Ze swoimi bolączkami ludzie najpierw idą do sołtysa. Dopiero później do wójta

Czytaj dalej
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Julia Szypulska

Ze swoimi bolączkami ludzie najpierw idą do sołtysa. Dopiero później do wójta

Julia Szypulska

Rozmowa z Adamem Radłowskim, od niemal 19 lat sołtysem wsi Kruszewo w gminie Choroszcz, członkiem zarządu Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów.

Niedawno było Pana święto - ogólnopolskie obchody Dnia Sołtysa.

Obchodziliśmy go 11 marca, choć na tym spotkaniu akurat nie byłem. Celem obchodów było zwrócenie uwagi na rolę sołtysa, bo wciąż jest ona niedoceniana. Sołtys działa w samorządzie lokalnym i - tak jak radny, wójt czy burmistrz - ma swoje zadania. Ale z wszelkimi bolączkami mieszkańcy idą najpierw do sołtysa, to on jest pierwszym gospodarzem terenu. Dopiero później do wójta czy burmistrza. Żeby sobie z tym radzić, trzeba mieć dobrą odporność, ale przyda się też dyplomacja. Osobiście preferuję otwartość - mówię, co myślę. Nawet o niewygodnych sprawach z mieszkańcami wolę rozmawiać wprost.

Sołtys chciałby mieć większy wpływ na sprawy budżetowe. Bardzo ważne jest, żeby ludzie byli zadowoleni ze swojego miejsca zamieszkania. Przydałaby się też większa solidarność między ludźmi, czego teraz brakuje.

Tematem poruszanym na spotkaniu sołtysów był m.in. fundusz sołecki.

Fundusz powstał właśnie dzięki działaniom Krajowego Stowarzyszenia Sołtysów. Rodził się w bólach i był wielką niewiadomą. Oczywiście wymaga od sołtysa pewnych dodatkowych obowiązków. W tej chwili wszyscy uczymy się wydawania tych funduszy. Ale tam, gdzie one są, mieszkańcy czują się ich gospodarzami. Czują, że mają pewien wpływ na decydowanie. Być może w pierwszych latach pieniądze były wydawane nie do końca w tym kierunku, w którym powinny, ale to była dla nas nauka. W dużej części fundusze są przekazywane na działalność miejscowych OSP, których potrzeby są ogromne.

Pieniądze te są wyodrębniane z budżetu gminy, wielkość funduszu zależy od liczby mieszkańców wsi. Jeśli chodzi o moją wieś, to jest rocznie około 10 tys. zł. Drogi za to się nie wybuduje, ale jeśli jest świetlica, to można ją wyposażyć w kuchenkę czy lodówkę, stoły, krzesła, nagłośnienie. Niektóre wsie organizują festyny i w ten sposób się promują.

Jeśli chodzi o województwo podlaskie, to nie należy ono do czołówki pod względem liczby gmin, gdzie są fundusze sołeckie. Jesteśmy w dolnej części tabeli. Gmina nie ma bowiem obowiązku wyodrębnienia funduszu w budżecie i wiele gmin tego nie robi.

Od ilu lat jest Pan sołtysem?

Długo, od 8 grudnia 1998 r.

Jeszcze nie ma Pan dość?

Czasem jest tak, że człowiek ma dość. Pieniędzy z tego raczej nie ma. Z drugiej strony - jak pomyślę, że miałbym zrezygnować, to trochę mi żal. Wciągnąłem się już i brakowałoby mi tego.

Czego najbardziej?

Działalności społecznej, radości i satysfakcji z efektów pracy, gdy coś uda się zrobić i ludzie się cieszą. Idę np. po kawałku asfaltu i myślę: to ja go „wydeptałem” w urzędzie.

Co Pan na to, żeby sołtysi otrzymywali pensję? Jakiś czas temu PSL miało taki pomysł. Miałby to być tysiąc złotych „na rękę”.

Taki pomysł oczywiście się chwali, ale jeśli chodzi o PSL, to oni byli przecież w koalicji rządzącej i mieli szansę pomysł zrealizować. Ogłaszanie go teraz jest więc trochę populistyczne. Choć, jak mówiłem, sama idea jest dobra i należy ją popierać. Z drugiej strony - są miejscowości w kraju, gdzie sołtysi dostają o wiele więcej, np. w Wielkopolsce, gdzie są bogate gminy i duże wpływy z podatków. Sołtysi otrzymują prowizje od podatków rolnych czy od nieruchomości - pod warunkiem jednak, że ludzie płacą za ich pośrednictwem, a nie przez internet, co jest obecnie coraz popularniejsze. Nie ma się co dziwić, w końcu jest XXI w. Jednak prowizja sołtysowi ucieka, a obowiązki zostają. Dlatego dobrze byłoby to jakoś uregulować. Są gminy, znów w Wielkopolsce, gdzie sołtysi otrzymują diety. Jest to np. Ślesin (sołtysi otrzymują tam po 550 zł miesięcznie - przyp. red.). Jest to zasługa stowarzyszeń sołtysów - lokalnych czy krajowych. Wtedy wójt czy burmistrz nie rozmawia z jednym sołtysem, tylko z grupą ludzi i to przynosi efekt.

Czego by Pan sobie jako sołtysowi życzył na przyszłość?

Jak najwięcej radości z pracy. I inwestycji we wsi, żeby mieszkańcy byli zadowoleni. Wciąż największym problemem jest zła jakość dróg, choć powoli się to zmienia. I żeby te nasze wsie nie wyludniały się, żeby w tych naszych małych ojczyznach mieszkało jak najwięcej ludzi.

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.