Znalazła telefon. Grozi jej więzienie

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Izabela Krzewska

Znalazła telefon. Grozi jej więzienie

Izabela Krzewska

23-latka, która znalazła w pubie telefon komórkowy i go sobie przywłaszczyła odpowie przed sądem za przestępstwo. Grozi jej grzywna a nawet rok więzienia.

Znalazłeś na ulicy portfel, w którym było tysiąc złotych i zabrałeś do domu? To samo zrobiłeś z laptopem, rowerem znalezionym w parku, czy telefonem w restauracyjnej toalecie? Nie czekaj na wizytę policji, tylko oddaj zgubę właścicielowi. Ewentualnie zgłoś się na komisariat lub do biura rzeczy znalezionych. Inaczej możesz mieć kłopoty z prawem. W maksymie „znalezione nie kradzione” jest bowiem tylko szczypta prawdy i na stróżów nie działa. Za kradzież nie odpowiemy, ale za przywłaszczenie cudzej rzeczy możemy.

Co się odwlecze, to nie uciecze

Przekonała się o tym 23-letnia mieszkanka gm. Czarna Białostocka. W klubie na białostockim os. Bojary znalazła telefon komórkowy. Spodobał jej się, więc nikogo nie informując, zachowała dla siebie. Było to miesiąc temu. Nieoczekiwanie w ubiegłym tygodniu do 23-latki przyszła policja. Okazało się, że aparat zgubił w maju inny klient tego lokalu. Młoda kobieta usłyszała już zarzut. Grozi jej kara grzywny, ograniczenia wolności, a nawet rok więzienia. Wszystko dlatego, że telefon wart był 1,1 tys. zł - na tyle dużo, aby to przywłaszczenie traktować jak przestępstwo. Ale nie zawsze tak się dzieje.

- Jeżeli wartość przywłaszczonej ruchomej rzeczy nie przekracza kwoty 1/4 minimalnego wynagrodzenia za pracę mamy do czynienia z wykroczeniem. Obecnie ta granica wynosi 500 złotych - wyjaśnia komisarz Tomasz Krupa z podlaskiej policji.

Wtedy sprawcy prócz grzywny i prac społecznych, grozi co najwyżej 30-dniowy areszt. Takich spraw trochę w woj. podlaskim jest. 38-latek „zaopiekował się” pozostawionym w toalecie w białostockim centrum handlowym telefonem i portfelem. W środku było 3,5 tys. zł, dokumenty i karty bankomatowe. W zatrzymaniu mężczyzny pomógł monitoring. Inny przykład? 32-letnia suwalczanka, która przywłaszczyła około 8 tys. zł. Banknoty zwinięte w rulon zgubił w sklepie obywatel Litwy. Kobieta część pieniędzy wydała, ale większość udało się odzyskać. Został wstyd i sprawa w sądzie. Być może 32-latka zakładała, że nikt jej nie widział. I - jak przyznaje socjolog Jan Poleszczuk, prof. UwB - właśnie w takich sytuacjach ludziom niekiedy łatwiej przychodzi zachowanie niezgodne z przyjętymi normami społecznymi, czy nawet prawem. W przeciwnym wypadku obawiamy się ostracyzmu, utraty reputacji, etykiety osoby nieuczciwej. To, jak się zachowamy w obliczu pokusy, zależy więc od ewentualnych sankcji. Ale nie tylko. Jest jeszcze wpojona w dzieciństwie troska o dobro innych i... sumienie.

- Niektórzy socjolodzy nazywają sumienie „wewnętrznym policjantem”, który mówi nam, że źle postępujemy i poniesiemy karę. Wtedy nie ma znaczenia, czy jesteśmy obserwowani czy nie - podkreśla prof. Poleszczuk.

Co z tym fantem zrobić?

Jak więc zachowa się przyzwoity i prawy obywatel? - W przypadku przedmiotu znalezionego w miejscu publicznym, powinniśmy zawiadomić administratora budynku, kierownika sklepu, czy kierowcę autobusu - tłumaczy Alicja Surel, radca prawny.

Przedmiot znaleziony w parku lub na ulicy powinien „dotrzeć” do komendy lub biura rzeczy znalezionych.

- Najwięcej trafia do nas telefonów komórkowych, rowerów, czasem klucze, ale zdarzały się też dziwniejsze rzeczy takie jak antena satelitarna, wózek dziecięcy, dywan, styropian do ocieplania, a nawet pompa do wody - wymienia Łucja Skowrońska z Biura Rzeczy Znalezionych przy Urzędzie Miasta w Białymstoku. Wykaz przedmiotów można znaleźć w Biuletynie Informacji Publicznej. Według najnowszych przepisów biura przyjmują przedmioty warte powyżej 100 zł. Przechowywane są 2 lata. Po tym czasie przechodzą na własność znalazcy lub gminy.

Uczciwych obywateli nie brakuje. Niektórzy próbują szukać właścicieli na „własną rękę”. Na lokalnych portalach i mediach społecznościowych roi się od ogłoszeń o znalezionych fantach. To dowody osobiste, okulary, recepty, pilot do garażu, czy tablice rejestracyjne, które po ostatnich ulewach w stolicy Podlaskiego wyławiano „garściami’.

Izabela Krzewska

Socjolog z wykształcenia. Z zawodu - dziennikarz. W Gazecie Współczesnej pracuję od 2009 roku. Od początku zajmuję się głównie tematyką prawną. Relacjonowanie ważnych procesów, sprawy kryminalne, wypadki, pożary, historie z życia wzięte... To obszar dziennikarstwa, który nie tylko mnie, ale mam nadzieję także moim Czytelnikom, dostarcza wielu emocji. Staram się, aby każdy materiał był rzetelny. Ale też sprawnie napisany. Bo nawet najbardziej niezwykła ludzka opowieść "blednie" pod nieciekawym piórem.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.wspolczesna.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.