Ma 41 lat. Oficjalnie - bezrobotny, dostaje dodatki z MOPS. Bezdzietny kawaler, niekarany. Wygląda jednak na to, że od co najmniej czterech lat Wojciech D. prowadził w Białymstoku całkiem intratny biznes, a do jego kieszeni wpływały setki tysięcy złotych od prostytutek.

Chodzi o siedem kobiet, którym w zamian za część zysków pomógł znaleźć i urządzić mieszkanie, dopłacał połowę czynszu, kupował karty do telefonów komórkowych za pośrednictwem których kontaktowały się z klientami, umieszczał na portalach społecznościowych ogłoszenia o ich usługach. Tak ustaliła prokuratura, kończąc śledztwo aktem oskarżenia. Właśnie trafił do Sądu Rejonowego w Białymstoku.

W sumie Wojciech D. usłyszał dziewięć zarzutów. Siedem dotyczy właśnie ułatwiania uprawiania prostytucji i czerpania korzyści z nierządu, ale jest też oskarżony o wymuszenia rozbójnicze. Bo sprawa wyszła na jaw, gdy „zadarł” z kobietami, które już nie chciały z nim „współpracować“. Wtedy użył pięści.

Zanim do tego doszło, 16 lutego 2017 r. do komendy miejskiej policji zgłosiły się dwie mieszkanki bloku przy ul. Broniewskiego. Opowiedziały, że od ponad dwóch tygodni nachodzi je mężczyzna i namawia do „objęcia ochroną lokalu”, w którym kobiety świadczyły usługi seksualne. Po tej wizycie pokrzywdzone odbierały niepokojące telefony. Gość miał kazać im zamknąć „mieszkanie rozkoszy“ i zniknąć z miasta. Dwa razy ktoś pomazał też farbą drzwi wejściowe ich wynajętego mieszkania.

Po jakimś czasie Wojciech D. znów nawiedził kobiety osobiście. Był agresywny. Zdecydowanym tonem oświadczył, że od tej chwili będzie prowadzić lokal i zaaranżuje go w odpowiedni sposób. Białostoczanki zaczęły protestować. Wtedy 41-latek jedną z pań uderzył dłonią w twarz, a drugą pchnął na telewizor. Powiedział, że będzie brać od nich po 50 złotych za każdego klienta, bo „tak pracują dla niego inne dziewczyny”. Mało tego - poinformował, że będzie też za darmo korzystał z ich usług. W czasie monologu cały czas groził kobietom użyciem noża. Żądał udziału w zyskach.

Następnego dnia pokrzywdzone poszły na komendę. Gdy Wojciech D. złożył im 17 lutego kolejną wizytę i zabrał 300 złotych, przy wyjściu już czekali na niego policjanci. Śledczy dotarli do kobiet, które współpracowały z Wojciechem D. To panie po 30-tce, po przejściach, bezrobotne, niekiedy mające dzieci i rodziny na utrzymaniu.

Odpowiadały one na ogłoszenia zamieszczone przez oskarżonego w internecie. Warunki były takie: one za godzinę z klientem biorą 150 złotych, z tego 1/3 oddają D. Godziły się na to. Za to Wojciech D. miał chronić swoje „podopieczne”. Kobiety miały go informować, czy spotkanie przebiega w porządku i w razie czego dzwonić. Po pieniądze przychodził tego samego lub następnego dnia.

- Niektóre z kobiet odbywały z nim również stosunku seksualne, za które nie pobierały żadnych opłat. Podejrzany wykonywał w trakcie tych czynności zdjęcia o charakterze erotycznym - mówi Anna Milewska, zastępca Prokuratora Rejonowego Białystok-Północ.

Zdaniem śledczych, Wojciech D. stręczycielstwem i sutenerstwem trudnił się przynajmniej od stycznia 2013 r. do lutego 2017 r. Kobiety pracowały dla niego w różnych okresach i nie wszystkie pamiętały, ile dały mu prowizji od swoich usług. Ta, która współpracowała z oskarżonym najdłużej (ponad 4 lata) przekazała mu... 190 tys. złotych. Dodając do tego pozostałe „wpływy”, Wojciech D. mógł zarobić na procederze przynajmniej 263 tys. złotych.

Wojciech D. nie przyznał się do winy. Potwierdził tylko, że na prośbę jednej kobiety umieszczał w sieci ogłoszenia o jej usługach. W zamian sam korzystał z nich za darmo. Pozostałych dziewcząt - jak twierdził - nie kojarzył ani z imienia, ani z nazwiska. W kolejnych wyjaśnieniach powiedział, że tylko im pomagał, był menedżerem. Wyznał, że często korzystał z usług prostytutek, bo ma męskie problemy, jednak nigdy nie uzyskiwał z tego żadnych korzyści.

W odpowiedzi na zarzut wymuszenia rozbójniczego i zaatakowania w lutym br. dwóch pań w mieszkaniu przy ul. Broniewskiego, powiedział, że nigdy nie uderzył żadnej kobiety i nie groził nożem. Tłumaczył, że pokrzywdzone podczas spotkania zaproponowały mu dopalacze, a on nie chciał ich zażywać, więc podziękował i powiedział, że przyjdzie innym razem. Kobiety miały się wtedy odgrażać, że „i tak go załatwią”.

Przy kolejnej wizycie - jak dodaje - prostytutki same mu zaproponowały 700 zł, żeby poszedł gdzie indziej.

Według prokuratury, jego wersji przeczą dowody tj. zeznania świadków, protokoły oględzin i przeszukań. One jednoznacznie go obciążają. - Przedstawione przez podejrzanego wyjaśnienia stanowią jedynie próbę usprawiedliwienia podjętych przez niego działań i wypracowaną przez niego linię obrony - uważa prokurator Anna Milewska.

Wojciech D. jest tymczasowo aresztowany. Na wniosek śledczych, sąd właśnie przedłużył jego stosowanie do połowy sierpnia. Za wymuszenie rozbójnicze, uszkodzenie ciała i sutenerstwo grozi mu kara od roku do nawet 10 lat pozbawienia wolności.

Izabela Krzewska

Socjolog z wykształcenia. Z zawodu - dziennikarz. W Gazecie Współczesnej pracuję od 2009 roku. Od początku zajmuję się głównie tematyką prawną. Relacjonowanie ważnych procesów, sprawy kryminalne, wypadki, pożary, historie z życia wzięte... To obszar dziennikarstwa, który nie tylko mnie, ale mam nadzieję także moim Czytelnikom, dostarcza wielu emocji. Staram się, aby każdy materiał był rzetelny. Ale też sprawnie napisany. Bo nawet najbardziej niezwykła ludzka opowieść "blednie" pod nieciekawym piórem.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.